poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Odkładać czy nadpłacać?

Pod wpisem o stanie moich kredytów pojawił się komentarz, którego fragment pozwolę sobie tu zacytować:
"Pytanie: czy nie lepiej ten 1000zł, który masz na plusie, przeznaczyć na spłatę karty kredytowej? Miesięczne odsetki będą mniejsze o kilkanaście-kilkadziesiąt złotych, a tak to ten 1000zł leży bezproduktywnie. Nawet gdy trzymasz go na lokatach to i tak zysk jest mniejszy niż gdybyś przyspieszył nim spłatę kredytówki i zapłacił mniejsze odsetki."
1000 PLN, o którym wspomina komentujący to suma moich oszczędności. Fundusz awaryjny, OC/AC i to co uzbierałem w ramach "fkin five a day". Postanowiłem odpowiedzieć w oddzielnym wpisie żeby sobie nabić statystyki i być może ułatwić ewentualną wymianę zdań na ten temat.

czwartek, 12 sierpnia 2010

Odwyk za dychę

W podsumowaniu lipca wspominałem, że sierpień będzie raczej ciężki finansowo. Nie to żeby dotychczas było cudownie w tej materii, ale przeważnie jednak czułem więcej wody pod kilem niż obecnie. Generalnie wychodzi na to, że mimowolnie uruchomiłem projekt konkurencyjny do "fkin five a day" i nie można go nazwać inaczej niż "fkin ten a day".

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Dla ciebie wypalam się...

Od jakiegoś czasu, w sumie to już kilka miesięcy będzie, chodzę do pracy głównie po to żeby z niej wyjść. Odbijam się pod zegarem o 7 rano i o 15 już radośnie tuptam w stronę przystanku tramwajowego ciesząc się, że kolejny dzień arbajtu jakoś minął i weekend coraz bliżej. A 8 godzin w pracy głównie symuluję i albo piszę notki na swoim blogu (tak jak teraz) albo czytam innych albo czytam książki w pdfach albo robię coś zupełnie innego. Praca mnie nudzi i generalnie czuję słabość jak sobie pomyślę, że mam klepać kolejny dialog albo kolejne przerzucanie danych z jednego formatu w drugi. Nuda i zniechęcenie, etat programisty.

poniedziałek, 17 maja 2010

Maj - oko cyklonu

Ale sobie przerwę zrobiłem! Przyznaję się bez bicia, że leń mnie ogarnął ostatnio niesamowity zarówno na polu zawodowym jak i prywatnym więc trudno się dziwić żeby mi się chciało jeszcze coś pisać. Zresztą po zrollowaniu kredytu maj zapowiadał się dość spokojnie bo i raty nie trzeba było jeszcze płacić i poza przeglądem auta nic się nie kroiło z wydatkami. Zabawne, że w komentarzach do poprzedniego wpisu AnzelmX napisał: "I o czym grapkulec będziesz teraz pisał, skoro przygody z Polbankiem się skończyły...?". Prorok jaki czy co? Bo faktycznie jakby mi wena twórcza odeszła :)

Okazało się jednak, że spokój majowy dość szybko zakłóciły wydatki w sferze prywatnej. Nie będę się tutaj spowiadał ile i na co już poszło i ile jeszcze ucieknie mi z portfela, ale na koniec miesiąca wykresy z moimi finansami zaświecą się czerwienią i to dość intensywną. Niestety, tak to bywa jak się balansuje na cienkiej linie pomiędzy plusem a minusem. Tysiąc z oszczędności potrafi zniknąć ot tak - pstryk! - i nie ma.

wtorek, 20 kwietnia 2010

Co łączy wychodzenie z długów i inwestycje?

Na pewno nie jest to kierunek przepływu pieniędzy. Kredyt zawsze tylko zasysa środki z naszego portfela nie oferując nic w zamian (pomijam tu finansowanie mieszkania lub rozwoju firmy), a inwestycje przynajmniej dają szansę na zysk. Co prawda niektórzy wpadają w długi przez inwestowanie no ale raczej nie jest to wina giełdy czy innych okazji inwestycyjnych tylko jednak ludzki błąd wynikający z życzeniowego, a nie logicznego myślenia.

Co więc mają wspólnego dłużnik z inwestorem? Obaj nie zajdą daleko bez planu działania.

środa, 17 lutego 2010

Tani kredyt to Yeti bankowego świata

Wczoraj APP Funds w notce o rankingu tanich kredytów napisał: "Na pytanie o to, gdzie znajdziesz tani kredyt, najkrótsza odpowiedź brzmi "nigdzie"". I to jest święta prawda. Nie istnieje coś takiego jak tani kredyt, co najwyżej lichwa z nim związana może być mniej pazerna od hieny cmentarnej.

Wiadomo, że każdy widzi co podpisuje, ale idę o zakład, że prawie nikt do końca nie zdaje sobie sprawy z tego co tak naprawdę oznaczają te wszystkie procenty i drobne maczki ogwiazdkowane jak flaga EU. Dotyczy to zwłaszcza biorących kredyty czysto konsumpcyjne gdy zaskoczą ich święta lub inne trudne do przewidzenia okazje wymagające gotówki. Wiem jak to jest bo sam takim sposobem wykopałem sobie kredytowy wilczy dół i ochoczo nadziałem się na bambusowe paliki wbite w dno.

niedziela, 17 stycznia 2010

Moje finanse - pierwszy kwartał

Dziś wypada koniec pierwszego kwartału prowadzenia bloga i życia w trzeźwości finansowej. Pomyślałem sobie, że naskrobię kilka słów jakie zmiany udało mi się wprowadzić nie tylko w portfelu, ale przede wszystkim w głowie. To nie jest podsumowanie z dokładnymi bilansami co do złotówki. Nie będę też powtarzał się z wyliczaniem celów zarówno tych comiesięcznych jak i tych długoterminowych. Możecie je znaleźć w podsumowaniach każdego miesiąca więc nie miało by to sensu. To po prostu opis tego jak obecnie podchodzę do swoich pieniędzy.

Obciążenia

Zacznę od tego co nieprzyjemne czyli od długów. Nadal są trzy, widać je na paskach z prawej strony bloga, żadnego nie udało się pozbyć. Ale to nie znaczy, że jest źle. Śmiem wręcz twierdzić, że sytuacja na tym froncie rozwija się w bardzo dobrym kierunku.

sobota, 16 stycznia 2010

Kiyosaki na żywo jest całkiem zabawny

Obejrzałem dziś nagranie jednego z wykładów Roberta Kiyosaki. Nosi ono tytuł "60 Minutes to Getting Rich" i jest jakby uzupełnieniem tego co zawarł w książkach z serii "Biedny ojciec, bogaty ojciec". Przyznaję się szczerze i bez bicia, że żadnej z jego książek nie przeczytałem od deski do deski więc całkiem możliwe, że to co opowiada słuchaczom i widzom jest w nich zawarte tylko umknęło mi gdy przerzucałem strony znudzony ciągłymi powtórzeniami tych samych haseł. Niemniej jednak wrażenia po godzinie oglądania i słuchania mam o wiele bardziej pozytywne niż po 10 minutach czytania. Idealne streszczenie bez przynudzania chociaż i tym razem Kiyosaki nie zdradza szczegółów swej drogi do milionów i bogactwa. Tak więc ten wpis jest relacją z tego co usłyszałem podczas tego godzinnego wykładu jednak nie będę tu przytaczał każdego słowa, a raczej przekazywaną ideę.

poniedziałek, 16 listopada 2009

Przeniosłem kartę kredytową do mBanku

Ponad tydzień minął już od mojej ostatniej notki, ale też nie było za bardzo o czym pisać, a bez natchnienia to nawet w szkole zadań nie pisałem. Ale mBank pozytywnie rozpatrzył mój wniosek przeniesienia karty kredytowej z Polbanku więc skrobnę o tym kilka słów.

Szybki początek

W sumie cały proces odbył się z moim minimalnym udziałem. 23 października wypełniłem wniosek dostępny z poziomu interfejsu online mojego konta, 26 października dostałem maila z listą wymaganych dokumentów, które mam dostarczyć. Kilka minut po otrzymaniu maila zadzwoniła do mnie pani z Centrum Finansowego mBanku i wyjaśniła, że z tej listy w moim przypadku wystarczy zaświadczenie z zakładu pracy o zatrudnieniu i zarobkach netto (formularz dostępny na stronach mBanku) oraz opinia bankowa dotycząca historii mojej karty kredytowej z Polbanku. Polbank zaskoczył mnie bardzo pozytywnie gdyż opinia była gotowa dwa dni po złożeniu przeze mnie wniosku o jej wydanie, a teoretycznie analitycy mają na to 14 dni. Koszt wydania takiej opinii to 29 PLN, trzeba to wpłacić na konto karty kredytowej a nie swoje normalne konto, warto przypomnieć o tym pani w kasie.

piątek, 6 listopada 2009

Mądrość przychodzi z wiekiem...

... zazwyczaj z wiekiem trumny :)

Do napisania tej notki zainspirował mnie wpis na Finansach Domowych. Możecie tam poczytać o niewesołej aczkolwiek niezaprzeczalnej prawdzie: nasze priorytety życiowe zmieniają się wraz z kolejnymi krzyżykami na karku. Dotyczy to w sumie każdej płaszczyzny naszej egzystencji, ale skoro tematem przewodnim tego bloga są oszczędności to skupię się na nich.

Czemu zacząłem oszczędzać

Powodów jest kilka. Po pierwsze, zarabiam całkiem nieźle, a od kilku lat nie mogłem domknąć miesiąca na finansowe zero, nie mówiąc już o jakimś plusie. Tu rata, tam druga i trzecia, a to jakaś impreza, a to jakaś okazja, i tak się pieniądze rozłaziły na kij wie co. Faktem jest, że głównie to nieprzemyślane zakupy na raty skurczyły mi zasoby wolnej gotówki na tak zwane życie no ale jakieś 25% pensji zostawało po wszystkich obowiązkowych płatnościach tylko na moje własne wydatki, a to jest ponad 1000 PLN. I to właściwie do wydania tylko na przyjemności. W końcu stwierdziłem, że ktoś mnie tu robi na grubą kasę i chyba to jestem ja sam. Więc przykręciłem sobie śrubę i już są efekty, które opisałem we wcześniejszych notkach.

sobota, 24 października 2009

Oszczędzaj, nie dziaduj

Jak bywa niemal z każdym aspektem naszego życia także w oszczędzaniu można posunąć się za daleko. Na części blogów, które zdarzyło mi się (i nadal zdarza) odwiedzić znajduje się przynajmniej jeden wpis dotyczący porad jak oszczędzać na różnych płaszczyznach codzienności. A to woda, a to prąd, a to przepisy "tanie i zdrowe". Nie twierdzę, że te porady są bezwartościowe - jak najbardziej należy zwracać uwagę na to co się używa i w jaki sposób się to odbija na naszej kieszeni. Niektóre punkty jednak są dla mnie cokolwiek kontrowersyjne i jeśli ktoś je faktycznie stosuje to w moim skromnym zdaniem nie jest oszczędny - jest dziadem.

środa, 21 października 2009

Emerytura i ZUS - gdyby tylko było łatwiej

Dziś na wp trafiłem na notkę (bo artykuł to dla mnie coś więcej niż 3 małe akapity), która informuje, że "Obecne 30-latki, które mają przeciętną pensję, mogą liczyć za 35 lat na świadczenia odpowiadające około 60 procent ich ostatnich miesięcznych zarobków". Autor sugeruje także, że najwyższy czas odkładać samodzielnie na poczet przyszłych wydatków na etapie "wesołego życia staruszka" (to już nie cytat :).

Jak zwykle najlepsze są komentarze czytelników. Większość z nich reaguje po ludzku - wqrwieniem, reszta kpiną. Cytując jednego z komentatorów: "Przecież w je...nym ZUS-ie odkładam. gdybym tę samą kasę do banku co miesiąc odkładał to z odsetkami byłbym milionerem na starość, a gdybym nawet jej nie dożył to moja rodzina mogłaby dostać te pieniądze a tak odkładam w sq...ym ZUS-ie który już teraz mówi że nie ma i nie będzie moich pieniędzy.". Nic dodać, nic ująć.

Zarabianie kasy w internecie - nie dla mnie

Około dwóch miesięcy temu trafiłem gdzieś w sieci na nazwisko Stephen Pierce. Tych, którzy na niego jeszcze nie trafili wyjaśniam, że jest to tak zwany guru zarabiania w internecie. To znaczy "guru" nazywają go ci co podobno się dorobili dzięki jego wskazówkom jak założyć i rozkręcić biznes w sieci. Jak to zwykle bywa w przypadku takich "mędrców" jego strona zawiera krótką biografię oraz oczywiście screenshoty z przeróżnych kont wypełnionych dolarami po brzegi. Pierce reklamuje się jako biedny dzieciak z getta, zamieszany w młodości w gangsterskie zabawy. Momentem przełomowym w jego życiu był postrzał w nogę, który jakoby miał uświadomić młodemu Stephenowi, że chyba to nie jest dobra droga do szczęścia. I tu zaczyna się baśń. Bez pieniędzy, domu, przyjaciół, korzysta w bibliotece z komputera i... zaczyna ludziom udzielać porad na temat inwestowania na giełdzie! Kiedy zorientował się, że ludzie zarabiają na jego wskazówkach zaczyna pobierać od nich abonament kilkuset dolarów miesięcznie. Tak zarobił pół pierwszego miliona. American dream pełną gębą.

poniedziałek, 19 października 2009

"Jak to cię nie stać, przecież dużo zarabiasz"

Słyszałem takie zdanie wielokrotnie. Często razem z: "to na co wydałeś to wszystko?". Do tej pory moja odpowiedź brzmiała "nie wiem, nie mam pojęcia". I to była prawda. Wypłata wpływała na konto, płaciłem raty, rachunki i... mniej więcej w połowie miesiąca już widziałem dno skarbonki! Na boga, przecież zarabiam mniej więcej tyle co inni w mojej branży, na co to poszło?! Ano tak, tu byłem na imprezie, tu kupiłem sobie zegarek, tu... hmm, nie wiem co to było ale kosztowało prawie dwie stówy, musiało mi być potrzebne...

I tak było w sumie zawsze. Na początku jak zarabiałem 1200 PLN to szło mi 1200 PLN. W miarę wzrostu zarobków rosły też wydatki. Jak widać po moim zadłużeniu wydatki wcale nie zatrzymywały się na wyzerowanym koncie. Minus rósł, malał, rósł, malał, RÓSŁ i nie malał!

Nie daj się nabrać, że masz szanse

Jakiś czas temu Frugal na swoim blogu zamieścił notkę o uzależnieniu od hazardu. W zasadzie jest to jedno wielkie pytanie: dlaczego? Dlaczego ktoś potrafi wrzucić do automatu 500 PLN podczas gdy brakuje mu na rzeczy codziennej potrzeby? Dlaczego stosunkowo mała wygrana potrafi uruchomić w nas lawinę nowych zakładów? Przecież wiadomo, że kasyno zawsze wygrywa. Na każdego kto wygra 1000 PLN przypada tysiąc takich co postawili już swój 1000 PLN i go stracili.

Ktoś kiedyś powiedział, że z kasyna można wyjść jako milioner pod warunkiem że weszło się do niego jako miliarder.

Dlaczego nie rzucam palenia skoro chcę oszczędzać

Może się to wydawać dziwne, wręcz idiotyczne, ale uważam, że rzucanie palenia w celu zaoszczędzenia dodatkowej kwoty miało by w moim przypadku skutek zgoła odwrotny.

Dlaczego tak myślę?

Po pierwsze, dopiero się oswajam z planowaniem, ustalaniem założeń, tworzeniem arkusza w Excelu obliczającego moje dzienne limity. Bawi mnie pisanie notek na bloga o swoich planach, cieszę się tą małą kwotą już przelaną na poczet funduszu awaryjnego. Jestem podniecony tym, że w końcu widzę jakieś realne szanse na uwolnienie się od spłacania kredytów. W tej sytuacji niemożność zapalenia sobie papierosa byłaby przysłowiową łyżką dziegciu w beczce miodu. Wiem, to głupie żeby odmawianie sobie trucizny zabijało przyjemność dbania o swoją przyszłość, ale tak jest. To nie jest logiczne, nie jest racjonalne, ale myślę, że każdy palacz mnie zrozumie.

niedziela, 18 października 2009

Pierwsze kroki

Różne są sposoby radzenia sobie z kredytami. Można je znaleźć na blogach, portalach, w gazetach. Mają mniej lub więcej punktów, jedne pasują do polskiej rzeczywistości inne są możliwe do zastosowania na przykład tylko w USA ze względu na wykorzystanie specyficznych dla danego kraju przepisów prawa. Zresztą sposób nie jest ważny o ile prowadzi do pozbycia się kredytu. No i sam sposób nie wystarczy, trzeba go zastosować, zacząć działać, przestać tylko czytać.

A zatem, oto jak ja rozpocząłem swoje zmagania.

Stałe zobowiązania

Tak nazwałem listę wydatków, z których nie mogę zrezygnować. Zawiera wszystko to co muszę płacić każdego miesiąca czyli: czynsz, raty (każdy kredyt oddzielnie), karta MPK, abonament za internet, itp. Odejmując sumę tych wydatków od mojego dochodu od razu widzę jaką kwotę mam do dyspozycji na cały miesiąc. Z niej muszę wydzielić część na oszczędności, a resztę na tak zwane "życie".


sobota, 17 października 2009

Pozytywny wqrw

W paru miejscach wyczytałem, że dobrym sposobem motywacji do walki z kredytem jest po prostu się na niego wqrwić. Być może nie uczą tego na seminariach i w wykładach na studiach, ale muszę przyznać, że coś w tym jest. Jakieś dwa tygodnie temu pomyślałem sobie o tym ile oddaję w ratach bankowi, co mógłbym sobie za to kupić, jakby wzrosło moje poczucie bezpieczeństwa gdybym miał tę sumę do dyspozycji w przypadku jakiejś nieprzewidzianej sytuacji. Z każdą nową myślą na temat tego co odbiera mi konieczność spłacania kredytów ciśnienie mi skakało, a gul śmigał coraz bardziej. I wtedy postanowiłem działać a nie tylko użalać się nad sobą i moim pustym portfelem. Postanowiłem zrobić plan i trzymać się go za wszelką cenę. Kredyt nie ma litości i nie odpuści ci gdy życie stanie się zbyt ciężkie. Co więcej, to kredyt jest przyczyną, że życie staje się ciężkie!