piątek, 21 stycznia 2011

Konta do odstrzału

Doszedłem do wniosku, że mam za dużo kont bankowych i korzystam z nich właściwie bez sensu. No bo sami spójrzcie:
  • wypłata idzie do mBanku
  • z mBanku płacę ratę kredytu w Allianz
  • do Eurobanku idzie kasa na resztę płatności tak żeby spełnić warunek darmowości konta (minimum 800 PLN wpłaty w miesiącu)
  • do DB wysyłam sobie kilkaset PLN "na życie" czyli bilet MPK, soczewki i jakieś tam swoje małe zakupy typu fajki czy batoniki czy też okazjonalne wypady na miasto
  • z DB do Eurobanku leci codziennie "fkin five" i jest tam rozdzielona pomiędzy rachunki oszczędnościowe po ok 50 PLN tak żeby tego grosza dziennie dostawać z odsetek
  • to co zostanie w mBanku (zazwyczaj niewiele) idzie na spłatę karty kredytowej (przeważnie używanej z umiarem)

niedziela, 7 listopada 2010

"fkin five a day" dobiło do 1000 PLN

Dziś jest 200 dzień mojego odkładania po 5 PLN dziennie. Na rachunkach oszczędnościowych w Eurobanku leży sobie uzbierany w ten sposób 1000 PLN. Pasek związany z tym "projektem" całkowicie się zazielenił, można więc oficjalnie ogłosić sukces i skrobnąć coś w temacie.

Zacznijmy od tego, że ta metoda oszczędzania czy też odkładania pieniędzy bardziej mi pasuje niż dorzucanie do skarbonki tych 150 PLN raz w miesiącu. Matematycznie suma ta sama, co więcej wrzucając to od razu do Eurobanku miałbym odsetki bez czekania aż piątaki się uzbierają aby najpierw dawać 1 grosz (ok 45 PLN), a potem 2 grosze (ok 135 PLN). Rzecz w tym, że ubytku tych 5 PLN jakoś nie dostrzegam, kasa na miesięczne wydatki nie maleje nagle tylko stopniowo, nie wymuszając przekalkulowań czy wystarczy do pierwszego. Oczywiście to wszystko złudzenie bo koniec końców te 150 PLN ubędzie, ale bawię się tu w chowanego ze swoją psychiką utracjusza więc skoro działa to po co przy tym bardziej kombinować?

piątek, 3 września 2010

Bezproblemowe oszczędności

Kiedy zaczynałem swoją przygodę z kontrolowaniem własnych finansów i konkretną walką z kredytami przeczytałem mnóstwo blogów, artykułów i porad jak się do tego zabrać i co robić aby dziura w budżecie domowym przestała się pogłębiać. Wszyscy znamy te litanie po sto, tysiąc, milion przepisów na czym można zaoszczędzić.

wtorek, 31 sierpnia 2010

Sierpień 2010 - podsumowanie

No cóż, było wesoło. W podsumowaniu lipca wspominałem, że nadchodzą cięższe dni dla mojego portfela i można powiedzieć, że sobie wykrakałem. Jakoś udało się jednak dotrwać do końca miesiąca więc czas na podliczenie strat.

Na karcie kredytowej zszedłem na poziom 726 PLN zadłużenia. Niestety znowu okazało się, że potrzebujemy kolejnej szafy gdyż nie mamy gdzie trzymać ubrań. Pomijam fakt, że ja w nowym nabytku nie mam ani jednej skarpetki :) Na szczęście Ikea nie zawiodła i tym razem i udało się kupić odpowiedni mebel za nieco ponad 300 PLN. Płaciłem ja gdyż moja lepsza połowa wzięła inne sierpniowe wydatki na siebie więc i minus jest mój. Reszta zadłużenia poszła na paliwo, medyczne sprawy, żarcie dla moich futrzaków i kilka innych rzeczy. Okazji na pewno nie brakowało, dobrze że udało się te koszty jednak utrzymać poniżej tysiaka.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Odkładać czy nadpłacać?

Pod wpisem o stanie moich kredytów pojawił się komentarz, którego fragment pozwolę sobie tu zacytować:
"Pytanie: czy nie lepiej ten 1000zł, który masz na plusie, przeznaczyć na spłatę karty kredytowej? Miesięczne odsetki będą mniejsze o kilkanaście-kilkadziesiąt złotych, a tak to ten 1000zł leży bezproduktywnie. Nawet gdy trzymasz go na lokatach to i tak zysk jest mniejszy niż gdybyś przyspieszył nim spłatę kredytówki i zapłacił mniejsze odsetki."
1000 PLN, o którym wspomina komentujący to suma moich oszczędności. Fundusz awaryjny, OC/AC i to co uzbierałem w ramach "fkin five a day". Postanowiłem odpowiedzieć w oddzielnym wpisie żeby sobie nabić statystyki i być może ułatwić ewentualną wymianę zdań na ten temat.

czwartek, 12 sierpnia 2010

Odwyk za dychę

W podsumowaniu lipca wspominałem, że sierpień będzie raczej ciężki finansowo. Nie to żeby dotychczas było cudownie w tej materii, ale przeważnie jednak czułem więcej wody pod kilem niż obecnie. Generalnie wychodzi na to, że mimowolnie uruchomiłem projekt konkurencyjny do "fkin five a day" i nie można go nazwać inaczej niż "fkin ten a day".

piątek, 30 lipca 2010

Lipiec 2010 - podsumowanie

Spokój, cisza, wręcz nuda. Tak można by opisać moje lipcowe finanse. Co prawda nie uchroniłem się przed użyciem tu i ówdzie karty kredytowej, ale wszystko w granicach rozsądku. Dziś wypłata więc wszystko zostanie spłacone bez problemu i bez ryzyka wpadnięcia w długoterminowy deficyt. Niemniej jednak zawsze jest to zabawa w łatanie dziur, a nie po prostu swobodne gospodarowanie pieniędzmi.

wtorek, 15 czerwca 2010

50-30-20 czyli wymiary idealnego budżetu

Podobno dobrymi proporcjami procentowego podziału budżetu są wartości 50-30-20. 50% zarobków powinno iść na potrzeby, 30% na zachcianki a 20% na oszczędności. Kiedyś nawet Oprah miała o tym program więc to musi być prawda :)

Po zapytaniu google'a na pierwszym miejscu ukazuje się adres aplikacji, której możemy użyć do sprawdzenia jak nasze wydatki pasują to tej pięknej idei. Oczywiście jest to zorientowane na USA więc liczymy w dolarach, ale cyferki są raczej uniwersalne. Mnie od razu wyszło, że generalnie potrzeby (czyli to co obowiązkowe do płacenia i kupienia) pochłaniają również część teoretycznie zachciankową przez co nie bardzo chciało mi się wypełniać dalsze ekrany z bardziej szczegółowymi podziałami.

No więc do ideału mi daleko, ale czy to jednak oznacza, że albo wydaję albo oszczędzam bo na obie opcje sakiewka za mała?

środa, 2 czerwca 2010

fkin five a day

O odkładaniu 5 PLN dziennie można poczytać na przykład na blogu APP Funds lub też na dedykowanym temu pomysłowi blogu o wszystko mówiącym tytule "Projekt 5 zł dziennie". W tym drugim przypadku autor bloga w marcu tego roku osiągnął po 11 miesiącach cel uzbierania w ten sposób 2000 PLN (no nie do końca bo dopłacił sobie tu i tam kilka groszy poza planem, ale i tak gratulacje).

poniedziałek, 17 maja 2010

Maj - oko cyklonu

Ale sobie przerwę zrobiłem! Przyznaję się bez bicia, że leń mnie ogarnął ostatnio niesamowity zarówno na polu zawodowym jak i prywatnym więc trudno się dziwić żeby mi się chciało jeszcze coś pisać. Zresztą po zrollowaniu kredytu maj zapowiadał się dość spokojnie bo i raty nie trzeba było jeszcze płacić i poza przeglądem auta nic się nie kroiło z wydatkami. Zabawne, że w komentarzach do poprzedniego wpisu AnzelmX napisał: "I o czym grapkulec będziesz teraz pisał, skoro przygody z Polbankiem się skończyły...?". Prorok jaki czy co? Bo faktycznie jakby mi wena twórcza odeszła :)

Okazało się jednak, że spokój majowy dość szybko zakłóciły wydatki w sferze prywatnej. Nie będę się tutaj spowiadał ile i na co już poszło i ile jeszcze ucieknie mi z portfela, ale na koniec miesiąca wykresy z moimi finansami zaświecą się czerwienią i to dość intensywną. Niestety, tak to bywa jak się balansuje na cienkiej linie pomiędzy plusem a minusem. Tysiąc z oszczędności potrafi zniknąć ot tak - pstryk! - i nie ma.

środa, 5 maja 2010

Update moich finansów po konsolidacji kredytu

Przelew z Allianz dotarł już na konto kredytu odnawialnego w Polbanku więc mam jasność co do tego jak ta konsolidacja odbije się na moich finansach. Zwolenników informacji obrazkowej zapraszam do strony z wykresami, pozostałych objaśnię literacko :)

piątek, 30 kwietnia 2010

Kwiecień 2010 - podsumowanie

Ten miesiąc minął całkiem spokojnie aczkolwiek miałem kilka wydatków nadszarpujących kieszeń. Na szczęście póki co obeszło się bez sięgania do oszczędności lub nadużyć kredytowych (chociaż karta kredytowa była w użyciu o kilka razy za dużo jak na mój gust). Jeśli dziś nie wydarzy się żaden kataklizm to bilans gotówkowy wyjdzie mi około 200 PLN na plusie. Niewiele, ale jednak lepiej niż chociaż jedna złotówka po drugiej stronie zera.

niedziela, 28 lutego 2010

Luty 2010 - podsumowanie

Dziś, jak zwykle w ostatni dzień miesiąca napiszę, że jak zwykle w ostatni dzień miesiąca czas na małe podsumowanie :)

Można powiedzieć, że druga odmowna decyzja mBanku w sprawie przeniesienia kredytu odnawialnego z Polbanku spowodowała resztę moich działań w tym miesiącu.

Zdecydowałem się zwiększyć do 1000 PLN ratę płaconą Polbankowi co powinno wyraźnie pomóc mi w zmniejszaniu tego zadłużenia. Około 550 PLN z każdej raty będzie spłacało kapitał więc automatycznie następne odsetki będą mniejsze.

Założyłem sobie konto oszczędzające w Eurobanku i przeniosłem tam swój fundusz awaryjny. Obecnie na odsetkach zyskuję całe 20 groszy dziennie co jest bardzo fajne jeśli porównać to z niewiele większymi odsetkami w mBanku tyle, że dodawanymi tylko raz w miesiącu.

Jeśli chodzi o same finanse to miesiąc kończy się zdecydowanie na plusie. Udało mi się odłożyć 250 PLN na zbliżające się ubezpieczenie samochodu, drugie 250 PLN dorzuciłem do funduszu awaryjnego, około 100 PLN zostało mi w portfelu tak więc można powiedzieć, że jest ok.

Marzec będzie miesiącem próby. Po raz pierwszy wrzucę Polbankowi większą ratę i teoretycznie nie powinno się to odbić negatywnie na budżecie, ale wiadomo jak to bywa z teoriami. Poza tym większość pieniędzy będzie leżeć w Eurobanku, procentować bezbelkowo i automatycznie przelewać się dzień lub dwa przed terminami moich stałych płatności. To będzie zmiana w stosunku do dotychczasowego systemu robienia przelewów zaraz na początku miesiąca.

Luty był spokojnym miesiącem jeśli chodzi o finanse i mam nadzieję, że ta tendencja utrzyma się w marcu. Bo chyba dla pieniędzy lepiej jeśli jest nudno niż ciekawie :)

czwartek, 25 lutego 2010

Eurobank, przelewy i automatyzacja płatności

Zgodnie z obietnicą w ostatniej notce pobawiłem się wczoraj ustawianiem zleceń płatności w systemie online Eurobanku. Szczerze mówiąc w pewnych aspektach rozwiązania tego banku są wygodniejsze niż te w systemie mBanku. Niestety system działa minimalnie wolniej niż mBankowy, a i kilka razy zdarzyło mi się czekać po parę sekund na automatyczne wypełnienie formularza przelewów danymi zdefiniowanego odbiorcy. Przypuszczam, że pod maską kręci się nieco inna technologia niż w mBanku stąd te sporadyczne zwisy. Nie rzutuje to jednak za bardzo na wygodę użytkowania chociaż nie wiem czy nie jest gorzej jeśli ktoś ma wolniejsze łącze internetowe. Ja mam 25 Mbps od UPC więc generalnie odzwyczaiłem się już od czekania na załadowanie stron :)

środa, 24 lutego 2010

Założyłem rachunek oszczędnościowy w Eurobanku

Jak patrzę na tytuł tego posta to ciśnie mi się na usta drwiące "rychło w czas" :) No fakt, wykazałem się w tej kwestii refleksem szachisty. Miesiące po tym jak taki rachunek był naprawdę konkurencyjną okazją do generowania bezbelkowych zysków łaskawie dołączyłem do grona klientów Eurobanku.

Z drugiej strony w poprzednich miesiącach ostro spłacałem kartę kredytową mBanku więc wolałem mieć swój fundusz awaryjny pod ręką w razie gdybym zbyt optymistycznie wyliczył sobie koszty przeżycia miesiąca. Teraz jednak karta jest już spłacona, fundusz pozostał nietknięty od czasu gdy użyłem go przy okazji zmiany opon w grudniu więc postanowiłem wyemigrować z oszczędnościami w rejony wyższych procentów niż to co oferuje mBank (czyli niewiele).

poniedziałek, 22 lutego 2010

Jednak będę spłacał Polbank

W ostatnim poście zastanawiałem się w jakiej kolejności spłacać swoje zadłużenia: kartę kredytową GE i kredyt odnawialny Polbanku. Dziękuję wszystkim za odwiedziny i liczne komentarze. Tak jak obiecałem, spędziłem jeszcze trochę czasu myśląc nad tą sprawą i zdecydowałem: najpierw zaatakuję kredyt Polbanku.

Przyznam się szczerze, że cały czas kusi mnie spłacenie karty GE. I nie chodzi o to, że coś zaoszczędzę pozbywając się najpierw tego zadłużenia. Oprocentowanie jest znikome, kredyt już jest rozłożony na raty więc nie płacę żadnych dodatkowych odsetek za przekroczenie grace periodu. Zastanawiałem się co mnie ciągnie w stronę rzucenia kasy na ten dług i wychodzi mi na to, że psychologicznie nie różni się to od impulsywnych, nieprzemyślanych zakupów.

Skąd mi to przyszło do głowy?

niedziela, 17 stycznia 2010

Moje finanse - pierwszy kwartał

Dziś wypada koniec pierwszego kwartału prowadzenia bloga i życia w trzeźwości finansowej. Pomyślałem sobie, że naskrobię kilka słów jakie zmiany udało mi się wprowadzić nie tylko w portfelu, ale przede wszystkim w głowie. To nie jest podsumowanie z dokładnymi bilansami co do złotówki. Nie będę też powtarzał się z wyliczaniem celów zarówno tych comiesięcznych jak i tych długoterminowych. Możecie je znaleźć w podsumowaniach każdego miesiąca więc nie miało by to sensu. To po prostu opis tego jak obecnie podchodzę do swoich pieniędzy.

Obciążenia

Zacznę od tego co nieprzyjemne czyli od długów. Nadal są trzy, widać je na paskach z prawej strony bloga, żadnego nie udało się pozbyć. Ale to nie znaczy, że jest źle. Śmiem wręcz twierdzić, że sytuacja na tym froncie rozwija się w bardzo dobrym kierunku.

sobota, 16 stycznia 2010

Kiyosaki na żywo jest całkiem zabawny

Obejrzałem dziś nagranie jednego z wykładów Roberta Kiyosaki. Nosi ono tytuł "60 Minutes to Getting Rich" i jest jakby uzupełnieniem tego co zawarł w książkach z serii "Biedny ojciec, bogaty ojciec". Przyznaję się szczerze i bez bicia, że żadnej z jego książek nie przeczytałem od deski do deski więc całkiem możliwe, że to co opowiada słuchaczom i widzom jest w nich zawarte tylko umknęło mi gdy przerzucałem strony znudzony ciągłymi powtórzeniami tych samych haseł. Niemniej jednak wrażenia po godzinie oglądania i słuchania mam o wiele bardziej pozytywne niż po 10 minutach czytania. Idealne streszczenie bez przynudzania chociaż i tym razem Kiyosaki nie zdradza szczegółów swej drogi do milionów i bogactwa. Tak więc ten wpis jest relacją z tego co usłyszałem podczas tego godzinnego wykładu jednak nie będę tu przytaczał każdego słowa, a raczej przekazywaną ideę.

niedziela, 6 grudnia 2009

Mikołajki dłużnika

Właściwie nie zamierzałem nic sobie kupować. W końcu dzięki kredytom mam zapewniony wystarczający drenaż portfela, nie muszę się zbytnio o to starać samodzielnie. Dziś rano jednak stwierdziłem, że mogę sobie zrobić prezent, który pomimo, że odejmie kilka złotych z grudniowego budżetu to jednak nie powiększy moich zadłużeń, a wręcz zadziała wprost przeciwnie.

Tak więc w ramach moich własnych, skromnych mikołajków przelałem 8 PLN z groszami na rachunek karty kredytowej w mBanku wyrównując jej saldo do kwoty 2100 PLN. Na rachunek funduszu awaryjnego przelałem 15 PLN z groszami tak aby było równe 1400 PLN. Chyba najlepiej wydane na prezenty pieniądze w całym moim życiu.

A co Wam przyniósł święty Mikołaj? :)

czwartek, 26 listopada 2009

Fundusze inwestycyjne - pierwszy kontakt

Pamiętam jak na przełomie 2005/2006 roku pojechałem na 8 miesięcy z całym zespołem do Szwecji na kontrakt w Ericssonie. Diety podwajały nasze pensje, ja dzięki temu dostawałem miłe 8 000 PLN na rękę. Moi koledzy wszystko ładowali w fundusze inwestycyjne i codziennie na kawie w pomieszczeniu socjalnym trwała wymiana informacji czyj fundusz o ile skoczył do góry. Ja się nie oszczędzałem, kasa szła w Polsce na zakupy różnych pierdół przez internet, a w Szwecji na pizze, hektolitry coli, piwo, wódkę, bilarda i wypady do jednej z trzech knajp w których można było spotkać ludzi. Bo generalnie Szwedzi piją w domach więc piątkowy wieczór na ich rynku wygląda tak jak nasz poniedziałkowy świt. Szaro, buro i pusto, tylko wiatr przesuwa śmieci w te i we wte.

Potem bańka pękła, szczęśliwi byli ci, którzy wyszli z funduszy zanim stracili 30 i więcej procent kapitału. Mnie bilans wyjazdu wyszedł 10 000 PLN na plusie, ale to się rozeszło bardzo szybko na kij wie co. Zostały mi za to wspomnienia alkoholowych nocek i ciężkich poranków kacowych. A teraz jestem w długach na ponad 30 tys. PLN...

Ten przydługi, wspominkowy wstęp ma służyć temu by zaostrzyć różnicę pomiędzy tamtymi czasami a moim obecnym nastawieniem do finansów. Jak sami widzicie aż dziwne, że mam długu tylko 30 parę tysięcy skoro potrafiłem roztrwonić tyle kasy. Wcześniej już pisałem jak planuję wyjść z tego bagna, teraz kilka słów o nowym dla mnie instrumencie finansowym jakim są fundusze inwestycyjne.