czwartek, 18 lutego 2010

W jakiej kolejności spłacać długi? - rozważania konkretne

Myślę, że spokojnie można założyć, że każdy blog i każda książka dotycząca tematyki finansów osobistych (a zwłaszcza ich ratowania) zawiera przynajmniej jedną z kilku powszechnie znanych odpowiedzi na pytanie który dług spłacać najpierw. Jakichkolwiek by nazw i opisów nie używać (kula śniegowa Ramseya, DOLP Bacha i pewnie jeszcze całe stado innych) rzecz sprowadza się do następujących sposobów podejścia do problemu:
  • według wysokości oprocentowania (w kolejności malejącej) 
  • według wysokości raty (w kolejności rosnącej)
Oczywiście można jeszcze jakoś sprytnie mnożyć procenty przez saldo i brać poprawkę na siłę wiatru północnego, ale zasadniczo trzeba albo przyjąć postawę matematyczną (oprocentowanie) albo emocjonalną (wysokość raty). Matematycznie ograniczamy straty na odsetkach, a czemu drugi sposób nazywam emocjonalnym? Bo każdy spłacony dług, nawet ten najmniejszy, to bonus psychiczny i motywacja do dalszego działania. Wiem, bo sam to odczułem po spłaceniu karty kredytowej.

Obecnie pozostały mi dwa kredyty: odnawialny w Polbanku i karta kredytowa GE z ratami za laptopa. Różnice pomiędzy tymi zadłużeniami są wręcz przykładowo drastyczne; wypisz wymaluj, przypadek książkowy.

Kredyt w Polbanku:
  • obecne zadłużenie 28995 PLN
  • rata minimalna 600 PLN
  • oprocentowanie 19% (RRSO obijająca się o 23%)
  • odsetki spłacane jedną ratą około 450 PLN
  • kapitał spłacany jedną ratą około 150 PLN
Karta GE:
  • obecne zadłużenie 3090 PLN
  • rata minimalna 120 PLN
  • oprocentowanie 1,2%
  • odsetki spłacane jedną ratą około 20 PLN
  • kapitał spłacany jedną ratą około 100 PLN
Po spłaceniu karty kredytowej mBanku mam do dyspozycji uwolnione 500 PLN. I oto moja chwila wyboru: spłacić mniejszy dług w ciągu 5 miesięcy i tym samym uwolnić 150 PLN tego co płacę GE czy dorzucić tę kwotę do raty dla Polbanku i zbijać dziesięciokrotnie większe zadłużenie?

Matematycznie rzecz ujmując nie ma wątpliwości, że powinienem ładować kasę w kredyt polbankowy. Dokładając 500 PLN do obecnej raty uzyskam spłatę kapitału kwotami około 650 PLN. Oznacza to, że w miarę szybko odsetki będą coraz mniejsze, a tym samym spłata kapitału coraz większa co znowu odbije się na coraz niższych kwotach odsetek co znowu zwiększy kapitał, a tym samym zmniejszy kolejne odsetki... Perpetuum mobile zacznie się kręcić aż do szczęśliwego końca. Teoretycznie w ciągu roku zredukowałbym dług o około 7800 PLN. Nie mam pod ręką swojego arkusza kalkulacyjnego symulującego spłatę tego kredytu, ale myślę, że w ciągu 3 lat kredyt byłby spłacony, a na pewno zredukowany mocno w okolice zera.

W przypadku karty GE zwiększenie raty o 500 PLN pozwoli pozbyć się tego zadłużenia w ciągu 5 miesięcy. Bum, bang i po sprawie! Uwolnię 150 PLN, które teraz przelewam do GE, zamknę następną kartę kredytową, poczuję psychiczną ulgę. Znowu triumfalny wpis na blogu, znowu motywujący zielony pasek, gratulacje, uścisk ręki prezesa, wizyty w zakładach pracy... I już zero wątpliwości co spłacać w następnej kolejności :)

Jest oczywiście jeszcze jedna opcja, mogę podzielić te 500 PLN pomiędzy oba zadłużenia. Na przykład mogę dorzucić 350 PLN do raty polbankowej co oznaczało by spłacanie kapitału kwotami około 500 PLN. Pozostałe 150 PLN dorzuciłbym do karty GE tym samym spłacając ją kwotami po około 300 PLN. Taki salomonowy złoty środek. Ten sposób jednak najmniej mi odpowiada bo właściwie będzie miał niewielki wpływ na oba zadłużenia. Pozostałe opcje zakładają zdecydowane zbijanie jednego z długów i jak najszybsze doprowadzenie do zerowego salda. Ten sposób sprowadzi się do tego, że nie spłacę szybko któregokolwiek z kredytów i nie uwolnię gotówki.

Rozmyślam nad tą sprawą już od kilku dni i coraz bardziej skłaniam się jednak do ustawienia celownika na kartę GE. Kredyt Polbanku to jest długa batalia, nawet przy płaconych ratach 1100 PLN miesięcznie zbicie niemal 30 tysięcy PLN do zera potrwa kilka lat. W ciągu tych lat wiele może się zdarzyć i nie mogę liczyć na to, że będą to same przyjemne niespodzianki. Już nie chcę myśleć o kataklizmie w postaci dziecka, bo to jest ssawka finansowa przy której Provident się może schować :) Tak więc wydaje mi się, że lepiej jest mieć jak najwięcej wolnej gotówki do dyspozycji, a jak najmniej zadłużeń. Obecnie rata minimalna Polbanku wynosi 600 PLN i już większa nie będzie (zakładam, że już nigdy nie będę musiał podbierać kasy z kredytu odnawialnego). Spłacając GE będę miał do dyspozycji dodatkowe 150 PLN czyli więcej możliwości manewru w razie jakiejś konieczności. W miesiącach spokojnych rzucę Polbankowi dużą ratę, w mniej optymalnych tylko ratę minimalną.

Zdaję sobie sprawę z tego, że to oznacza odkładanie nieuniknionego i straty na odsetkach, ale szczerze mówiąc ważniejszy jest dla mnie komfort psychiczny związany pozbyciem się kolejnego wierzyciela i zerwaniem kolejnego łańcucha ograniczającego moje możliwości. Nie mówiąc już o tym, że będę miał dość szybko okazję znowu was ponudzić rozterkami pod tytułem "spłacać Polbank czy może budować fundusz awaryjny" :)

12 komentarzy:

matipl pisze...

W takim wypadku też zbiłbym tą kartę kredytową, aby mieć jeden dług mniej na głowie. Tym bardziej to "karta" i raty ustalamy sobie sami...
Co innego gdyby to były 2 kredyty

APP Funds pisze...

Z tego powodu, że stosunkowo niedawno przeszedłeś na jasną stronę mocy, prawdopodobnie skuteczniejsze będzie podejście psychologiczne, czyli mniejszy dług.

Anzelm pisze...

Zdecydowanie najpierw karta kredytowa.

Po 5 miesiącach masz "komfort psychiczny" tylko jednego kredytu oraz w sumie 650 zł miesięcznie dodatkowo na spłatę Polbanku.

No i nie ustawaj w wysiłkach wyniesienia się z Polbanku - cyklicznie "atakuj" mBank, MultiBank, Alior, żeby spłacić tamten kredyt tańszym.

Richmond pisze...

Ja bym nadplacala kredyt. Karte i tak splacisz predzej czy pozniej, a koszt jest bardzo niski.
Czysta matematyka.

Jesli nie masz arkusza ze snowball w Excelu to mozesz zrobic sobie snowball na stronie http://www.whatsthecost.com/snowball.aspx

Co prawda waluta jest inna, ale zasada dzialania taka sama. Zobaczysz ile zaoszczedzisz na odsetkach nadplacajac co miesiac.

Wedlug kalkulatora obecny kredyt bedziesz splacal przez 7 lat i zaplacisz 24,548.00 w odsetkach! Czyli prawie drugie tyle.

Jak zaczniesz to nadplacac o 500 to skracasz okres splaty do niecalych 3 lat i redukujesz odsetki o 2/3 do jakis 8tys. Roznica jest szokujaca.

Nadplacajac karte kredytowa oszczedzisz grosze...

grapkulec pisze...

@Richmond
ja to rozumiem, że kredyt Polbankowy kosztuje mnie masakryczną ilość pieniędzy w odsetkach. mój dylemat bierze się z tego, że jeśli najpierw pozbędę się karty to "stracę" te 5 miesięcy jeśli chodzi o Polbank, ale jednocześnie zredukuję liczbę kredytów do jednego, uwolnię kasę i będę mógł jeszcze agresywniej wdrożyć snowballa.

zdaję sobie sprawę z tego, że matematyka powinna dyktować nasze działania jeśli chodzi o finanse, ale jakoś będzie mi lżej na duszy z jednym kredytem niż z dwoma.

heh, żeby było śmieszniej to sprawdziłem ten symulator, który podałaś i wychodzi na to, że przy spłacaniu ratami po 1100 zajmie mi to 34 miesiące, a przy ratach 1250 (czyli po uwolnieniu 150 z rat GE) zajmie to 29 miesięcy co oznacza, że tak naprawdę wszystko jedno którą drogą pójdę. no chyba, że coś źle powpisywałem, ale nie wydaje mi się.

Richmond pisze...

Karta to bardzo maly dlug w porownaniu do kredytu, dlatego te 150zl juz takiej roznicy nie robia.

Oczywiscie zrobisz jak uwazasz i jak lepiej sie czujesz. Ja jestem cyborgiem, wiec zawsze widze wszystko matematycznie ;-)

bart_smithson pisze...

A ja zaproponuję "coś pośrodku" - 200pln na KK a pozostałe 300 na kredyt polbankowy.

Długu na KK pozbędziesz się w ciągu roku i jednocześnie będziesz walczył z niesamowicie wysokimi odsetkami w Polbanku. Będzie to długa batalia, rozpisana na 12 miesięcy, ale po jej zakończeniu - jaka satysfakcja - uwolniłeś dodatkowe 150pln i sprawiłeś, że PB pobiera już niższe odsetki...

Masz jeszcze więcej kasy na spłatę kapitału :)

Adam W. pisze...

Zdecydowanie atakuj kredyt. Im szybciej go zaatakujesz tym mniej odsetek będziesz spłacać. Ratalny z karty jest tak tani, że wystarczy ci rata minimalna. 1,2% to mniej niż inflacja, overnight z aliora i jakakolwiek lokata.

grapkulec pisze...

dzięki wszystkim za komentarze i porady.

jak widać są argumenty za i przeciw niezależnie od tego, który kredyt wybierzemy jako pierwszy do spłacenia. albo tniemy straty na odsetkach, albo plusujemy sobie psyche zmniejszając liczbę kredytów. pogibam się z tym dylematem jeszcze chwilę coś wybiorę.

jeszcze raz dzięki za wpisy :)

straszny pisze...

Takiego długu nigdy na szczęście nie miałem, więc dokładnie nie wiem jak to jest być w takiej sytuacji (od strony finansowej i psychicznej) ale gdybym był na twoim miejscu atakowałbym kredyt. Z tego prostego powodu, że spłacając go szybciej, "oszczędzam" więcej niż spłacając kartę. W ten sposób miałbym takie dwa w jednym i mniejszą kasę do oddania i komfort psychiczny z tego względu, że wiedziałbym że więcej zostanie mi w ogólnym rozrachunku w portfelu. Liczbą wierzycieli bym się tak nie martwił, bo wszystko bym zsumował i patrzył jak ładnie topnieje. Powodzenia w dokonaniu dobrego wyboru, najważniejsze, że już jesteś po właściwej stronie i toczysz najtrudniejszą batalię, bo walczysz z samym sobą.

inwestorek pisze...

kredyt smutna konieczność dla tych co nie mają innej możliwości, kredyt juz z góry ma na celu przynosić zysk dla instytucji finansowych jakimi śa banki, ktoś kiedyś powiedział "daj mi władze nad zadłużeniem ludzi a będee rządził światem" :)

Anonimowy pisze...

Zdecydowanie atakuj kredyt, co z tego że przez pół roku spłacisz raty z prawie zerowym oprocentowaniem jak za te pół roku mogą wzrosnąć stopy procentowe przez co będziesz bulić polbankowi jeszcze więcej odsetek. Zrób sobie najlepiej wyliczenie kiedy spłacisz kredyty szybciej i taniej i potraktuj drogi dług priorytetowo.

Prześlij komentarz