środa, 30 listopada 2011

Listopad 2011 - podsumowanie

Czekałem na koniec listopada z niecierpliwością bo to czas na podwójną wypłatę. Bonus pojawił się na koncie w przewidywanej wysokości i od razu z niego wyleciał w kierunku mBanku razem ze zwyczajową kwotą jaką posyłam co miesiąc do Polski. Tyle się nacieszyłem posiadaniem "tysięcy" euro na rachunku :)

Tak jak obiecywałem (sobie i Czytelnikom) już od kilku miesięcy cała kwota zostanie przeznaczona na wbicie pierwszego poważnego gwoździa w trumnę kredytu w Allianz. W tym momencie najlepsza oferta na Walutomacie wynosi 4.52 PLN i jeśli taki kurs się utrzyma do końca tygodnia powinienem dostać za swoje ojro około 11 200 PLN. Mam przewidziane pewne wydatki w Polsce, ale na pewno 9 lub 10 tysięcy PLN trafi do Allianz.

Obecnie, po zaksięgowaniu aktualnej raty (termin wg harmonogramu to 5 grudnia) saldo kredytu będzie wynosiło 15 409 PLN. Wątpię aby mi się udało wyrobić z przelewami do ostatniej sesji bankowej w piątek więc na razie kasę dla Allianz przechowam w mBanku i pod koniec grudnia na spokojnie dokonam ataku finansowego.

Regulamin kredytu wymaga powiadomienia banku o każdej nadpłacie. Musi być zgłoszona na infolinii banku z dyspozycją jak mają zmodyfikować plan na kolejne miesiące. Samo wpłacenie większej sumy nie wystarczy bo bez powiadomienia będą z niej pobierali po prostu tyle ile wynosi założona rata. Możliwości są dwie: nadpłata może pomniejszyć kolejne raty albo pomniejszy ich liczbę. Jako że mój plan zakłada jak najszybsze pozbycie się kredytu wybór jest raczej oczywisty.

Z innych doniesień finansowych mogę się na przykład pochwalić założeniem dodatkowego rachunku w banku austriackim. Teoretycznie jest to konto oszczędnościowe, ale oprocentowanie jest gdzieś w okolicach ułamków procenta rocznie więc gdzie mu tam do chociażby mBankowego eMaxa w euro (bodajże 1,6 % rocznie). Przeznaczenie konta jest inne: tam będę przechowywał kasę na opłaty z prąd. 100 euro co miesiąc odłożone zaoszczędzi mi gimnastyki przy kwartalnym przelewie do Wien Energie. Rachunek nie jest widoczny w bankomatach więc idealnie nadaje się do "ukrywania" kasy.

Drugim newsem jest to, że sztucznie powiększyłem sobie konto poprzez debet. Nie za duży, tylko 500 euro. Kilka razy musiałem za coś zapłacić kartą kredytową bo się okazało, że bankomatowa ma jakieś śmiesznie małe tygodniowe limity płatności. Ostatnio było to 2 tygodnie temu w Ikei gdzie nie mogłem zapłacić 210 euro chociaż miałem je na koncie. Kredytówkę rozliczają w okolicach 22 dnia miesiąca i tym razem obawiałem się, że może mi braknąć paru ojro. Jako, że mam ciekawe doświadczenia z niespłaconymi kartami kredytowymi wolałem ich uniknąć. I tak pojawił się debet i faktycznie zeszło z niego tylko 23 euro. Wypłata to wyrównała i po problemie. A kto to wie ile by mnie kosztował niespłacony kredyt na karcie?

Tak swoją drogą dostałem już od banku nową kartę bankomatową z rozsądniejszymi limitami. O ile dobrze pamiętam teraz mogę dziennie wypłacić z bankomatu 1100 euro i tygodniowo płacić w sklepach do 5000 euro. Ech, byłoby fajnie gdyby stan konta pozwalał na takie ekstrawagancje :)

niedziela, 31 lipca 2011

Lipiec 2011 - podsumowanie

Ostatnio lubię pisać podsumowania bo zamiast kajać się w nich z głupich wyczynów albo płakać nad nowymi wydatkami wpędzającymi mnie w finansową ruinę mogę przekazywać nieco pozytywnej energii umiarkowanego optymizmu.

Na początku miesiąca spłaciłem kartę kredytową w mBanku. Odpowiadając na ostatni komentarz przy tamtym poście: nie, nie przeciąłem karty na pół i nie wyrzuciłem jej, przynajmniej na razie. Nie noszę jej na co dzień przy sobie, leży razem z bankowymi papierami w segregatorze i nie grozi mi jej „nieopatrzne” użycie. W przyszłym tygodniu planuję zadzwonić do mBanku i dowiedzieć się jak wygląda procedura pozbycia się karty kredytowej, ciachanie jej nożyczkami wydaje mi się nieco histerycznym aktem zemsty na bogu ducha winnym kawałku plastiku. Już większy sens miało by pieprznięcie się młotkiem w łeb.

Lipiec na szczęście udało się przeżyć spokojnie jeśli chodzi o finanse. Z poprzedniej wypłaty zostawiłem sobie 500 euro marginesu bezpieczeństwa, ale w czwartek po tym jak kasa z wypłaty pokazała się na koncie dorzuciłem tę kwotę do przelewu do Polski. W piątek na koncie walutowym w mBanku pojawiło się więc 1275 euro. Po przepuszczeniu tego przez walutomat powinienem otrzymać 5000 PLN z groszami. Niestety po drodze jest właśnie trwający weekend więc euro póki co leżą na rachunku i czekają na poniedziałek.

Tydzień temu odwiedziłem Polskę na dwa dni aby pozałatwiać sprawy związanie ze sprzedażą auta. Odwiedziny w Urzędzie Miasta i zgłoszenie sprzedaży odbyło się bez problemów natomiast wizyta w PZU ujawniła ciekawą rzecz. Być może pamiętacie, że PZU przysyłało mi zawiadomienia o zaległościach w opłaceniu polisy ubezpieczeniowej. Ostatnie koperty (zawsze przysyłali cztery) przyszły na mój polski adres zameldowania w maju i teraz w końcu postanowiłem to wyjaśnić osobiście. Telefoniczne zgłoszenie posiadania zaświadczenia o zapłaceniu polisy jakoś nie odniosło skutku.

Pani w PZU przeczytała listy, wyszukała moje dane w systemie i zapytała czy moja agentka ubezpieczeniowa to ktoś dla mnie bliski. Nieco zdziwiony odparłem, że nie bo to po prostu agentka, z której usług korzystał mój kolega i mi ją polecił, ale poza corocznymi rozmowami ubezpieczeniowymi nic nas nie łączy. Pani odparła, że w takim razie powinienem sobie zmienić agenta bo chyba tę agentkę czeka dochodzenie ze strony PZU. 

Otóż okazało się, że pieniądze za ową nieszczęsną polisę zostały zaksięgowane dopiero 14 maja 2011, prawie 4 miesiące po tym jak wystawiono zaświadczenie, że nie zalegam z płatnościami. Być może to skutek zmian w systemie i przenosin Działu Księgowości, ale ponoć coś w systemie wskazuje, że dziwnie sporo klientów mojej agentki miało zawirowania w płatnościach. No cóż, dla mnie to żaden problem bo i tak polskie polisy teraz mnie nie dotyczą, najważniejsze, że Dział Windykacji PZU się odczepi. Podziękowałem za wyjaśnienia i ucieszony załatwieniem sprawy poszedłem na Rynek.

Wizyta w Polsce kosztowała mnie 240 PLN za bilet autobusowy i dodatkowe 300 PLN, które się rozeszło na McDonalda, wizytę w Empiku, jakieś zakupy aptekarskie i łażenie po mieście. Pogoda była tak paskudna, że chyba przytulniej by było na szkockich klifach z wilkołakami na wrzosowiskach w tle. Naprawdę się cieszyłem wsiadając do powrotnego autobusu.

Powyższe wydatki wraz z opłaceniem moich prywatnych zobowiązań i przelewem raty do Allianz powiększyło deficyt na kredycie odnawialnym do kwoty 5458 PLN. Oznacza to, że jeśli euro nie skoczy po weekendzie o parę groszy do góry (w co wątpię pomimo paniki sianej przez me(r)dia co do bankructwa USA) braknie mi około 500 PLN aby całkowicie spłacić to zadłużenie. Nie zamierzam jednak bić się w piersi i żałować zestawu powiększonego w McDonaldzie albo kupionej książki (notabene „Opętani” potwierdzają moje zdanie, że Chuck Palahniuk jest skrzywiony psychicznie :). Zejście z niemal 14 tysięcy długu do 500 PLN w ciągu dwóch miesięcy to moim zdaniem zajebiście dobry rozwój sytuacji.

Czujecie już te pozytywne wibracje bijące z moich postów? :)

poniedziałek, 4 lipca 2011

Karta kredytowa mBank spłacona (po raz drugi)

Dziś rano dostałem maila z Walutomatu, że przelew z mBanku dotarł i kwota 1995 euro została zaksięgowana na moim koncie. Od razu zalogowałem się na profil i złożyłem zlecenie wymiany całej kwoty na złotówki po kursie minimum 3.96 PLN (średni kurs wynosił nieco ponad 3.94 PLN). W ciągu kilkunastu minut moje zlecenie zostało zrealizowane w kilku etapach. Za euro otrzymałem 7900.20 PLN i po odliczeniu prowizji serwisu w wysokości 15.80 PLN mogłem zlecić przelew 7884.40 PLN na eKonto.

Kilka minut przed 13. pieniądze pojawiły się na rachunku w mBanku i mogłem przystąpić do bardzo przyjemnej czynności jaką było wejście do sekcji Karty,  wybranie „Spłata zadłużenia” i zaznaczenie opcji „Całość zadłużenia”. Mówię Wam, uczucie bezcenne, a przy okazji super prezent na urodziny :)

Aktualny stan moich zadłużeń w mBanku sprowadza się do minusowego salda na kwotę 2436 PLN na kredycie odnawialnym. Przy stanie sprzed miesiąca gdzie wisiałem mBankowi niemal 14 tysięcy wygląda to niegroźnie. Oczywiście jak wszyscy wiemy dziury w budżecie podobnie jak w drogach lubią się powiększać więc nie zamierzam lekceważyć tego długu. Jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli to przelew po lipcowej wypłacie powinien w całości spłacić ten kredyt. Tutaj sporo zależy jednak od wydatków lipcowych i ile mi zostanie na koniec miesiąca więc możliwe, że spłata odwlecze się o miesiąc. Niemniej jednak sierpień stawiam sobie jako absolutny deadline bo ta zabawa już trwa za długo jak na mój gust.

wtorek, 31 maja 2011

Maj 2011 - podsumowanie

Kończy się właśnie kolejny miesiąc, ale nie jest to byle jaki miesiąc albowiem dziś o północy minie kwartał odkąd podjąłem pracę na obczyźnie. Jeśli umieracie z niecierpliwości w oczekiwaniu doniesień o bogactwie jakie udało mi się zgromadzić z arbajtu dla cysorza to polecam szybkie looknięcie na paski moich zadłużeń...

Tak proszę Państwa, to nie jest usterka techniczna. W dziurze budżetowej nadal bez zmian pomimo rzeki euro jaka płynie przez moje konto. Cały problem właśnie w tym, że płynie przez konto i trafia na szerokie wody międzynarodowej finansjery. Mnie pozostaje wilgoć na ścianach i nadzieja, że w końcu uda się zatkać wyciek.

Ok, dość tych metafor.

czwartek, 31 marca 2011

Marzec 2011 - podsumowanie

Parę tygodni temu na Onecie czy innej WP był płaczliwy tekst o straszliwych skutkach emigracji. Mężowie wyjeżdżają i od razu popadają w rozpustę o rodzinie pamiętając tylko przy przelewie do Polski. Żony zadręczają się wyobrażaniem sobie co też mężus wyprawia skoro nie ma mu kto smyczy skrócić. Dzieci zapominają jak wygląda tatuś i wplatują się w ciężkie klimaty jednocześnie pragnąc aby miłość rodzicielska i spokój rodzinnego gniazda powrócił. A wszystkiemu winna ludzka zachłanność i pogoń za pieniądzem. O ile było by szczęścia w Polsce gdyby wszyscy pokornie klepali słodką biedę wzorem rodziny Zbawiciela...

W moim wypadku ofiarą emigracyjnego zamętu padł na przykład ten blog. Rozwijałem go od kilkunastu miesięcy, udało mi się zebrać całkiem fajną publiczność i wszystko poszło w piach gdy tylko dowiedziałem się, że wyjeżdżam z kraju. Shame on me...

Daleki jestem od usprawiedliwiania się przed kimkolwiek. Blog to hobby nie praca, nie muszę wyrabiać normy. Ciężko jednak wymagać aby czytelnik powracał jeśli raz, drugi, trzeci odświeża RSSa a tu nic nowego od grapkulca nie ma. Na szczęście chociaż podsumowania miesiąca pojawiają się regularnie. Dziś jednak postanowiłem połączyć wpis podsumowujący z odrobiną refleksji nad losem zadłużonego emigranta.

środa, 2 lutego 2011

Closing spree

Przeszedłem się wczoraj po bankach w celu pozamykania zbędnych rachunków. Było to o tyle łatwe, że wszyscy zainteresowani mają przynajmniej jedną placówkę na ulicy Kalwaryjskiej więc mam ich niemal na wyciągnięcie ręki po drodze z pracy. Sumarycznie wizyty zajęły mi około 30 minut więc można powiedzieć, że ekspresowo.

Allianz

Tu nie było zamykania, ale okazało się, że kompletnie zapomniałem jaki sobie ustaliłem PIN do ich serwisu online więc wstąpiłem zapytać czy można to jakoś załatwić. Bez tego PINu nie można się zalogować przez sieć, a także nie da rady nic załatwić przez telefon co może się okazać dość problematyczne kiedy będę przebywał za granicą.

Okazało się, że nie ma najmniejszego problemu z ustawieniem sobie nowego PINu i po 3 minutach wyszedłem z papierkiem poświadczającym te operację. Gdy tylko dotarłem do domu zalogowałem się do serwisu i ustawiłem swoje hasło, którego raczej nie zapomnę.

piątek, 21 stycznia 2011

Konta do odstrzału

Doszedłem do wniosku, że mam za dużo kont bankowych i korzystam z nich właściwie bez sensu. No bo sami spójrzcie:
  • wypłata idzie do mBanku
  • z mBanku płacę ratę kredytu w Allianz
  • do Eurobanku idzie kasa na resztę płatności tak żeby spełnić warunek darmowości konta (minimum 800 PLN wpłaty w miesiącu)
  • do DB wysyłam sobie kilkaset PLN "na życie" czyli bilet MPK, soczewki i jakieś tam swoje małe zakupy typu fajki czy batoniki czy też okazjonalne wypady na miasto
  • z DB do Eurobanku leci codziennie "fkin five" i jest tam rozdzielona pomiędzy rachunki oszczędnościowe po ok 50 PLN tak żeby tego grosza dziennie dostawać z odsetek
  • to co zostanie w mBanku (zazwyczaj niewiele) idzie na spłatę karty kredytowej (przeważnie używanej z umiarem)

wtorek, 21 grudnia 2010

Dłużnikowi zawsze wiatr w oczy

Jeszcze na początku grudnia zapowiadało się dość optymistyczne zakończenie roku. Spłaciłem kartę GE, wydatki były pod kontrolą, była szansa wejść w 2011 z jednym kamieniem u szyi mniej. Oczywiście taka sielanka nie mogła trwać za długo i dość szybko zostałem sprowadzony na ziemię przez okoliczności przyrody.

Z powodu prywatnych zawirowań i po prostu wyższej konieczności karta kredytowa mBanku obecnie jest zadłużona na 1300 PLN. Co gorsza musiałem także ruszyć kredyt odnawialny w mBanku na kwotę 1500 PLN. Dodatkowo poszły też te 400 PLN, które miałem odłożone jako fundusz awaryjny. Tak więc moje zobowiązania wobec banków w ciągu jednego miesiąca powiększyły się o 2800 PLN i mam zerowe oszczędności.

czwartek, 16 grudnia 2010

Karta GE spłacona

Mam lekkiego kaca, ale zgryźliwość olbrzymią więc nie będę nudził więcej niż to konieczne.

Wczoraj był 15 grudnia i jak co miesiąc na moim koncie w gem24 pojawił się wyciąg a propos karty kredytowej GE. Na początku grudnia sygnalizowałem, że prawdopodobnie spłaciłem dług z tej karty, dziś już wiem na pewno że się udało. Wyciąg zawiera cudowną informację głoszącą, że naliczone odsetki wynoszą 0.00 PLN i wymagana minimalna rata także wynosi 0.00 PLN.

Jutro pójdę do banku z wnioskiem o zamknięcie rachunku tej karty kredytowej. Dziś nie mam siły na biurwokrację.

czwartek, 2 grudnia 2010

Teoretycznie spłaciłem kartę GE

Saldo zadłużenia karty widoczne w gem24.pl wynosi 0 PLN. Jednak nauczony już doświadczeniami ze spłatą innych kredytów zadzwoniłem dziś do BPH z pytaniem o faktyczny stan zadłużenia. Niestety pani mogła mi tylko przeczytać to co sam widziałem w systemie i na ostateczny werdykt co do zadłużenia muszę poczekać do 15 grudnia kiedy to system wystawi mi wyciąg z konta karty kredytowej.

Zgodnie z planem z tej wypłaty poszło 300 PLN + 130 PLN z fkin five + 127,63 PLN bonusowo dla kompletnego wyzerowania salda. Przypuszczam, że będę musiał jeszcze dorzucić tam parę PLN odsetek czy co oni sobie tam zawsze liczą. Niemniej jednak fakt jest faktem: ten dług został spłacony. Zaraz jak tylko zobaczę wyciąg i ureguluję ostateczne należności złożę wniosek o zamknięcie rachunku tej karty. I wtedy będzie można oficjalnie odtrąbić sukces.

Uff, już czuję ulgę...

wtorek, 30 listopada 2010

Listopad 2010 - podsumowanie

Wczoraj śnieżyca, dzisiaj mróz, robić się nie chce, można zatem skrobnąć kilka słów o mijającym miesiącu. A trochę się działo chociaż na blogu od tygodnia martwa cisza. Częściowo powodem są moje prywatne sprawy, częściowo zawodowe, a częściowo moje grzebanie we flakach RSStube.pl. Całkiem też możliwe, że przez jakiś czas posty będą bardzo sporadyczne, jednak będę się starał informować o co istotniejszych postępach na froncie walki z kredytami. Być może przerzucę się na krótkie szczeknięcia na twitterze, a tutaj będę pisał tylko podsumowania. Zobaczymy co i jak się da zrobić.

A teraz do rzeczy.

wtorek, 9 listopada 2010

Jeszcze 549 PLN...

Dziś saldo karty GE pokazało, że jeszcze tyle muszę oddać bankowi zanim kompletnie się uwolnię od tego balastu. Poniedziałkowy przelew poszedł łącznie na kwotę 1110 PLN gdyż do "fkin five" dorzuciłem jeszcze coś z budżetu na ten miesiąc. Najchętniej już bym spłacił całość, ale nie ma co przesadzać. I tak progres jest monumentalny, jeszcze 10 dni temu byłem dłużny ponad 2000 PLN.

niedziela, 7 listopada 2010

"fkin five a day" dobiło do 1000 PLN

Dziś jest 200 dzień mojego odkładania po 5 PLN dziennie. Na rachunkach oszczędnościowych w Eurobanku leży sobie uzbierany w ten sposób 1000 PLN. Pasek związany z tym "projektem" całkowicie się zazielenił, można więc oficjalnie ogłosić sukces i skrobnąć coś w temacie.

Zacznijmy od tego, że ta metoda oszczędzania czy też odkładania pieniędzy bardziej mi pasuje niż dorzucanie do skarbonki tych 150 PLN raz w miesiącu. Matematycznie suma ta sama, co więcej wrzucając to od razu do Eurobanku miałbym odsetki bez czekania aż piątaki się uzbierają aby najpierw dawać 1 grosz (ok 45 PLN), a potem 2 grosze (ok 135 PLN). Rzecz w tym, że ubytku tych 5 PLN jakoś nie dostrzegam, kasa na miesięczne wydatki nie maleje nagle tylko stopniowo, nie wymuszając przekalkulowań czy wystarczy do pierwszego. Oczywiście to wszystko złudzenie bo koniec końców te 150 PLN ubędzie, ale bawię się tu w chowanego ze swoją psychiką utracjusza więc skoro działa to po co przy tym bardziej kombinować?

czwartek, 4 listopada 2010

Zimowa ofensywa antykredytowa

We wtorek gdy robiłem przelewy comiesięcznych płatności uświadomiłem sobie coś co podświadomie dręczyło mnie już jakiś czas: moja walka z kredytami zdechła. Gdzieś zniknęło moje wkurwienie na kredyty i od kilku miesięcy, a dokładnie od momentu przeniesienia kredytu z Polbanku do Allianz praktycznie zadowalam się terminowym spłacaniem rat na poziomie minimalnym.

Nie znaczy to, że nie spłacam w całości karty kredytowej mBanku, której czasem używam na zakupach, tego akurat się trzymam bardzo restrykcyjnie. Natomiast karta GE nadpłacana jest symbolicznie dodatkowymi 30 PLN co w niewielkim stopniu wpływa na ubytek zadłużenia. Kredytu w Allianz nie nadpłacam w ogóle. A przecież tytuł bloga nie brzmi "terminowe spłacanie kredytów"!

wtorek, 31 sierpnia 2010

Sierpień 2010 - podsumowanie

No cóż, było wesoło. W podsumowaniu lipca wspominałem, że nadchodzą cięższe dni dla mojego portfela i można powiedzieć, że sobie wykrakałem. Jakoś udało się jednak dotrwać do końca miesiąca więc czas na podliczenie strat.

Na karcie kredytowej zszedłem na poziom 726 PLN zadłużenia. Niestety znowu okazało się, że potrzebujemy kolejnej szafy gdyż nie mamy gdzie trzymać ubrań. Pomijam fakt, że ja w nowym nabytku nie mam ani jednej skarpetki :) Na szczęście Ikea nie zawiodła i tym razem i udało się kupić odpowiedni mebel za nieco ponad 300 PLN. Płaciłem ja gdyż moja lepsza połowa wzięła inne sierpniowe wydatki na siebie więc i minus jest mój. Reszta zadłużenia poszła na paliwo, medyczne sprawy, żarcie dla moich futrzaków i kilka innych rzeczy. Okazji na pewno nie brakowało, dobrze że udało się te koszty jednak utrzymać poniżej tysiaka.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Odkładać czy nadpłacać?

Pod wpisem o stanie moich kredytów pojawił się komentarz, którego fragment pozwolę sobie tu zacytować:
"Pytanie: czy nie lepiej ten 1000zł, który masz na plusie, przeznaczyć na spłatę karty kredytowej? Miesięczne odsetki będą mniejsze o kilkanaście-kilkadziesiąt złotych, a tak to ten 1000zł leży bezproduktywnie. Nawet gdy trzymasz go na lokatach to i tak zysk jest mniejszy niż gdybyś przyspieszył nim spłatę kredytówki i zapłacił mniejsze odsetki."
1000 PLN, o którym wspomina komentujący to suma moich oszczędności. Fundusz awaryjny, OC/AC i to co uzbierałem w ramach "fkin five a day". Postanowiłem odpowiedzieć w oddzielnym wpisie żeby sobie nabić statystyki i być może ułatwić ewentualną wymianę zdań na ten temat.

piątek, 30 kwietnia 2010

Kwiecień 2010 - podsumowanie

Ten miesiąc minął całkiem spokojnie aczkolwiek miałem kilka wydatków nadszarpujących kieszeń. Na szczęście póki co obeszło się bez sięgania do oszczędności lub nadużyć kredytowych (chociaż karta kredytowa była w użyciu o kilka razy za dużo jak na mój gust). Jeśli dziś nie wydarzy się żaden kataklizm to bilans gotówkowy wyjdzie mi około 200 PLN na plusie. Niewiele, ale jednak lepiej niż chociaż jedna złotówka po drugiej stronie zera.

czwartek, 29 kwietnia 2010

Zamknąłem rachunek nie używanej karty GE

Po odmownej decyzji w sprawie przeniesienia kredytu odnawialnego do Aliora postanowiłem w końcu pozbyć się balastu w postaci dawno już spłaconej i w ogóle nie używanej karty kredytowej GE. Dzień później zaniosłem do oddziału BPH wypowiedzenie umowy i dziś widzę w gem24, że rachunek karty został zamknięty. Tym samym ubyło mi 5000 PLN z sumy dostępnych limitów kart kredytowych co sprawia, że teraz pomniejszają one moją zdolność kredytową "tylko" o 7200 PLN, a nie jak dotychczas o 12200 PLN.

Wpływ na mój portfel ma to żaden bo karta nie wymagała żadnych opłat, ale zawsze to jeden kredytowy kamień u szyi mniej.

środa, 21 kwietnia 2010

Jakie naprawdę mam oprocentowanie na karcie kredytowej GE

Pod wczorajszym wpisem Anonimowy odwiedzający zamieścił komentarz wskazujący, że nie jest możliwe aby oprocentowanie karty kredytowej w GE wynosiło 1,2% rocznie ponieważ nie istnieją karty z tak niskim oprocentowaniem. Zasugerował, że tyle prawdopodobnie wynoszą odsetki miesięczne więc roczne oprocentowanie to 14,4%.

Początkowo zamierzałem odpisać, że tak niskie procenty są możliwe dzięki temu, że zadłużenie od razu zostało rozłożone na raty więc nie ma problemu z mijającym grace period i odsetkami za niespłacony kredyt. Poza tym pamiętam, że była tam jakaś promocja bo Media Markt robił weekend bez VATu i bank wręczał karty kredytowe także jakoś na bonusowych warunkach. No i w końcu chyba najlepiej wiem jakie mam oprocentowanie bo przecież sam tak ustawiłem kwotę przelewu żeby nadwyżką pokryć właśnie te odsetki.

Na szczęście w pracy akurat zrobił się młyn i nie miałem czasu zrobić z siebie idioty.

środa, 14 kwietnia 2010

Gdzie płacić kartą kredytową?

Na sporej ilości blogów od czasu do czasu napotykam na wzmiankę, że autor głównie używa karty kredytowej, a gotówka leży sobie gdzieś na rachunku oszczędnościowym i procentuje. Potem spłata całości zadłużenia w ramach grace periodu (podstawa przy kartach kredytowych, odsetki są raczej z tych zabójczych dla portfela) i cykl się powtarza. Kiedyś wspominał o tym Marek chyba u mnie w komentarzach, a ostatnio na przykład APP przy okazji wpisu o mBanku oferującym wszystkie bankomaty bez prowizji za jedyne 5 PLN miesięcznie napisał, że płaci głównie kredytówką, a z bankomatów korzysta dość rzadko.