wtorek, 21 grudnia 2010

Dłużnikowi zawsze wiatr w oczy

Jeszcze na początku grudnia zapowiadało się dość optymistyczne zakończenie roku. Spłaciłem kartę GE, wydatki były pod kontrolą, była szansa wejść w 2011 z jednym kamieniem u szyi mniej. Oczywiście taka sielanka nie mogła trwać za długo i dość szybko zostałem sprowadzony na ziemię przez okoliczności przyrody.

Z powodu prywatnych zawirowań i po prostu wyższej konieczności karta kredytowa mBanku obecnie jest zadłużona na 1300 PLN. Co gorsza musiałem także ruszyć kredyt odnawialny w mBanku na kwotę 1500 PLN. Dodatkowo poszły też te 400 PLN, które miałem odłożone jako fundusz awaryjny. Tak więc moje zobowiązania wobec banków w ciągu jednego miesiąca powiększyły się o 2800 PLN i mam zerowe oszczędności.

Kredytówkę spłacę w całości z najbliższej wypłaty, ale to oczywiście pochłonie mój bufor kasy na życie więc w ciągu stycznia na pewno znowu będę musiał się nią posłużyć więcej razy niż bym chciał. Z kredytem nie wiem jak będzie, na pewno trochę powisi sobie na minusie.

Poza ludzkimi sprawami pech doczepił się też do jednego z moich kotów. Weterynarz stwierdził zapalenie trzustki i układu trawienia. Od piątku przez cały weekend musieliśmy podawać futrzakowi kroplówkę, a wieczorami jeszcze wbijać w niego kilka igieł z witaminami i mieszankami wspomagającymi antybiotyk. Od poniedziałku do środy rano kroplówka tylko rano i wieczorem, ale za to w większych dawkach. Więc wyobraźcie sobie małego kota trzymanego około 40 minut na podłodze z kablem od kroplówki podpiętym do wenflonu w łapie. A potem jeszcze zastrzyki w kark. W dodatku kot nic nie może jeść ani pić więc musimy go na czas robienia obiadu zamykać w sypialni żeby nie patrzeć w jego smutną mordkę błagającą o jakiś kąsek. Po prostu masakra.

Oczywiście weterynarz za darmo nie pracuje więc już zostawiliśmy u niego 200 PLN. Szczerze mówiąc tej akurat kasy mi nie żal bo prędzej bym sobie czegoś odmówił niż moim zwierzakom (tak, jestem nienormalny), ale fakt pozostaje faktem. Nie wiadomo też ile jeszcze potrwa leczenie i czy w ogóle odniesie permanentny skutek więc nie dość że prawdopodobnie pójdzie na to w cholerę kasy to jeszcze całkiem możliwe, że kociak marnie skończy i będzie żałoba w rodzinie.

Dzisiejsze kazanie zakończę ostrzeżeniem dla rozważających branie "okazyjnych" kredytów.

Trzeba sobie zawsze zadać pytanie czy komputer, telewizor, samochód czy inne pierdoły są nam naprawdę koniecznie potrzebne natychmiast. Bo jeśli teraz nie mamy nic odłożonego i nie jesteśmy w stanie wygenerować przynajmniej części potrzebnej kwoty z miesięcznych wydatków to znaczy, że nawet rata 30 PLN to za dużo. A nieprzyjemne życiowe sytuacje lubią się zdarzać akurat wtedy gdy jesteśmy na nie najmniej przygotowani. I wtedy dopiero będziemy mieli powód do zmartwień, a nie to że sąsiadowi w oknie mruga nowa plazma, a u nas ciągle stare pudło.

Tak więc jeżeli komuś się wydaje, że kredyt to nic strasznego to niech sobie pomyśli, że gdybym nie musiał od kilku lat co miesiąc płacić bankowi przeszło 1000 PLN w ratach to teraz po prostu bym wydał część swoich oszczędności. Płaciłbym swoimi pieniędzmi więc nic nikomu bym nie był dłużny i spokojnie mógłbym uzupełniać to co wydałem. Zamiast tego spirala długów znowu się nakręciła i nie wiadomo czy uda się w miarę szybko powrócić do stanu stabilności.

A w perspektywie dwóch miesięcy czekają mnie kolejne spore wydatki, ale o tym napiszę innym razem.

19 komentarzy:

Richmond pisze...

Pewnie Cie to nie pocieszy, ale zagranica koszty leczenia kota moglyby Cie zrujnowac. Te 200zl to pikus. Mi poszlo pare tysiecy funtow w 2 miesiace.

Kociakowi zycze zdrowia.

grapkulec pisze...

wbrew pozorom mnie to pociesza bo tu mnie jeszcze jako tako stać na weterynarza (nawet kosztem małego wsparcia kredytówką), w takim UK całkiem możliwe, że po prostu kociak by zdechł z braku kasy na leczenie.

Richmond pisze...

Mozna kupic ubezpieczenie dla zwierzat od kosztow leczenia, ale mimo wszystko, najpierw trzeba wyskoczyc z kasy samemu.

grapkulec pisze...

ciekawe czy w Polsce coś takiego funkcjonuje? nie wydaje mi się, a w sumie już niedługo polskie paranoje przestaną mnie dotyczyć

matipl pisze...

Trzymam kciuki za zdrowie kotka!

Co do finansów przykre, bo zapowiadało się dobrze. Dlatego ja cieszę się, że równolegle z naprawą prowadzę te fundusze (bezp., awaryj.).
W Polsce też można ubezpieczać zwierzęta (np. w PZU), gospodarskie, domowe. Ale cen nie znam.

ZP pisze...

I tak trzymać:
1. zdrowie (wliczając w to rodzinę i zwierzęta)
2. oszczędzanie i inwestowanie
3. zachcianki

PMB pisze...

Zaintrygował mnie twój komentarz "a w sumie już niedługo polskie paranoje przestaną mnie dotyczyć" planujesz wyjazd? pisałeś o tym i przegapiłem? czy to nowa inicjatywa z Twojej strony? jeśli oczywiście nie jest to tajemnica

grapkulec pisze...

wprost nigdzie o tym nie napisałem, cały czas dawkuję napięcie :)

a nawet jak nie będzie polskich paranoi to będą inne, kto wie czy nie gorsze

wolfe pisze...

Hej Grapkulec, podoba mi się w Twoim blogu, że nie znudziłeś się pisaniem po kilku miesiącach. Niedługo będzie trzeci rok jak skutecznie dajesz do myślenia, że wyjście ze spirali długów naprawdę nie jest łatwe. I dzięki Ci za to!

Mam nadzieję, że za granicą nie będziesz musiał zaciągać następnych długów :)

Powodzenia z przeprowadzką :]

niktwazny pisze...

@grapkulec

zawsze możesz zrolować zadłużenie na kredytówce mbankowej za pomocą mtransfera

kokos/blue.cash <-mtransfer<-kredytówka

kokos/blue.cash->ekonto->kredytówka

Pzdr

grapkulec pisze...

@wolfe

dzięki za komplementy :)

z nowymi długami to nie wiadomo jak będzie. przykładowo koszty wynajmu mieszkania są porównywalne z polskimi, opłaty za media także, ale na sam początek trzeba wyskoczyć z pięcio- a nawet sześciokrotnością miesięcznego czynszu na kaucję dla właściciela i prowizję dla agenta.

ups, za dużo informacji zdradzam :)

@niktwazny

postaram się uniknąć takich myków z rollowaniem, ale zobaczymy jak się ułoży

Anonimowy pisze...

Zajrzałem tutaj przypadkiem, ale patrząc na twoje zarządzanie kasą (kredytami raczej) nie jestem w stanie zrozumieć jednej rzeczy. Dlaczego budujesz fundusz awaryjny w żywej gotówce. Ja "niechcący" wziąłem kredyt "prawie ratalny" w mBanku. Faktycznie jest to linia kredytowa z comiesięczną redukcją limitu. Pozwala mi to jednocześnie budować sobie bufor na nieprzewidziane wydatki, z drugiej strony nie muszę płacić niepotrzebnych odsetek, a zmniejszający się limit idzie w kierunku 0 nie pozostawiając możliwości skorzystania z kredytu ponownie. Dzięki temu nie mam dylematu co zrobić z kasą - spłacać czy oszczędzać.
Aby uefektywnić spłatę tego zadłużenia postanowiłem wyrobić sobie kartę kredytową i używać jej w trybie bezodsetkowym. Sprawa jest prosta - tzw. codzienne zakupy to około 2k miesięcznie w przypadku mojej rodziny, co oznacza że około 3-4k będzie mogło pomniejszać kwotę długu. Oznacza to, że w ciągu roku jestem do przodu o jakieś 600-800zł na odsetkach. W praktyce oszczędzę na tym więcej - mam spore kwartalne wydatki, na które odkładam właśnie na koncie kredytu.

grapkulec pisze...

a gdzie to jest w mBanku taki "prawie ratalny" kredyt co to pozwala na budowanie środków na nieprzewidziane wydatki a jednocześnie każda spłata redukuje limit i nie daje możliwości ponownego wybrania kasy? bo to ani chyba jakaś hybryda odnawialnego z gotówkowym, ale ja czegoś takiego na stronach mBanku nie widzę.

Anonimowy pisze...

Ja też nie widziałem - potrzebowałem jakiś czas temu sporej gotówki praktycznie z dnia na dzień i myślałem, że to po prostu kredyt ratalny (tak się zresztą nazywał) O tym jak działa ten rachunek przekonałem się jak zacząłem go spłacać. W każdym razie funkcjonalności, którą ja uważam za największą zaletę tego kredytu nigdzie nie reklamowali - trochę absurd. Lukas Bank z tego co widzę ma coś co się nazywa "Indywidualna Linia Kredytowa" i wg. opisu marketingowego działa właśnie w ten sposób. Chociaż akurat tego banku nie polecam. Najlepszego produktu oczywiście powinieneś poszukać sam, ale kredyty odnawialne mają sporo zalet w stosunku do kredytów ratalnych - można na nie wrzucać nadmiarową kasę, bez obawy, czy pod koniec miesiąca będzie się gryźć tynk ze ścian.

grapkulec pisze...

ok, to dzięki za info. i tak miałem w innej sprawie dzwonić dziś do mBanku to przy okazji zapytam o to cudo.

Marcin pisze...

Na co wydałeś te 3200zł oprócz kota?

grapkulec pisze...

piwo, wódka, trochę trawy...

niktwazny pisze...

@grapkulec
Wien ist eine shóhne Stadt
sprechen Sie Deutch ? ;)

Anonimowy pisze...

Hm... To mowisz ze do Wiednia sie wybierasz...

Prześlij komentarz