piątek, 10 grudnia 2010

Telefony, telefony... od windykatora

Spoko, do mnie jeszcze nie dzwonią i mam nadzieję, że nigdy nie będą musieli.

Natomiast dzwonią do innych i to mam wrażenie, że jest to obecnie masowe zjawisko. Przynajmniej tak by wynikało z artykułu na Onecie ("Windykator to szuja?"). Niestety, autorka tekstu - zamiast rzetelnie opisać skąd się bierze w ogóle problem - od pierwszych słów staje w obronie biednych dłużników i gra na płytkich uczuciach niczym scenarzyści polskich seriali o niczym... pardon, o prozie życia polskiego obywatela.

Czego więc możemy się dowiedzieć z owego artykułu?

Matki płaczą, dzieci płaczą, całe rodziny umierają ze strachu słysząc dzwonek telefonu, a wszystko przez tych wstrętnych windykatorów! Co za podłość, najpierw dawać ludziom kredyty, a potem szczuć psychicznymi wampirami wytresowanymi tylko w jednym celu: wydrzeć ostatni grosz na spłatę długu. Podłość i nędza moralna, powiadam!

Na szczęście są ludzie, którzy potrafią dać odpór tej zarazie moralnej, tym wszystkim panienkom po drugiej stronie słuchawki. Pan Rysio, na przykład mówi spokojnie, że właśnie przeprowadza losowanie, któremu bankowi zapłacić w tym miesiącu i ostrzega, że za taki telefon pracodawca pani windykatorki może być pozbawiony szansy na otrzymanie raty. Albo sprytnie korzystając z tego, że rozmowa jest nagrywana, sugeruje łapówkarstwo w wykonaniu Pani Kasi pytającej kiedy w końcu coś zapłaci. Co więcej, Pan Rysio jest takim weteranem, że nawet komornika się nie boi i chętnie gości go u siebie. Oby więcej takich ludzi, a świat będzie piękniejszy!

Dobra, czas naprawdę powiedzieć co o tym myślę.

Ludzie żyjący notorycznie na kredyt to karły umysłowe. To, że bank daje nie znaczy, że trzeba na ślepo brać. Pierwsza działka od dilera pod podstawówką też może być darmowa, ale czy to znaczy że od razu po lekcjach trzeba sobie strzelić gratisowo w żyłę? Kierując się taką logiką skończymy raczej w niewesołej sytuacji.

Tak samo jest z braniem kredytu. Jeśli jest potrzeba to bierzmy, ale na boga, nie na wigilijnego karpia!

Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że nie ma nic za darmo. Prędzej czy później zawsze ktoś musi zapłacić i najczęściej jesteśmy to my. Niezależnie od tego jakie bajki próbują nam wcisnąć socjaliści pod pozorem darmowych szkół i lekarstw, koniec końców zawsze dojdzie do wymiany dóbr za kasę. Tylko świnie przy korycie mają komfort spłacania swoich długów pieniędzmi z naszych portfeli. Szaraczki pospolite płacą za nich i niestety muszą też płacić za swoje decyzje finansowe i to płacić ciężko, czasem na granicy wytrzymałości nie tylko swoich sakiewek ale też swoich sił psychicznych.

Czy naprawdę warto sprzedawać spokój ducha i burzyć sielankę rodzinną dla martwej ryby? Czy naprawdę cwaniactwo i unikanie zobowiązań to powód do dumy i wynoszenia przez media na piedestał cnotliwości obywatelskiej? Czy naprawdę Pani Ola Miedziejko nie widzi, że przez takie indywidua jak Pan Rysio Polacy od lat babrają się w bagienku moralnym?

Ale co ja tam wiem o trudach życia... Dobrze zarabiam, mam gdzie mieszkać, mam wszystko czego dusza zapragnie. Tylko głupim jest bo płacę w terminie i to nawet więcej niż na kwitku napisane... Głupi!

21 komentarzy:

Marek pisze...

Czasem mam wrażenie że w Polsce uczciwość jest dla frajerów, a cwaniactwo i m.in. nie spłacanie własnych długów jest cnotą narodową.
W większości sytuacji winni są wszyscy na około, bank, windykator, rząd a nie my, co jest g***no prawda bo ludziom się w dupach poprzewracało od ich zachcianek.
Osobiście nie wyobrażam sobie nie spłacenia kredytu czy opóźnień w racie bo a) wiem co za to może mi grozić, b)sam jestem wierzycielem c) szanujmy siebie i nasze pieniądze nawzajem

matipl pisze...

Prawda jest też taka, że banki mogłyby nie dawać kolejnych kredytów, a Państwo zająć się pożyczkami a'la Provident. W końcu po coś są te bazy danych dłużników.
Powściągliwość potrzebna jest z 2 stron.

Marcin pisze...

Mam kolegę, który pracował w windykacji. Jest z wykształcenia psychologiem, wytrzymał pół roku. Mówił, że najczęściej zdarzały się właśnie sytuacje takie jak z 'Panem Rysiem'. Ludzie, do których pierwszy raz w życiu się dzwoni czy idzie w większości są w tarapatach i nie mają po prostu z czego oddać. Ale jak ma na liście zaznaczone, że to 4 czy 5 tura dzwonienia do klienta, to windykator już wie, że nie wygra.

Zresztą fora internetowe są pełne porad jak unikać skutecznej windykacji...

grapkulec pisze...

@matipl

z jednej strony masz rację, ale z drugiej nie masz. bo niby czemu bank ma ci nie dawać kredytu jeśli chce? jego kasa i może sobie z nią robić co mu się podoba. dlaczego państwo miało by się mieszać do umowy pomiędzy bakiem a obywatelem? przecież to jest transakcja pomiędzy dwoma świadomymi swojego postępowania stronami. czyż nie?

inna sprawa gdy umowa jest niejednoznaczna albo wręcz szkodliwa dla kredytobiorcy. ale od tego są sądy, a nie "państwo". bo jak "państwo" wmiesza się do umów kredytowych to potem wmiesza się w cenę marchewki w warzywniaku bo Pana Rysia nie będzie na nią stać.

rzecz rozbija się o to, że bycie dłużnikiem jest nobilitowane i to nie tylko w Polsce ale ogólnie na świecie. bo niby czym są bailouty, ratowanie bankrutów "zbyt wielkich by upaść", drukowanie waluty co chwila? a jaki przykład płynie od strony rządów? pożyczymy tu, pożyczymy tam, a potem pożyczymy od was żeby móc pożyczyć komu innemu bo nie wypada odmówić.

nikt nie powie jasno i wyraźnie: bycie dłużnikiem to oddawanie się w niewolę. a ludzie zniewoleni są jak bydło i tak też się ich traktuje.

Adrianouno pisze...

Witam,
Ja też należę do tych "nienormalnych". Wczoraj spłaciłem kredyt gotówkowy zaciągnięty na spłatę limitu zadłużenia w koncie i wniosek mam taki: żadnych rat czy kredytów, chyba że na ratowanie zdrowia lub życia.
Mam w rodzinie osoby, które biorą kredyty na spłatę kredytów i jak słyszę coraz to nowsze historie to jeżą mi się włosy na głowie - jak tak można? Oczywiście na 'flaszeczkę' zawsze jest. Takim ludziom przydałby się "kurator finansowy", który płaciłby rachunki i wydzielał kieszonkowe na jedzenie.
Pozdrawiam.

grapkulec pisze...

@Adrianouno

ludziom o których piszesz przydałby się otrzeźwiający kop w dupę tak żeby na zawsze zapamiętali, że są odpowiedzialni za swoje postępowanie.

"kurator finansowy" chociaż brzmi dobrze w teorii, doprowadziłby do pogłębienia dedrengolady jaka już mocno drąży społeczeństwo. znowu by był ktoś kto weźmie odpowiedzialność za ciebie, znowu to nie ty jesteś winny, znowu ci się udało, znowu nie musisz o tym myśleć i możesz udawać, że wszystko jest ok.

czasami w rozmowach towarzyskich zarzuca mi się propagowanie państwa faszystowskiego i pozostawianie ludzi w trudnych sytuacjach życiowych na pastwę losu. niemniej jednak faszyzm to jest skrajny nacjonalizm zbudowany na zgniliźnie socjalizmu więc to nie ta bajka. a ludzie pozostawieni sami sobie będą musieli sobie sami radzić i organizować się oddolnie, a nie biernie czekać na mannę z nieba od "państwa". efekt? w ciągu kilkunastu lub kilkudziesięciu lat społeczeństwo było by mocniejsze moralnie, bardziej zorganizowane i co najważniejsze samodzielne. tylko kto by wtedy kupował kiełbasę wyborczą?

Sokomaniak pisze...

Jaszcze jakiś czas temu byłbym obrońcą tych biednych wdów i sierot które pożyczyły bo nie mogły związać końca z końcem. Ale po moich doświadczeniach z "ynwestjami" na Kokosie jestem raczej za panem windykatorem (chociaż ci g***o mogą, przynajmniej w Kokosie). Jedna tak 'wdowa' zostawiła mnie z kilkusetzłotowym długiem i raczej go nie odzyskam.

Cenna nauczka na przyszłość - nie pożyczaj. Nie ważne czy ludzion, rodzinie czy państwu (obligacje). Jak ktoś nie ma dziś 100 zł na rachjunki to jak jutro znajdzie 100 + 5 zł odsetek. Pożyczka czy obligacje to odkładanie katastrofy w czasie i naciąganie naiwnych 'inwestorów'

ynwestor pisze...

Trzeba też pamiętać, że kredyty są tak drogie, bo tak wiele z nich się nie spłaca. Gdyby ryzyko dla banku było niższe, to i koszt kredytu znacznie by się zmniejszył. Każdy z nas chciałby przecież spłacać jak najniższe odsetki. Namawianie ludzi do bezmyślnego zaciągania kredytów i niespłacania rat jest w efekcie graniem na własną szkodę.

Anonimowy pisze...

Ludzie nie lubia czuc sie winni, wiec zwalaja wine na innych. Zamiast sie przyznac ze nie powinni brac kredytu na ktory ich nie stac to sie zala na banki ktore chca odzyskac pozyczone pieniadze. Ale zeby isc z tym jeszcze do gazety to juz calkiem glupota. Nie rozumiem tego i po pierwszej przeczytanej stronie wylaczylam onet....

Karolina

Babel pisze...

Dobry post. Problem jest faktycznie błęboki :) Pożyczanie to w dzisiejszym świecie praktycznie tradycja. Wszyscy cały czas pożyczają a miarę bogactwa liczy się na podstawie ile masz długów. Przy tawkich wzorcach nstępuję rozkład moralny kolejnych pokoleń. Zmiana tego stanu rzeczy jest praktycznie niemożliwa bo większości ludzi to co jest całkowicie odpowiada, a gatunek mnie-się-jeszcze-coś-chce jest na wymarciu.

Anonimowy pisze...

Zupełnie się z tobą nie zgadzam, sama nie mam żadnych kredytów ale uważam, że człowiek który narobił trochę głupot finansowych powinien dostać szansę wyjscia z tego a tymczasem czytałam nawet o samobójstwach popełnianych ze względów finansowych, powinna być u nas cywilizowana ustawa o upadłości konsumenckiej dająca ludziom drugą szansę, system bankowy u nas jest chory np czytałam, że jakaś rodzina miała kredyt hipoteczny i powstało u nich opóznienie 3 miesięczne , stracili pracę i mieli chwilowe problemy, bank im wypowiedział umowę i chociaż ponownie mają pracę to bank nie chciał z nimi gadać i sprzedał dług za 20 % wartości a oni teraz są już winni duzo więcej. Dziwi mnie twoje podejście bo uważam, że nadmierne zadłużenie jest problemem społecznym a tobie chyba nie tak wiele brakowało aby jak inni się zapętlić. Ludziom trzeba dać drugą szansę, oczywiście zabrać wtedy cały majątek i niech startują od zera a windykatorzy to często bandyci, czytałam że jakiś windykator przesłał emerytce-dłuzniczce chryzantemy. Bandyta, morderca po odsiedzeniu kary dostaje drugą szansę a dłużnik ma za swoją głupotę płacić życiem? Poczytaj sobie stronę www.sklepowicz.pl bo twoje podejście jest płytkie. I powtarzam, nie mam zadnych kredytów ale znam kogoś kto spłaca jakiś kredyt i ma strukture raty taką:3500-rata, 3200_odsetki, 300-spłata kapitału i ja uważam ze to jest lichwa bankowa. A w unii są cywilizowane warunki upadłości konsumenckiej i oddanie całego majątku łącznie z domem powinno być wystarczającą karą. A tak swoją drogą co byś zrobił ze swoim kredytem gdybyś teraz stracił pracę i do tego ciężko zachorował? Zdajesz sobie sprawę jakie opłaty by ci bank zaczął naliczać np 4 monity w miesiącu po 40 zł , odsetki karne 30% itd. Jestem zbulwersowana twoim tekstem

grapkulec pisze...

no faktycznie, można się posikać ze strachu widząc wiązankę chryzantem pod drzwiami. ciekawe na co ta staruszka brała kredyty, na lekarstwa czy na ipoda dla wnusia?

ludzie robią głupie rzeczy co chwila, sam mam sporo takich momentów na koncie i nie chodzi o to aby ich skreślać jako jednostki ludzkie. należy jednak jasno powiedzieć: bycie dłużnikiem to nie zaszczyt, nie powód do dumy, nie cnota narodowa. to łańcuch, który sami sobie pozwalamy założyć. a cwaniactwo, wymigiwanie się od zobowiązań, żerowanie na społeczeństwie, zasłanianie się emerytami i dziećmi to po prostu podłość.

tu nie chodzi o ludzi biorących z konieczności kredyt na pralkę, tracących pracę i nie mogących spłacić raty. Pan Rysio wyraźnie mówi: "Banki dawały, to brałem i praktycznie z jednego spłacałem drugi". czy tak brzmi człowiek, któremu powinęła się noga i nie może spłacić raty? to ćpun kredytowy, dziś do gazety żali się na bank, a jutro do sklepu pójdzie po mikrofalówkę na raty.

argumenty o samobójstwach można sobie wsadzić w buty, zawsze znajdzie się ktoś kto nie wytrzyma dowolnej presji jaką inni spotykają na co dzień i jakoś żyją. pewnie masz na myśli ten artykuł kilka miesięcy temu o kolesiu co się zabił i teraz żona została z długami sama. no bravo, prawdziwie kochający mężulek. kasę utopić w biznesach to miał to, a jak przyszło spłacać to nagle wrażliwa lelija się zrobiła. rusza mnie to tyle co apele o datek na "Chopina".

co bym zrobił ze swoim kredytem jakbym stracił pracę i ciężko zachorował? poprosiłbym o pomoc takich współczujących i litościwych ludzi jak Ty.

Adrianouno pisze...

Tak sobie czytam komentarze, czytałem na onecie i odnoszę wrażenie jakby branie kredytów i pożyczek było obowiązkowe.
Ludzie opamiętajcie się. Jak nie macie gotówki na TV 3D to go kurna nie kupujcie, a nie bierzecie raty "0%" i potem płacz, jak nie ma z czego spłacać. Był kiedyś w tv reportaż o jakiejś rodzince, która kradła prąd wprost ze słupa energetycznego i biadolili że tam ileś dzieci, pracy nie ma itd, ale LCD 32" oczywiście stał w mieszkaniu.

Anonimowy pisze...

No dobrze, a gdybyś Ty "obudził się" o 2 kredyty pózniej i nie mógł opanować sytuacji to co wtedy? A jeśli jakaś babcia wzięła kredyt i kupiła prezent wnukowi np. motor, ma 1000 zł emerytury ( po 35 latach pracy ) i okazało się, że nie jest w stanie tego spłacać, to co - teraz ma do końca życia być gnębiona przez windykatorów- psychopatów, którzy dzwonią do niej co pół godziny, faktycznie dokonała strasznej rzeczy, pozyczyła 1000 zł, po paru miesiącach chcą od niej 3000 zł, a ja się pytam gdzie są jej pieniądze zabierane przez państwo przez 35 lat i dlaczego po przepracowaniu 35 lat nie stać ją na ten durny motor i pytam jeszcze dlaczego żeby udziałowiec banku np Czarnecki oraz zarząd banku zarobił miliony szary człowiek płaci lichwiarskie odsetki, sama widziałam umowę w której struktura raty to 90% odsetek i 10% spłata kapitału, brak edukacji ekonomicznej doprowadził wiele ludzi do bycia niewypłacalnym dłużnikiem, kolejny element to lichwiarskie odsetki, chory system bankowy, państwo które okradło emerytów a teraz popiera lichwę. A z tego co przeczytałam na forum Sklepowicza windykatorzy to psychopaci, przynajmniej w 99%

Marcin pisze...

Nie powinna brać kredytu tylko odkładać np. rok. Ludziom się w dupach poprzewracało i popieram tu grapkulca. Z drugiej strony, powinny skreślić jedno zero mniej w tamtych czasach. Mądrzy ludzie kupili po łapówkach ziemie, złoto, dolary czy coś a Ci drudzy do dziś klepią biedę. Mój rodzic po 20 paru latach pracy i następnych ponad 10 starania się ma około 700zł. Dziś dziecko ma więcej kieszonkowych na zachodzie a czasami i u nas. Z trzeciej strony sam bym chciał dać w depozyt na taki % bankowi :) I upominać się o moje odsetki :D

ZP pisze...

Oszuści migający się od spłaty kredytów wcale nie są tacy sprytni. W końcu zapewne nie dostaną kolejnego kredytu, a tylko kredyt uznają za jedyny sposób zdobycia środków na zakup czegoś droższego niż powiedzmy 1000 zł.

grapkulec pisze...

zawsze będzie jakaś babcia, biedny Jasio czy inny przypadek ludzkiej tragedii spowodowanej przez ślepe zadłużanie się. to nie jest jednak powód aby gromić banki, że podejmują ryzyko i pożyczają komuś pieniądze, a potem - o zgrozo! - chcą to odzyskać razem z odsetkami. bank nie jest przedszkolanką pilnującą dzieciaki żeby sobie nie powybijały oczu cyrklami, jest instytucją zarabiającą na odsetkach od kredytów. i znowu banki nie mogą pożyczać na taki procent żeby się z 1000 zrobiło 3000 do oddania (zakładając normalne odsetki, odsetki karne za niespłacanie pewnie mogą tak urosnąć), to wynalazki typu provident i tym podobne. już sam fakt, że ktoś idzie do takiego pożyczkodawcy a nie do banku świadczy, że nie umie liczyć i nie rozumie jak to naprawdę jest z kredytem i generalnie nikt poza lichwiarzami nie chce go mieć jako dłużnika.

a jeśli banki są takie złe i ukradkiem dopisują sobie warunki do umowy, albo przystawiają komuś pistolet do głowy żeby podpisał umowę bez czytania to ja przepraszam, ale czy czasem ktoś z poszkodowanych nie powinien tego zgłosić policji zamiast żalić się do gazet i płakać jak to go oszukali?

prawda jest taka, że zawsze winny jest "system", a my to tylko biedne, zagubione owieczki gnane na rzeź.

Anonimowy pisze...

"Ale co ja tam wiem o trudach życia... Dobrze zarabiam "- dzięki sobie
połowa pracujących ludzi w Polsce zarabia mniej niż 2639 brutto a 90% mniej niż 5376 brutto .

"mam gdzie mieszkać, mam wszystko czego dusza zapragnie" - dzięki swojej ukochanej

masz więcej szczęścia niż rozumu ciesz się :)

Babel pisze...

"Ludziom trzeba dać drugą szansę, oczywiście zabrać wtedy cały majątek i niech startują od zera..."
Czyli odbieramy dłużnikowi wszystko co ma, liczymy ile tego jest (powiedzmy pokrywa to 60% długu), rodzinę wywalamy na bruk - pozostałe 40% odsiaguje dłużnik np. w więzieniu (lub wykonuje jakieś prace etc.) żeby miał nauczkę na przyszłość. O to chodziło?

Anonimowy pisze...

W starożytnej babilonii 90% niewolników były to osoby sprzedane do niewoli za długi.

Anonimowy pisze...

tak sobie tylko czytam i odnoszę wrażenie, ze panu grapkulcowi jak by to powiedział Ferdynand K "w dupie się poprzewracało" gdyż zaczęło mu się wydawać że jest lepszy niż reszta ludzi która zwyczajnie tyle szczęścia nie miała. Spłacasz swój dług bo zwyczajnie masz z czego, ergo to że miałeś długi mając środki było efektem twojej głupoty więc nie tobie sądzić innych.

Prześlij komentarz