piątek, 21 stycznia 2011

Konta do odstrzału

Doszedłem do wniosku, że mam za dużo kont bankowych i korzystam z nich właściwie bez sensu. No bo sami spójrzcie:
  • wypłata idzie do mBanku
  • z mBanku płacę ratę kredytu w Allianz
  • do Eurobanku idzie kasa na resztę płatności tak żeby spełnić warunek darmowości konta (minimum 800 PLN wpłaty w miesiącu)
  • do DB wysyłam sobie kilkaset PLN "na życie" czyli bilet MPK, soczewki i jakieś tam swoje małe zakupy typu fajki czy batoniki czy też okazjonalne wypady na miasto
  • z DB do Eurobanku leci codziennie "fkin five" i jest tam rozdzielona pomiędzy rachunki oszczędnościowe po ok 50 PLN tak żeby tego grosza dziennie dostawać z odsetek
  • to co zostanie w mBanku (zazwyczaj niewiele) idzie na spłatę karty kredytowej (przeważnie używanej z umiarem)

piątek, 3 września 2010

Bezproblemowe oszczędności

Kiedy zaczynałem swoją przygodę z kontrolowaniem własnych finansów i konkretną walką z kredytami przeczytałem mnóstwo blogów, artykułów i porad jak się do tego zabrać i co robić aby dziura w budżecie domowym przestała się pogłębiać. Wszyscy znamy te litanie po sto, tysiąc, milion przepisów na czym można zaoszczędzić.

wtorek, 15 czerwca 2010

50-30-20 czyli wymiary idealnego budżetu

Podobno dobrymi proporcjami procentowego podziału budżetu są wartości 50-30-20. 50% zarobków powinno iść na potrzeby, 30% na zachcianki a 20% na oszczędności. Kiedyś nawet Oprah miała o tym program więc to musi być prawda :)

Po zapytaniu google'a na pierwszym miejscu ukazuje się adres aplikacji, której możemy użyć do sprawdzenia jak nasze wydatki pasują to tej pięknej idei. Oczywiście jest to zorientowane na USA więc liczymy w dolarach, ale cyferki są raczej uniwersalne. Mnie od razu wyszło, że generalnie potrzeby (czyli to co obowiązkowe do płacenia i kupienia) pochłaniają również część teoretycznie zachciankową przez co nie bardzo chciało mi się wypełniać dalsze ekrany z bardziej szczegółowymi podziałami.

No więc do ideału mi daleko, ale czy to jednak oznacza, że albo wydaję albo oszczędzam bo na obie opcje sakiewka za mała?

niedziela, 17 stycznia 2010

Moje finanse - pierwszy kwartał

Dziś wypada koniec pierwszego kwartału prowadzenia bloga i życia w trzeźwości finansowej. Pomyślałem sobie, że naskrobię kilka słów jakie zmiany udało mi się wprowadzić nie tylko w portfelu, ale przede wszystkim w głowie. To nie jest podsumowanie z dokładnymi bilansami co do złotówki. Nie będę też powtarzał się z wyliczaniem celów zarówno tych comiesięcznych jak i tych długoterminowych. Możecie je znaleźć w podsumowaniach każdego miesiąca więc nie miało by to sensu. To po prostu opis tego jak obecnie podchodzę do swoich pieniędzy.

Obciążenia

Zacznę od tego co nieprzyjemne czyli od długów. Nadal są trzy, widać je na paskach z prawej strony bloga, żadnego nie udało się pozbyć. Ale to nie znaczy, że jest źle. Śmiem wręcz twierdzić, że sytuacja na tym froncie rozwija się w bardzo dobrym kierunku.

sobota, 19 grudnia 2009

Pierwsza pożyczka z funduszu awaryjnego

Pojechałem dziś zmienić opony na zimowe. Wiem, że powinienem to zrobić zanim przyszedł mróz i napadało śniegu, ale jeszcze w tamten weekend pogoda była powiedzmy, że w trendzie bocznym i stwierdziłem, że zmienię opony jak się wyklaruje jakiś konkretny kierunek. No to się wyklarowało na -13 stopni i zauważalną warstwę śnieżynek. Cudownie...

Wymiana opon była w budżecie więc jej koszt to żadne zaskoczenie. Niestety okazało się, że dzięki krakowskim dziurawym ulicom obie prawe felgi są kształtu nie do końca kolistego. Jak to określił pan w warsztacie: "uuuu, kwadrat!". Udało się je jednak wyważyć na tyle, że będę mógł jechać na zakupy i gdzieś po mieście, ale na poniedziałek jestem umówiony na prostowanie felg. Ta przyjemność będzie mnie kosztowała 160 PLN. Może i gdzieś indziej było by taniej, ale do tego warsztatu mam zaufanie.

Zanim zacząłem oszczędzać, pieniądze rozchodziły się w pierwszym tygodniu miesiąca. Oczywiście nie wiadomo na co bo nic konkretnego w domu nigdy nie przybywało, po prostu gdzieś sobie wyciekały. Taką nieprzewidzianą "awarię" musiałbym pokryć z karty kredytowej albo z tego co spłaciłem na kredycie odnawialnym. Generalnie dołek by się pogłębił, a psyche siadła. Tym razem jednak nie zestresowałem się słysząc o konieczności wydania pieniędzy na coś nieprzewidzianego, w końcu od tego jest właśnie fundusz awaryjny! Grudniowy budżet kompletnie nie ucierpi przez prostowanie felg ponieważ to nie z niego zostanie wzięta potrzebna kwota. Karta pozostanie nietknięta, kredyt nie powiększony, a komfort psychiczny i motywacja do oszczędzania wzrasta.

W końcu udało mi się być przygotowanym!

niedziela, 6 grudnia 2009

Mikołajki dłużnika

Właściwie nie zamierzałem nic sobie kupować. W końcu dzięki kredytom mam zapewniony wystarczający drenaż portfela, nie muszę się zbytnio o to starać samodzielnie. Dziś rano jednak stwierdziłem, że mogę sobie zrobić prezent, który pomimo, że odejmie kilka złotych z grudniowego budżetu to jednak nie powiększy moich zadłużeń, a wręcz zadziała wprost przeciwnie.

Tak więc w ramach moich własnych, skromnych mikołajków przelałem 8 PLN z groszami na rachunek karty kredytowej w mBanku wyrównując jej saldo do kwoty 2100 PLN. Na rachunek funduszu awaryjnego przelałem 15 PLN z groszami tak aby było równe 1400 PLN. Chyba najlepiej wydane na prezenty pieniądze w całym moim życiu.

A co Wam przyniósł święty Mikołaj? :)

sobota, 31 października 2009

Październik 2009 - podsumowanie i dalsze plany

Jest ostatni dzień października, wypłata już wpłynęła na konto, czas więc zrobić bilans osiągnięć.

Fundusz awaryjny

Parę dni wcześniej pisałem, że nie uda mi się odłożyć 500 PLN na konto FA (szczegóły tutaj). Jednak mój pracodawca zaskoczył mnie przyjemnie pokaźną premią tak więc nie dość, że wypełniłem założenie na październik to także listopadową "ratę" wpłaciłem już w całości z pokaźnym bonusem. Obecnie saldo mojego FA wynosi 1380,28 PLN.

Niespodzianki

Jak pisałem wczoraj udało mi się trafnie zainwestować na giełdzie (szczegóły tutaj). W środę dostanę 135 PLN uzyskane ze sprzedaży akcji. Bardzo pozytywna niespodzianka, która uświadomiła mi, że nawet jeśli jeszcze nie mam środków na inwestycje to powinienem zacząć się szkolić w tej materii. Przy okazji, dziękuję Markowi za wsparcie i porady :)

niedziela, 25 października 2009

Tydzień oszczędzania, tydzień do wypłaty - refleksje

Tydzień minął od kiedy zacząłem pisać tego bloga i powiedzmy że będę tę datę uznawał za oficjalny początek świadomego oszczędzania i kontroli wydatków. Tych parę dni to pikuś wobec czasu pozostałego do spłacenia wszystkich zadłużeń, ale wystarczająco abym mógł doświadczyć pierwszych wpadek i wyciągnąć z nich mam nadzieję naukę na przyszłość.

Tak więc, oficjalnie oszczędzam od 17 października. Wtedy to spisałem swoje cele, sporządziłem listę wydatków, opracowałem sobie arkusz kalkulacyjny, itp. Wszystko wyglądało całkiem składnie, dawało i możliwość utrzymania dotychczasowego poziomu życia jak i perspektywę zbudowania funduszu awaryjnego. Jednak kilku rzeczy nie dopatrzyłem planując budżet na resztę miesiąca:

wtorek, 20 października 2009

I schodzimy na peryskopową...

Pojawiła się konieczność pewnego wydatku, którego spodziewałem się dopiero w przyszłym miesiącu. Oczywiście wpłynie to na moje dzienne limity, które będą teraz oscylowały w okolicach 10 PLN na dzień. W sumie się cieszę bo to będzie pierwszy poważniejszy test mojego systemu i siły woli. Na szczęście do końca miesiąca pozostało tylko 11 dni, a 10 PLN to w dalszym ciągu wystarczająco na paczkę fajek :)

niedziela, 18 października 2009

Pierwsze kroki

Różne są sposoby radzenia sobie z kredytami. Można je znaleźć na blogach, portalach, w gazetach. Mają mniej lub więcej punktów, jedne pasują do polskiej rzeczywistości inne są możliwe do zastosowania na przykład tylko w USA ze względu na wykorzystanie specyficznych dla danego kraju przepisów prawa. Zresztą sposób nie jest ważny o ile prowadzi do pozbycia się kredytu. No i sam sposób nie wystarczy, trzeba go zastosować, zacząć działać, przestać tylko czytać.

A zatem, oto jak ja rozpocząłem swoje zmagania.

Stałe zobowiązania

Tak nazwałem listę wydatków, z których nie mogę zrezygnować. Zawiera wszystko to co muszę płacić każdego miesiąca czyli: czynsz, raty (każdy kredyt oddzielnie), karta MPK, abonament za internet, itp. Odejmując sumę tych wydatków od mojego dochodu od razu widzę jaką kwotę mam do dyspozycji na cały miesiąc. Z niej muszę wydzielić część na oszczędności, a resztę na tak zwane "życie".