niedziela, 17 stycznia 2010

Moje finanse - pierwszy kwartał

Dziś wypada koniec pierwszego kwartału prowadzenia bloga i życia w trzeźwości finansowej. Pomyślałem sobie, że naskrobię kilka słów jakie zmiany udało mi się wprowadzić nie tylko w portfelu, ale przede wszystkim w głowie. To nie jest podsumowanie z dokładnymi bilansami co do złotówki. Nie będę też powtarzał się z wyliczaniem celów zarówno tych comiesięcznych jak i tych długoterminowych. Możecie je znaleźć w podsumowaniach każdego miesiąca więc nie miało by to sensu. To po prostu opis tego jak obecnie podchodzę do swoich pieniędzy.

Obciążenia

Zacznę od tego co nieprzyjemne czyli od długów. Nadal są trzy, widać je na paskach z prawej strony bloga, żadnego nie udało się pozbyć. Ale to nie znaczy, że jest źle. Śmiem wręcz twierdzić, że sytuacja na tym froncie rozwija się w bardzo dobrym kierunku.



Kredyt odnawialny w Polbanku to największe obciążenie. Jako, że póki co nie mogę sobie pozwolić na znacząco większe raty niż minimalna to 75% tego co wpłacę pożerają odsetki. Do czasu aż nie uwolnię kasy, którą przeznaczam na spłatę kart kredytowych sytuacja niewiele się polepszy. Co nie oznacza jednak, że nic się nie da na to poradzić. Ciągle mam w planie doprowadzić do skutku przeniesienie tego kredytu do mBanku co nie tylko zmniejszy odsetki, ale także umożliwi mi lepszą kontrolę nad saldem kredytu. Obecnie jest tak, że wpłacam Polbankowi ratę, oni obliczają odsetki od salda i tyle. W mBanku kredyt odnawialny jest powiązany z eKontem, na które wpływa mi wypłata więc w dniu rozliczania odsetek nie będzie tam tylko raty, ale także cała reszta moich pieniędzy (pomniejszona oczywiście o już wydane na rachunki itp). W tym upatruję największą szansę na jak najszybsze spłacenie tego kredytu.

Karta kredytowa w mBanku zostanie spłacona z najbliższych dwóch wypłat. W Polbanku miałem non stop prawie maksymalne zadłużenie przez około półtorej roku. Teraz co miesiąc zielony pasek zajmuje coraz większą część wykresu. Mam mniejsze odsetki, to prawda, ale przede wszystkim mam zupełnie inne nastawienie i wiedzę na temat tego jak i kiedy używać karty kredytowej. Wcześniej zupełnie mnie to nie obchodziło, dług po prostu był, a ja płaciłem odsetki potulnie jak cielę.

Druga karta kredytowa to tak właściwie zakup ratalny laptopa. Oprocentowanie wynosi 1,2%, każdą ratę płacę z około 20 PLN bonusu więc zadłużenie spokojnie sobie maleje. Pewnie że lepiej by było to spłacić o wiele większymi kilkoma ratami i mieć spokój, ale w porównaniu do odsetek kredytu odnawialnego to jest pikuś.

Wszystkie trzy zadłużenia mam pod kontrolą. Nie zadowalam się otwieraniem kolejnych kopert z wyciągami i mechanicznym płaceniem rat minimalnych. Cały czas szukam sposobów aby albo przeznaczać na spłaty coraz więcej pieniędzy albo minimalizować obciążenie odsetkowe albo obie rzeczy naraz. I to jest podstawowa różnica pomiędzy dniem dzisiejszym, a tym sprzed trzech miesięcy.

Oszczędności

Po pierwsze: w końcu jakieś mam. To, że niewielkie jest kwestią drugorzędną. Najważniejsze, że teraz istnieje w moim umyśle świadomość, że przecież to niemożliwe żeby tyle kasy wydawać na jakieś pierdoły. Pewnie, że człowiek musi czasem się zabawić, wypić wino, iść na kolację do restauracji, kupić sobie coś nowego. Ale nie trzeba na to przeznaczać 100% tego co nam zostaje po zapłaceniu rachunków. Z uwagi na zadłużenia i kilka innych wydatków typu czynsz, zakupy, itp. nie mogę sobie pozwolić na rygorystyczne przestrzeganie reguły "10% zarobków na oszczędności". Ale to nie znaczy, że nie mogę odłożyć 100 lub 200 PLN. I staram się z tego wywiązywać. Na razie poprzestałem na 1000 PLN jako fundusz awaryjny, po spłaceniu karty kredytowej zacznę dorzucać tam kolejne kwoty.

Automatyzacja

Posiadanie rachunku w mBanku bardzo ułatwiło mi opanowanie swoich finansów. Darmowe przelewy chociaż nie są jakimś ewenementem na rynku usług bankowych są o niebo lepiej zorganizowane w porównaniu do systemu polbankowego. Obecnie mam ustawione wszystkie przelewy stałych zobowiązań typu rata kredytu odnawialnego, czynsz, abonament za internet. Dodatkowo ustawiłem sobie już z datą kwietniową przelewy na fundusz awaryjny i na poczet opłaty za ubezpieczenie samochodu, które będę musiał wykupić w czerwcu. Tak więc to wszystko nie wymaga już mojego nadzoru, out of sight out of mind. Zamiast martwić się, że przegapię termin jakiejś płatności mogę się skupić na szukaniu tańszych alternatyw.

Ogólna organizacja portfela

Podstawowym problemem w przeszłości jeśli chodzi o kontrolę wydatków było to, że zupełnie nie zwracałem na to uwagi. Jak kończyły się środki na koncie to sięgałem po kartę kredytową. Teraz wiem, że gdybym stawiał sobie ograniczenia w takim łatwym dostępie do pieniędzy to być może nie kończyłbym każdego miesiąca na sporym minusie.

Obecnie na eKoncie, po wykonaniu wszystkich stałych płatności, zostawiam sobie 100 PLN. Cała reszta trafia na osobny rachunek eMax. Karty do eMaxa nie mam więc się do tej kasy nie dobiorę bez konieczności przelania jej na eKonto. 100 PLN z powodzeniem wystarcza na codzienne wydatki typu cola czy papierosy więc po co mi więcej. Wieczorem zawsze sobie uzupełniam stan eKonta do tej stówki jeśli coś wydałem.

Dodatkowo fundusz awaryjny przeniosłem z eMax Plus na zwykłego eMaxa. Oprocentowanie niby tylko 1%, ale za to mogę sobie wykonać dowolną ilość przelewów w razie konieczności, w przeciwieństwie do 5 PLN za każdy przelew z eMax Plus poza pierwszym w miesiącu. Więc jeśli wypadną mi dwie "awarie" po 200 PLN to stracę na pewno więcej niż bym zyskał przy tym saldzie z odsetek. Najważniejszy jest szybki i wygodny dostęp to tej kasy, a nie zyski.

Na innym eMaxie trzymam równowartość wydatków na papierosy. Za każdym razem kiedy kupię paczkę fajek przy najbliższej okazji przelewam sobie 9,20 PLN na osobny rachunek. Taka forma opodatkowania swojego nałogu, a poza tym jeśli widzę mniejszą sumę do wydania to mniej mnie kusi żeby znaleźć wymówkę i na coś ją wydać.

Teraz pytanie po cholerę takie kombinowanie? No cóż, jakbym nie miał problemów z panowaniem nad odruchami wydawania pieniędzy to nie było by tego bloga. Zdaję sobie sprawę, że jeśli nie będę chował przed samym sobą pieniędzy to ciągle grozi mi niebezpieczeństwo powrotu do starych nawyków zamiast umacniania nowych. Dla jednych są dobre koperty, dla innych skarbonki, a ja sobie radzę za pomocą kilku rachunków w ramach jednego konta bankowego.

Posumowanie

Na pewno jest lepiej niż było, ale droga do wyzwolenia się od kredytów jeszcze dość długa. Pierwszym znaczącym sukcesem będzie spłacenie karty kredytowej mBanku w najbliższej przyszłości. Nie dość, że uwolni mi to pieniądze na inne cele to zmniejszy psychiczne obciążenie świadomości. Później będę chciał się skupić przede wszystkim na zbiciu kredytu odnawialnego niezależnie od tego czy będzie to nadal Polbank czy już mBank. Przy okazji dorzucanie środków na fundusz awaryjny. Inwestycje sobie zupełnie póki co odpuszczam, nie czas na to.

Psychicznie muszę w dalszym ciągu pracować nad sobą i swoimi nawykami. Nie da rady wziąć sobie plan działania opisany przez Ramseya czy Bacha i na ślepo wierzyć, że to zadziała. Trzeba włożyć sporo czasu i wysiłku w planowanie i realizowanie celów, które są nam bliskie i potrzebne, a nie podane ogólnikowo dla szerokiej publiczności. Jednym pomaga śniegowa kula, innym budżetowanie co do grosza. Każdy z nas jest zupełnie innym zbiorem problemów i sposobów radzenia sobie z nimi więc bez skrojenia planu na własną miarę się nie obejdzie. Mam nadzieję, że w miarę upływu czasu moje działania będą coraz bardziej racjonalne i coraz mniej narażone na ryzyko powrotu do kredytowego piekiełka.

4 komentarze:

Łukasz pisze...

Kto mówi, że działania mają być racjonalne? One mają być skuteczne :)

grapkulec pisze...

racjonalne w znaczeniu, że pozbawione głupoty z czasów szastania pieniędzmi i radosnego zadłużania się. ale jeśli odkryję, że gwizdanie hymnu rosyjskiego działa pozytywnie na moje finanse to, na bogów eternii, będę to robił :)

ynwestor pisze...

Kokodżambo i do przodu! Oby tak dalej.

A tak poza tematem. Widzę, że w polecanych masz porządnego bloga. Chodzi mi o Drowning in $166,356.75 in debt (http://165kindebt.blogspot.com/). Ten to dopiero jest zadłużony! Czytam wasze blogi regularnie.

matipl pisze...

Gratuluję samozaparcia i ciągłego dążenia do sukcesu! Życzę jak najwięcej zielonego ;)

Ja problemu z takimi obciążeniami na karku nie mam, ale z brakiem wyrobionych odruchów oszczędzania nad którymi ciągle pracuję.

Prześlij komentarz