sobota, 16 stycznia 2010

Kiyosaki na żywo jest całkiem zabawny

Obejrzałem dziś nagranie jednego z wykładów Roberta Kiyosaki. Nosi ono tytuł "60 Minutes to Getting Rich" i jest jakby uzupełnieniem tego co zawarł w książkach z serii "Biedny ojciec, bogaty ojciec". Przyznaję się szczerze i bez bicia, że żadnej z jego książek nie przeczytałem od deski do deski więc całkiem możliwe, że to co opowiada słuchaczom i widzom jest w nich zawarte tylko umknęło mi gdy przerzucałem strony znudzony ciągłymi powtórzeniami tych samych haseł. Niemniej jednak wrażenia po godzinie oglądania i słuchania mam o wiele bardziej pozytywne niż po 10 minutach czytania. Idealne streszczenie bez przynudzania chociaż i tym razem Kiyosaki nie zdradza szczegółów swej drogi do milionów i bogactwa. Tak więc ten wpis jest relacją z tego co usłyszałem podczas tego godzinnego wykładu jednak nie będę tu przytaczał każdego słowa, a raczej przekazywaną ideę.
Jak już zasygnalizowałem w tytule notki, przemawiający Kiyosaki jest o zabawniejszy niż w swoich książkach. Żartuje, zmienia głosy, przedrzeźnia i... popełnia zabawne pomyłki. Konkretnie to kilka razy zdarzyło mu się pomylić ojców w kontekście który co powiedział. Zaraz po wejściu do sali podziękował przybyłym i powiedział, że za każdym razem gdy ma przemawiać boi się, że nikt nie przyjdzie, a jego ego by tego nie zniosło. Wspominając o kartach kredytowych stwierdził, że on się ich nie pozbędzie bo je uwielbia gdyż czynią go szczęśliwym. A propos oszczędzania powiedział, że nie może jeździć tanim samochodem bo źle by w nim wyglądał. A w ogóle to został bogaty bo bycie biednym psuło mu urodę :)

Pieniądze to pojęcie, sposób myślenia

Wszystko sprowadza się do stanu umysłu; albo myślimy jak biedacy albo jak bogacze, nie ma złotego środka. Jako że większość ludzi wywodzi się z rodzin gdzie brak pieniędzy jest problemem, większość ludzi musi zmagać się z zakodowanym, przekazywanym z pokolenia na pokolenie schematem myślenia ludzi biednych. Dopiero zmieniając sposób myślenia o pieniądzach na taki jak u bogatej mniejszości możemy osiągnąć etap nazywany bogactwem. Dlatego zamiast mówić "nie stać mnie na to" należy pytać "co zrobić by mnie było na to stać?", zamiast "nie mogę tego zrobić" zapytać "jak mogę to zrobić?". Negatywne spojrzenie na problem usypia umysł, pytanie o możliwości rozwiązania sprawiają, że nasz umysł pracuje i otwiera się na nowe drogi do celu. Pensja, podwyżka, oszczędne życie lub wręcz odmawianie sobie wszystkiego co przyjemne i nie konieczne do egzystencji jest myśleniem biedaków. Człowiek myślący kategoriami ludzi bogatych nie mogąc sobie na coś pozwolić finansowo szuka sposobów aby jednak to osiągnąć.

Więcej pieniędzy nie czyni cię bogatym

Brzmi paradoksalnie, ale tylko właśnie dla ludzi biednych. Kiyosaki wspomina, że jego prawdziwy, biedny ojciec zarabiał o wiele więcej od ojca bogatego jeśli chodzi o wypłatę. Jednak zamiast sprawiać by pieniądze pracowały na niego, ciągle dokładał sobie problemów wymagających jeszcze więcej pieniędzy. Każda kolejna podwyżka zamiast stać się wybawieniem stawała się przyczyną problemów, a ojciec zamiast się bogacić musiał pracować dla pieniędzy. I to jest największa i najważniejsza różnica pomiędzy człowiekiem biednym a bogatym. Pierwszy pracuje dla pieniędzy, na drugiego pracują jego pieniądze. Ale żadna podwyżka, wygrana na loterii czy miliony w spadku po cioci nie uczynią cię bogatym jeśli będziesz myślał jak biedak i jak biedak obchodził się z pieniędzmi. Jednak inwestując pieniądze i rozsądnie nimi zarządzając można szybko sprawić, że będą one utrzymywały cię w komforcie i dostatku niezależnie czy pracujesz czy nie.

Twój dom nie jest aktywem

Jeśli twój piękny i okazały dom, którym się chwalisz przed znajomymi został kupiony na kredyt to w żadnym wypadku nie jest on aktywem. A raczej jest aktywem, ale nie dla ciebie tylko dla banku, który udzielił ci tego kredytu. To co jest aktywem? Wszystko co przynosi zysk lub zyskuje na wartości. A więc nie samochód, nie złoty zegarek, nie torebka z krokodyla. Te rzeczy albo wyciągają pieniądze z portfela albo tracą na wartości czasem już w momencie ich zakupu. Natomiast nieruchomości, akcje, obligacje, oszczędności na korzystnym procencie, a także firmy są aktywami. Przy dostatecznej kumulacji tych środków zaczynają wypracowywać zysk i przynosić nam dochód uwalniając od konieczności pracy na etacie dla kogoś innego. Oczywiście wszystko zależy jak sprawnie zarządzamy swoimi aktywami. Tak więc ludzie mówiąc o swoim domu zakupionym przy pomocy kredytu i nazywając go aktywem nie rozumieją znaczenia tego słowa. Jak to określił Kiyosaki "nie odróżniają aktywa od dziury w ziemi".

Kwadrant przypływu pieniędzy

Oczywiście wszyscy, którzy kiedykolwiek czytali coś Kiyosakiego wiedzą co to takiego ów kwadrant. Jest to podział ludzi na cztery kategorie: pracowników na etacie, specjalistów (small business), właścicieli dużych biznesów i inwestorów.

Biedny ojciec promował ideę etatu i w tym kierunku upatrywał przyszłości Roberta. Kiedy jednak Robert upierał się, że chce być bogaty, matka, która była pielęgniarką powiedziała "nie słuchaj ojca, zostań lekarzem, oni dużo zarabiają". Czyli chciała aby się stał specjalistą. Świetnie wykształconym, bardzo mądrym i dobrze ustawionym specjalistą. Ale bogaty ojciec stwierdził, że Robert nie jest ani mądry ani nie nadaje się na pracownika bo nie potrafi usiedzieć spokojnie i słuchać poleceń dlatego świetnie nadaje się do dużego biznesu. Bo bogaci ludzie wcale nie muszą być mądrzy, ważne aby umieli się otaczać mądrymi ludźmi. Dlatego gdy "duży" biznesmen przestanie się zajmować firmą ona dalej zarabia i czyni go jeszcze bogatszym. Bo zarządzają nią właściwie dobrani, mądrzy ludzie. Natomiast lekarz nie może pozostawić swojej małej kliniki czy gabinetu bez nadzoru gdyż to on jest właśnie tym mądrym trybikiem napędzającym zyski z interesu i trzymającym go w ryzach.

Inwestorzy tu zupełnie inna bajka, inny sposób myślenia. Dla inwestora jest ważny zwrot z inwestycji, jak szybko odzyska swoje pieniądze, ile na tym zarobi. To nie jest dbanie o stabilność zatrudnienia jak u pracowników etatowych, to nie jest przeliczanie swojej pracy według stawki godzinowej jak to czynią prawnicy lub księgowi (z kwadrantu specjalistów). Nie jest to też szukanie właściwej kadry i właściwego systemu które umożliwią firmie rozwój (tak czynią poważni ludzie biznesu). Jest to inwestowanie pieniędzy w oczekiwaniu na zysk i to zysk liczony w sporych procentach uzyskiwany w relatywnie krótkim czasie. To nie jest odkładanie na 401k (nasze OFE czy IKE), takie lokowanie to jest forma oszczędzania a nie inwestycji, to jest sposób myślenia ludzi biednych a nie bogatych. Inwestowanie oznacza wynajdowanie okazji dla wprawienia pieniędzy w ruch i generowania w ten sposób jeszcze większych pieniędzy. Nie ważne czy rynek idzie w górę czy w dół, poważni inwestorzy zarabiają w obu przypadkach. Tak wygląda świat inwestora, najbardziej zaawansowanego stopnia w wędrówce po kwadrantach.

Inna różnica pomiędzy pracownikiem etatowym, specjalistą, biznesmenem i inwestorem polega na tym, że zarobki pierwszych dwóch są ograniczone. Pensja wynosi tyle a tyle, podwyżki są wtedy i wtedy o tyle a tyle procent. Stawka godzinowa za specjalistyczną usługę musi być konkurencyjna, a w dodatku doba nie jest z gumy więc więcej niż 24 godziny dziennie nie da się pracować. Natomiast duży biznes i inwestycje nie mają takich ograniczeń. Wszystkie oddziały firmy pracują równocześnie cały czas i pomnażają zyski. Tak samo dobre inwestycje, przynoszą zysk cały czas. Każdy kolejny biznes, każda kolejna inwestycja dokłada się do już istniejących. Ludzie poważnego biznesu i poważni inwestorzy sami sobie ograniczają poziom bogactwa, nikt inny nie może im powiedzieć, że już wystarczy. Ale wszystko znowu zależy od tego jak się myśli o pieniądzach i co się z nimi robi.

Trzecią różnicą jest to, że zarówno etatowy pracownik jak i specjalista oczekują natychmiastowej gratyfikacji podczas gdy druga para - "duży" biznesmen i inwestor - mogą na zysk poczekać nawet kilka lat. Oni nie żyją od wypłaty do wypłaty, nie muszą pracować by mieć pieniądze tak więc stać ich na spokojne oczekiwanie na zyski.

Prawa są tworzone przez bogaczy dla bogaczy

Inwestowanie przez ludzi z lewej strony kwadrantu (pracowników i specjalistów) jest utrudnione ponieważ ich zarobki najpierw są opodatkowane a dopiero później trafiają do ich kieszeni. Firmy płacą podatek na końcu więc wszystko co zarobią może najpierw być zainwestowane. Poza tym jednostka nie może sobie pozwolić na takie inwestycje, które są w zasięgu firm. Według tego co powiedział, Kiyosaki został inwestorem po to by budować i posiadać firmy, z których zyski mógłby inwestować. Im więcej inwestuje tym więcej może przeznaczyć na biznes, z którego zyski znowu inwestuje. Ale nie inwestuje jak on sam tylko jako właśnie te firmy. Takie finansowe perpetuum mobile. Zresztą nie od dziś wiadomo, że "pieniądz robi pieniądz" i to jest dokładnie to co robią ludzie myślący jak bogacze. Podczas gdy my się cieszymy z paru złotych podwyżki (z których i tak państwo zabierze nam sporą część) i będziemy sobie mogli w końcu pozwolić na te wymarzone wczasy na Majorce albo nową lodówkę, ludzie bogaci zysk z inwestycji przekuwają na kolejny biznes, który przynosi im środki na kolejne inwestycje. Podczas gdy my mamy w końcu zimne piwo w lodówce, oni mają browar, a zyskiem z niego wykupują pakiet kontrolny producenta lodówek, co z kolei umożliwi im wybudowanie hotelu w tropikach. I tak to się kręci.

Dług vs kapitał

Ta część wykładu jest poświęcona temu jak szybko uwolnić się od przymusu pracy, popularne "retire early and rich". Według tego co mówi Kiyosaki problem polega na tym, że większość ludzi musi pracować do późnej starości ponieważ swoją wolność finansową upatrują w gromadzonym kapitale. On natomiast wcześnie mógł przestać pracować gdyż się zadłużał. "Prawdę mówiąc, obecnie jestem zadłużony aż po same oczy" - powiedział. Biedni ludzie jak najszybciej pozbywają się długów i unikają ich jak ognia gromadząc oszczędności mające zapewnić im dostatek na starość. Bogaci zaciągają długi aby mieć środki na inwestycje. Tu Kiyosaki sobie zapytał widownię ile im zajmie zebranie miliona dolarów. "Przynajmniej kilka lat, prawda?" zażartował. A ile zajmie pożyczenie tej sumy z banku? Przy dobrym zarządzaniu finansami, które bank może sprawdzić i zweryfikować, potrzeba na to ok 10 minut. Dlatego bogaci ludzie dostają duże kredyty, dlatego Donald Trump mógł być zadłużony na miliardy i dalej spokojnie działać. Bo nie jest ważna ilość kredytów tylko co z nią możesz zrobić. Cytując Roberta: "Zadzwoniłem do mojego bankiera i powiedziałem, że potrzebuję 2,4 miliona a on powiedział żebym przyszedł się podpisać. Tylko tyle, podpis. Dlatego, że bank wie, że mogę to powiększyć do 10 milionów. Przeciętna osoba pojechała by za to na wakacje, ale ja to pomnożę kilkakrotnie". Poza tym bankier Kiyosakiego doskonale wie, że kwota kredytu jest spokojnie do odzyskania z jego majątku. Kiyosaki posiada wystarczająco dużo aktywów, które bank mógłby w ostateczności zająć i zlicytować aby odzyskać pożyczone pieniądze. A od strony takiego dłużnika wygląda to tak, że nie musi inwestować własnych pieniędzy. Bogaci ludzie nie dość, że dostają kredyty bez problemów to jeszcze dostają zazwyczaj bardzo preferencyjne oprocentowanie tych pożyczek więc jeśli bank da ci parę milionów na jakieś małe procenty a ty umiesz z tego uzyskać kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt procent zysku to po co ruszać swoją kasę?

Były sobie świnki trzy...

Różnica miedzy biednym a bogatym ojcem polegała, jak już wiemy, na sposobie patrzenia na pieniądze. Biedny upatrywał wybawienia w coraz to większych zarobkach, bogaty twierdził, że nie ważne jest ile się zarabia tylko ile z tego się zatrzymuje dla siebie zamiast wydać. Kiyosaki twierdzi, że minimum to 30%. Tyle przynajmniej powinno nam pozostać w kieszeni zamiast uciec jako płatności rachunków i zakupy. Oczywiście każdy normalnie myślący (a może właśnie myślący jak biedak?) człowiek popuka się teraz w głowę. Jakim cudem przy takiej pensji i tylu wydatkach odłożyć 30%? A dom, a dzieci, a życie? No właśnie, jak?

Sprawa jest w sumie banalnie prosta. Pomimo, że te 30% to minimum to jednak możemy zacząć od dużo mniejszych kwot. I tu pojawiają się świnki skarbonki. Jedna jest na oszczędności, druga na inwestycje, a trzecia - i tu wzdycham z rezygnacją - na dobroczynność. Już kilka razy wspominałem, że nie rozumiem tego etapu na drodze do bogactwa. Ale być może to biedak okupujący mój umysł nie może tego zrozumieć? Ok, pomijając moje prywatne zdanie na ten temat, dobroczynność jest przeznaczeniem dla środków z trzeciej świnki. Kiyosaki proponuje żeby słuchacze zobowiązali się do wrzucania codziennie po dolarze do każdej skarbonki. Jeśli czują, że stać ich na więcej niech wrzucają po 10 dolarów. Jeśli będzie ich stać niech powiększą to do 100, a potem nawet do tysiąca dolarów. Codziennie, do każdej ze świnek. Do końca życia. Na koniec zażartował, że prawdziwy twardziel wrzuca po 10 tysięcy dolarów :)

Pierwsza świnka to oszczędności czyli początkowo jak sądzę mały fundusz bezpieczeństwa, potem coraz większy obejmujący już równowartość wielomiesięcznych wydatków lub zabezpieczenie dla okresów bez stałych dochodów. To nie musi przynosić zysków, wystarczy, że w miarę utrzyma swoją wartość. W naszych realiach to może być jednodniowa lokata przewyższająca inflację lub nawet normalne konto oszczędnościowe. To, że z czasem przyrastający procent może wymusić zapłacenie podatku jest sprawą drugorzędną. Nie zysk jest celem tej skarbonki tylko bezpieczeństwo.

Druga świnka do pieniądze na inwestycje. Można się za ich pomocą uczyć inwestowania, można też je stracić. To nie od nich zależy twoja egzystencja, nie służą jako twoje zabezpieczenie tylko jako środek do budowania bogactwa. Zawsze możesz je uzbierać jeszcze raz, a nauczony poprzednim błędem nie popełnisz go drugi raz.

Pominę trzecią świnkę, jeśli ktoś czuje potrzebę dobroczynności to właśnie ta świnka ją sfinansuje.

Problem z ludźmi biednymi polega na tym, że nawet jeśli zaczną wrzucać pieniądze do skarbonek to zawsze znajdą powód aby dobrać się do tych pieniędzy niezgodnie z ich przeznaczeniem. Zawsze się coś znajdzie co usprawiedliwi wydanie tych pieniędzy. I zawsze potem się okaże, że wydatek wcale nie był konieczny albo spokojnie mógł być sfinansowany ze środków spoza skarbonki czyli reszty wypłaty.

Szukanie dobrych inwestycji wg Kiyosakiego

Wszystko zaczyna się od analizy poszczególnych inwestycji. Ile ich analizuje? Mówi, że 100. Ile ich realizuje? Podobno tylko jedną. Z tych stu wybiera 10 najlepszych. Z tych składa oferty tylko na trzy. Z tych trzech inwestycji tylko jedna stanie się udziałem Kiyosakiego. Cała reszta odpada na poszczególnych etapach analizy. Oczywiście głównie mowa o inwestycjach w nieruchomości co jak wiadomo jest specjalnością Kiyosakiego (medialną albo rzeczywistą) chociaż twierdzi, że przy akcjach postępuje dokładnie tak samo. Jako, że tę analizę wykonuje sam to każdy może także samodzielnie ją wykonać. To nic nie kosztuje, a poświęcony na to czas może zostać wynagrodzony dużym zyskiem. Nie należy inwestować w coś czego się nie rozumie, nie należy inwestować bez analizy, nie wolno inwestować bez rozeznania w rynku, trendach i zasadach. Jak się tego nauczyć? Poprzez praktykę. Każdy błąd jest nauką czego nie robić, każdy sukces jest wskazówką co robić.

Podsumowanie

Pomimo tego, że większość z tego co usłyszałem i zobaczyłem (Kiyosaki cały czas coś rysował i pisał na whiteboardzie) jest mi już znana z książek i lektury zasobów w sieci nie czułem znudzenia. Kiyosaki nie powtarzał się tak jak to czyni w książkach, opowiadał dynamicznie, ciekawie i zabawnie. Można się spierać co do jego rozeznania na rynkach albo podejrzewać, że jest bogaty bo ludzie kupili jego książki z mglistymi przepisami na bycie bogatym a nie dlatego że faktycznie robi to czego uczy. Na pewno jest świetnym mówcą i na pewno wie jak zmotywować ludzi. A czy to jest tylko motywacja do zapłacenia za bilet na jego prelekcję czy też faktycznie można po takim wykładzie zostać bogatym? No cóż, jeśli zostanę bogaty to ostatecznie mogę mówić, że to dzięki Kiyosakiemu. A jeśli nie? To pewnie dlatego, że mam biedne geny, biedny umysł, biedne myśli i nic nie zrozumiałem z wykładu.

PS. Ależ mi wyszedł długaśny wpis, ciekawe czy ktoś dotrze do końca :)

6 komentarzy:

Robert pisze...

Dobrnąłem do końca wpisu:)

Szczerze mówiąc to przeczytałem trzy pierwsze jego książki ale na ten wykład nie trafiłem. Muszę jutro znaleźć trochę czasu i obejrzeć.

Co od książek to faktycznie, zdarza mu się powtarzać, jednak myślę, że jet to celowo tak napisane żeby osoba po przeczytaniu książki zapamiętała te najważniejsze wskazówki, które widziała kilka razy.

W sumie to ja chyba też moje ewentualne przyszłe bogactwo będę zawdzięczał Kyiosakiemy, bo jak piszesz w artykule, jest on świetnym mówcą i potrafi zmotywować.

grapkulec pisze...

heh, on mówił przez godzinę, a ja pisałem to przez cztery, nawet tutaj bogaty ma łatwiej :)

to nagranie ma dużą przewagę nad książkami ponieważ jest dynamiczne. widzisz jak rysuje te swoje kwadraciki i strzałki, jak bazgrze literki. aż czuć energię i zaangażowanie jakie w to wkłada. ale koniec końców i tak zostajesz sam ze swoim portfelem i to od ciebie zależy czy wybierzesz drogę bogatego czy biednego ojca.

ynwestor pisze...

Muszę przyznać, że z Twoim wpisem jest jak z książką Kyosakiego. Niby przeczytałem do końca, ale trochę ominąłem. Rzeczywiście długi post Ci wyszedł.

Co do tematu to Robert jest dobrym mówcą. Fachowcy twierdzą, że komunikat tylko w 7 % zależy od słów. Opakował to w taką formę, że ludziom się podoba, choć pewnie większość z nich wcale nie usłyszała niczego nowego.

grapkulec pisze...

no cóż, jak już zacząłem pisać to stwierdziłem, że skracanie nie oddało by w pełni tego co wyniosłem z tego nagrania. na szczęście czyta się to szybciej niż ogląda więc do Tolkiena jeszcze trochę mi brakło :)

kamera czasami pokazywała widownię i widać było, że są podekscytowani tym co słyszą. niektórzy robili notatki, niektórzy tylko kiwali głowami, ale założę się, że jakby krzyknął "say Halleluyah!" na wzór telewizyjnych kaznodziei to odzew byłby natychmiastowy i jednogłośny.

osobiście nigdy bym nie zapłacił za bilet na godzinny wykład, który jest właściwie omówieniem tego co już przeczytałem w książkach, ale jeśli się da posłuchać i pooglądać za darmo to zawsze warto. zwłaszcza jeśli ma się takie ambitne plany rozwoju jak my :)

GO$ pisze...

Wartościowy wpis Polecam !

Domowybank pisze...

Jak to mowia: dobra motywacja nie jest zla (tak samo jak wino) :)
A tak na serio, napisales ze nie bardzo rozumiesz o co chodzi z ta dobroczynnoscia. Na wstepie napisze, ze nie ma chyba sensu powtarzac, sloganow w rodzaju "dobro zawsze poplaca i zawsze kiedys wraca, a dobry Chrzescijanin powinien sie dzielic", jesli w to wierzysz to dobrze (ja wierze), jesli nie to...trudno :)
Chodzi o zmiane sposobu myslenia "jestem na tyle dobry w zarabianiu/oszczedzaniu/inwestowaniu pieniedzy, ze moge sobie pozowolic na odrobine szczodrosci" - to daje kopa, zeby sie w tej dziedzinie doskonalic - szczegolnie jesli dana instytucja dobroczynna podziekuje Ci za datki. Albo jeszcze inaczej "bogatego stac na dobroczynnosc i jest bogaty bo jest m.in. dobry dla ludzi (ludzie go lubia), a biedny mysli, ze go na to niestac i czesto jest dla ludzi niezyczliwy."
Krotko mowiac dobroczynnosc dobrze dziala na psychike.

Prześlij komentarz