środa, 27 października 2010

Nie wchodzę w GPW

Jakoś nie czuję tego IPO. Medialnie jest chyba głośniej niż przy PZU czy Tauronie, ale prasa jakoś częściej wspomina o tym, że inwestorów napędza powodzenie ubezpieczyciela, natomiast wpadkę z elektrykiem rzadziej przywołują ku przestrodze. A może po prostu tak mi się wydaje?

Skojarzenia z Tauronem nasuwają się raczej same. Znowu mamy zbliżające się wybory, znowu jest napędzanie ludzi na stadne zapisywanie się, znowu ulica się gorączkuje. Wczoraj nawet w autobusie słyszałem jak jeden pan do drugiego narzekał, że on się zapisał pierwszego dnia i powinien dostać cały pakiet, a nie żeby mu redukowali bo wszyscy się rzucą na ostatnią chwilę.

wtorek, 26 października 2010

Czy jest tu jakieś (inne) IPO?

Nie, nie zapisałem się jeszcze na GPW. Ciągle się waham jak jakaś Nike i ostateczną decyzję podejmę dopiero jutro. Ale pewnie popędzę radośnie za stadkiem indywidualnych licząc na wspólne grosze zysku albo gromadny bek po stracie :)

Wszyscy piszą o wejściu GPW na GPW, a ja kilka dni temu poczyniłem zapis na akcje firmy Robyg, dewelopera popełniającego mieszkaniowe inwestycje w kilku polskich miastach. Debiut spółki ma się odbyć 2 listopada, a cena została określona na 2 PLN za sztukę więc skromnie i zgodnie z zasadami risk management zapisałem się na akcji 1000 :) Dziś widzę, że na rachunek wróciło mi 1642 PLN z tych 2 tysięcy więc jeśli dobrze liczę to dostanę coś około 180 akcji.

czwartek, 16 września 2010

Kolastyna czyli jak zarobiłem 450 PLN na psychologii tłumu

Zabijecie mnie jak to przeczytacie, ale trudno. Znowu wlazłem na giełdę ze swoim kredytem odnawialnym i tym razem się udało. Tak, wiem: raz się uda, a potem sto razy popłynę. Było, minęło, fishyzm.

Zaczęło się od tego, że PrivFunds napisał o grzankach. Dzień później wszedłem sobie na notowania giełdowe tak w sumie bez konkretnego celu i posortowałem spółki po wolumenie. Okazało się, że drugie lub trzecie miejsce zajmuje Kolastyna i co więcej - w przeciwieństwie do większości spółek "groszowych" - jest na sporym plusie. Odpaliłem sobie notowania w eMaklerze i faktycznie ludzie kupowali to masowo i kurs bujał się od 0,92 do 0,96 PLN z już o tej porze wybitym maksem na 1 PLN. Na jakimś giełdowym forum przylookałem też ekstatyczne wpisy sprzed kilku dni, że to właściciele skupują i że się szykuje coś sporego.

czwartek, 1 lipca 2010

I w pizdu wylądował...

Zgodnie z wczorajszą obietnicą dziś notka na temat IPO Tauronu. Jak wiadomo popłynęli praktycznie wszyscy poza jakimiś odmieńcami, którym udało się sprzedać akcje po cenie o grosz wyższej niż cena zakupu. Zresztą ich zysk pewnie zjadły prowizje no ale pozostawmy im ten komfort bycia wybrańcami wśród gawiedzi.

Najpierw trochę matematyki. Po wszystkich michałkach związanych ze scaleniem akcji i obniżką cen transakcja kupna wykonała się za 4791,42 PLN + 9.58 PLN prowizji co daje w sumie 4801 PLN. Sprzedałem cały pakiet na dogrywce po cenie 5,05 PLN za akcję dostając za to 4716,70 PLN - 18,40 PLN prowizji czyli 4698,30 PLN. Strata wynosi 102,70 PLN.

środa, 23 czerwca 2010

Skleroza i bałagan czyli jak wszedłem w Taurona

W majowym podsumowaniu napisałem, że wysłałem do mBanku pismo z rezygnacją z kredytu odnawialnego. Otóż było to kłamstwo chociaż zupełnie nieświadome. Wyobraźcie sobie bowiem moje zdziwienie gdy w piątek przedwyborczy grzebiąc w plecaku za pendrivem odkryłem na dnie zmiętą kopertę z wypełnionym wnioskiem rezygnacji w środku. Był nawet znaczek i adres, a nawet moje DNA na kleju zamknięcia koperty. Jedynym co tu nie grało była rozbieżność pomiędzy miejscem, w którym koperta się znajdowała (plecak), a tym w którym być powinna (centrala mBanku).

wtorek, 20 kwietnia 2010

Co łączy wychodzenie z długów i inwestycje?

Na pewno nie jest to kierunek przepływu pieniędzy. Kredyt zawsze tylko zasysa środki z naszego portfela nie oferując nic w zamian (pomijam tu finansowanie mieszkania lub rozwoju firmy), a inwestycje przynajmniej dają szansę na zysk. Co prawda niektórzy wpadają w długi przez inwestowanie no ale raczej nie jest to wina giełdy czy innych okazji inwestycyjnych tylko jednak ludzki błąd wynikający z życzeniowego, a nie logicznego myślenia.

Co więc mają wspólnego dłużnik z inwestorem? Obaj nie zajdą daleko bez planu działania.

sobota, 16 stycznia 2010

Kiyosaki na żywo jest całkiem zabawny

Obejrzałem dziś nagranie jednego z wykładów Roberta Kiyosaki. Nosi ono tytuł "60 Minutes to Getting Rich" i jest jakby uzupełnieniem tego co zawarł w książkach z serii "Biedny ojciec, bogaty ojciec". Przyznaję się szczerze i bez bicia, że żadnej z jego książek nie przeczytałem od deski do deski więc całkiem możliwe, że to co opowiada słuchaczom i widzom jest w nich zawarte tylko umknęło mi gdy przerzucałem strony znudzony ciągłymi powtórzeniami tych samych haseł. Niemniej jednak wrażenia po godzinie oglądania i słuchania mam o wiele bardziej pozytywne niż po 10 minutach czytania. Idealne streszczenie bez przynudzania chociaż i tym razem Kiyosaki nie zdradza szczegółów swej drogi do milionów i bogactwa. Tak więc ten wpis jest relacją z tego co usłyszałem podczas tego godzinnego wykładu jednak nie będę tu przytaczał każdego słowa, a raczej przekazywaną ideę.

czwartek, 26 listopada 2009

Fundusze inwestycyjne - pierwszy kontakt

Pamiętam jak na przełomie 2005/2006 roku pojechałem na 8 miesięcy z całym zespołem do Szwecji na kontrakt w Ericssonie. Diety podwajały nasze pensje, ja dzięki temu dostawałem miłe 8 000 PLN na rękę. Moi koledzy wszystko ładowali w fundusze inwestycyjne i codziennie na kawie w pomieszczeniu socjalnym trwała wymiana informacji czyj fundusz o ile skoczył do góry. Ja się nie oszczędzałem, kasa szła w Polsce na zakupy różnych pierdół przez internet, a w Szwecji na pizze, hektolitry coli, piwo, wódkę, bilarda i wypady do jednej z trzech knajp w których można było spotkać ludzi. Bo generalnie Szwedzi piją w domach więc piątkowy wieczór na ich rynku wygląda tak jak nasz poniedziałkowy świt. Szaro, buro i pusto, tylko wiatr przesuwa śmieci w te i we wte.

Potem bańka pękła, szczęśliwi byli ci, którzy wyszli z funduszy zanim stracili 30 i więcej procent kapitału. Mnie bilans wyjazdu wyszedł 10 000 PLN na plusie, ale to się rozeszło bardzo szybko na kij wie co. Zostały mi za to wspomnienia alkoholowych nocek i ciężkich poranków kacowych. A teraz jestem w długach na ponad 30 tys. PLN...

Ten przydługi, wspominkowy wstęp ma służyć temu by zaostrzyć różnicę pomiędzy tamtymi czasami a moim obecnym nastawieniem do finansów. Jak sami widzicie aż dziwne, że mam długu tylko 30 parę tysięcy skoro potrafiłem roztrwonić tyle kasy. Wcześniej już pisałem jak planuję wyjść z tego bagna, teraz kilka słów o nowym dla mnie instrumencie finansowym jakim są fundusze inwestycyjne.

piątek, 30 października 2009

Ślepej kurze akcje

Nie, to nie jest wpis o akcjach PGE :)

Otwierając eKonto w mBanku zażyczyłem sobie uruchomienia konta eMakler. Nie znam się zupełnie na giełdzie, ale stwierdziłem że skoro już jestem w mKiosku i podpisuję papierki to co mi szkodzi. Z ciekawości zajrzałem sobie w tę część interfejsu bankowego, poklikałem trochę i postanowiłem sprawdzić jak to jest być akcjonariuszem. To było jeszcze zanim pojawił mi się w głowie tak szalony pomysł jak oszczędzanie, ale i tak jakiś przytomny głosik szepnął mi żeby nie wyrzucać na tę zabawę więcej niż 100 PLN. Widać jakieś "frugalowe" fluidy mi się już plątały po czaszce :)