wtorek, 10 kwietnia 2012

Teraz to się dopiero zacznie...

Panie i Panowie,

Od 5 kwietnia 2012 roku jedynymi długami jakie mam są długi wdzięczności. Dnia owego po zalogowaniu się do serwisu online GetBanku ujrzałem wspaniały napis "Brak kredytów". W mBanku cały kredyt odnawialny spłacony, karta kredytowa napompowana na maxa. Wszędzie zera albo plusy, nawet w Austrii jeszcze nie wlazłem na debet.

Szczerze mówiąc jeszcze nie bardzo do mnie dotarło co to wszystko znaczy. Prawdopodobnie dopiero po wypłacie odczuję różnicę kiedy to do Polski wyślę tylko 300 euro zamiast 700-800. A jeszcze szef na ostatnim review powiadomił mnie o podwyżce o jakieś 150 euro netto. W sumie to czekam co się teraz spierdoli bo coś za dużo różowego widzę.

Wypadałoby naskrobać jakiś elaborat, podsumowanie, rachunek sumienia i przestrogę dla innych szaleńców walczących z kredytami w dobie powszechnego rozpasania konsumpcyjnego. Wypadałoby, ale mi się nie chce, nie teraz. Zresztą myślę, że lektura bloga od początku do tego wpisu jest sama w sobie dokumentacją mojej drogi, a także zawiera dość wskazówek czego unikać.

Rentier zanim zwariował i rzucił wszystko w diabły :) promował atakowanie paczałek poprzez listy i bullet pointy w celu jak największej konwersji paczaczy w kupowaczy, zatem i ja tak spróbuję. Kolejność nie jest jakoś specjalnie ważna.
  • Miej plan, ale bądź gotowy go zmienić
  • Przygotuj własny plan, wzoruj się na innych, ale nie kopiuj w 100%.
  • Na potęgę posępnego czerepu, NIE INWESTUJ aby wyjść z długów.
  • HAZARD także NIE JEST rozwiązaniem.
  • Albo wychodzisz z kredytów, albo żyjesz jak dotąd - NIE MA trzeciej możliwości.
  • Najpierw spłać kredyty, potem gromadź oszczędności. A najpierw odłóż tysiaka na wszelki wypadek.
  • Możesz oszukiwać innych, że świetnie ci idzie, ale nie oszukuj samego siebie.
  • Nie musisz pisać bloga, po prostu rób swoje.
  • Pisz bloga jeśli ci to pomoże, ale nie daj sobą sterować poprzez komentarze.
  • Najpierw MYŚL potem RÓB.
  • Spłać najpierw małe długi nawet jeśli matematyka twierdzi, że to bezsens. Poczujesz się lepiej.
  • Skonsoliduj duże kredyty w jeden, ale TAŃSZY lub KRÓTSZY (zależy co lepiej pasuje do Twojego portfela)
  • Nie dziaduj. Dbaj o zdrowie i higienę, kup sobie nową kurtkę na zimę jeśli stara jest już dziurawa. Wystarczy, że przestawisz się z metkami na poziom odpowiedni dla Twojej sytuacji finansowej.
Ok, starczy tych mądrości.

Dziękuję wszystkim Czytelnikom i mam nadzieję, że to nie jest ostatni wpis jaki popełnię. Być może będzie nowy blog, być może ten znajdzie jakąś kontynuację, nie mam zielonego pojęcia. Jedyne co wiem to, że teraz dopiero się zacznie najtrudniejsze: nigdy więcej kredytów.

Trzymcie się!

sobota, 3 marca 2012

Luty 2012 - podsumowanie

Przepraszam, przepraszam, zagapiłem się no i ostatni dzień lutego mi jakoś uciekł.

W pracy się zrobił delikatny młynek jednak od kilku dni na tyle duży żebym nawet nie miał czasu sprawdzać maili prywatnych. W domu to już mi się na maile nie chce patrzeć bo w ramach aktualnego projektu nurzam się w nich 10 godzin dziennie i końca nie widać.

Ok dość o mnie, napiszmy coś o kredytach czyli ulubionym temacie tygrysków.

Póki co Allianz spłacam ratami wg harmonogramu czyli po 520 PLN. Na zapleczu akumuluję nieco gotówki i za miesiąc lub dwa przywalę z grubej rury po całości żeby zakończyć tę zabawę na dobre. Po odliczeniu aktualnej raty saldo kredytu będzie wynosić nieco ponad 6500 PLN, pasek postępu zaktualizuję po 5 marca kiedy rata zostanie rozliczona przez bank.

Niestety na horyzoncie czai się trochę problemów życiowych. Szczerze mówiąc do końca nie jestem pewny czy będą one wyczerpujące finansowo natomiast na 99% będzie to rzeźnia mentalna. Nie będę tu wchodził w płaczliwe szczegóły bo nikogo nie interesują drgnięcia mojej psyche, ale jest bardzo możliwe że w nawale wszystkiego znowu zapomnę zablogować o postępach kredytowych.

Żeby jednak nie kończyć notki w trybie eternal sorrow to podzielę się informacją, że wczoraj odebrałem z wiedeńskiego magistratu residence permission i w obliczu prawa mogę sobie siedzieć w Austrii ad nauseam.

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Styczeń 2012 - podsumowanie

Pierwszy miesiąc 2012 powoli się kończy. "Powoli" ponieważ jest 8:17 w poniedziałek rano i zostało od cholery czasu do zmarnowania w robocie. A mógłby człowiek robić tyle innych ciekawych rzeczy: pospać do 11, posmęcić się w szlafroku do południa, posprawdzać wszystkie maile, fora i strony z miniaturek na Speed Dialu, ukraść trochę urobku górnikom w Eve Online...

Nowe wyliczenia rat kredytu w Allianz (jakoś nie przyzwyczaiłem się jeszcze do nowej nazwy GetBank) pojawiły się w systemie 5 stycznia. Pozostało 16 rat po 520 PLN z groszami co jak łatwo policzyć daje 8320 PLN do całkowitego pozbycia się tego zadłużenia.

Najbliższą ratę zapłacę w wymaganej wysokości ponieważ nie mam w Polsce wolnej gotówki aby zrobić nadpłatę, a do 3 stycznia nie zdążę przesłać z Austrii i wymienić euro na złotówki. Za miesiąc powinienem mieć już gotową kasę na małą nadpłatę w okolicach 2000 PLN.

Przyznaję, że czuję narastające pozytywne wibracje widząc takie niewielkie liczby. Ok, 8 patyków to nie są drobniaki, ale biorąc pod uwagę, że 11 miesięcy temu dług wynosił 25 tysięcy PLN progres jest monumentalny.

Pomimo optymistycznego rozwoju sytuacji już teraz widzę, że wcześniejsze plany pozbycia się tego kredytu w kwietniu 2012 raczej się nie zrealizują. Zakładając, że nic złego się nie wydarzy aktualnie ostateczną spłatę widzę w okolicach maja lub nawet czerwca. To i tak będzie rok przed harmonogramem spłat co wydaje mi się niesamowitym osiągnięciem. Nie ma jednak się co napalać, poczekamy i zobaczymy co się uda wykombinować.

Wszystkim Czytelnikom życzę dziś miłego oczekiwania na pojawienie się wypłaty na koncie :)

UPDATE:

Jeśli zastanawiacie się nad tym dlaczego dzień przed końcem miesiąca bredzę o wypłacie i podsumowaniach śpieszę wyjaśnić, że to tylko chwilowe zaćmienie umysłu :)

sobota, 31 grudnia 2011

Grudzień 2011 - podsumowanie

We wtorek zadzwonił do mnie pan z firmy windykacyjnej zajmującej się dłużnikami w Get Bank i oznajmił, że zalegam im na 25 PLN z groszami. Zdziwiłem się co to niby jest Get Bank na co pan się zdziwił moją niewiedzą i wyjaśnił, że Allianz Bank stał się Get Bankiem. Powiedział też, że skoro mam wątpliwości co do tych 25 PLN to powinienem zadzwonić do banku bo on jest tylko od przekazywania informacji o zaległościach.

Zaintrygowany tą sytuacją wlazłem na stronę owego Get Banku i zalogowałem się loginem i hasłem z bankowości internetowej Allianza. Szybki look na harmonogram rat mojego kredytu i rzeczywiście listopadowa rata była wyższa od tej, którą zapłaciłem. Ok, no to zaległość jest ale czemu do cholery nikt mnie  nie powiadomił o zmianie rat?

Nigdy wcześniej nie używałem ich bankowości telefonicznej więc oczywiście się okazało, że hasło które mam zapisane jakoś nie działa. Po przejściu procedury ustawiania nowego hasła w końcu byłem z stanie się połączyć z żywym człowiekiem i zadać kilka pytań.

Zmieniona rata wynika z tego, że podniosły się stopy procentowe. Tak naprawdę rata wzrosła mi o 13 PLN z groszami, reszta tych 25 PLN to kara za zaległość. Żeby było śmieszniej to w systemie nie było żadnego info że mam jakieś zaległości.

Czemu nie dostałem żadnego powiadomienia o zmianie wysokości rat? Okazuje się, że pomimo tego że w lutym poszedłem do banku i zmieniłem adres korespondencyjny to pani na infolinii (a więc i ludzie wysyłający listy do klientów) miała mój stary adres. Smieszny detal: w bankowości internetowej w moich danych osobowych jak byk widniał aktualny adres. Grunt to porządek, prawda?

Przed świętami przelałem na rachunek kredytu grudniową ratę i 7000 PLN nadpłaty więc poprosiłem panią z infolinii aby zaliczono całą tę kwotę jako wcześniejszą częściową spłatę. Zażyczyłem sobie także aby zamiast obniżenia następnych rat skrócono mi ich ilość. I tu spotkała mnie kolejna niespodzianka ponieważ okazuje się, że skrócenie czasu kredytu można załatwić tylko podpisując aneks do umowy kredytowej co wymaga odwiedzin w placówce. Jakoś nie bardzo zgadza się to z informacjami jakich udzielono mi w banku podczas zawierania tej umowy.

W związku z tym zapytałem czy jeśli następnym razem znowu nadpłacę ratę i będzie to kwota wystarczająca na spłatę całości zadłużenia to też muszę iść do placówki i coś podpisywać. Pani wyjaśniła, że w takim przypadku kredyt zostanie po prostu zamknięty i nic więcej nie muszę robić. No cóż, przynajmniej tyle.

Za dwa dni, 3 stycznia moja nadpłata zostanie zaksięgowana i system wyliczy mi nowy harmonogram rat. Przypuszczam, że jedną lub dwie raty zapłacę w wymaganej wysokości, zakumuluję nieco kasy i w okolicach marca znowu rzucę tam większą kwotę. Tyle planów na nowy rok.

środa, 30 listopada 2011

Listopad 2011 - podsumowanie

Czekałem na koniec listopada z niecierpliwością bo to czas na podwójną wypłatę. Bonus pojawił się na koncie w przewidywanej wysokości i od razu z niego wyleciał w kierunku mBanku razem ze zwyczajową kwotą jaką posyłam co miesiąc do Polski. Tyle się nacieszyłem posiadaniem "tysięcy" euro na rachunku :)

Tak jak obiecywałem (sobie i Czytelnikom) już od kilku miesięcy cała kwota zostanie przeznaczona na wbicie pierwszego poważnego gwoździa w trumnę kredytu w Allianz. W tym momencie najlepsza oferta na Walutomacie wynosi 4.52 PLN i jeśli taki kurs się utrzyma do końca tygodnia powinienem dostać za swoje ojro około 11 200 PLN. Mam przewidziane pewne wydatki w Polsce, ale na pewno 9 lub 10 tysięcy PLN trafi do Allianz.

Obecnie, po zaksięgowaniu aktualnej raty (termin wg harmonogramu to 5 grudnia) saldo kredytu będzie wynosiło 15 409 PLN. Wątpię aby mi się udało wyrobić z przelewami do ostatniej sesji bankowej w piątek więc na razie kasę dla Allianz przechowam w mBanku i pod koniec grudnia na spokojnie dokonam ataku finansowego.

Regulamin kredytu wymaga powiadomienia banku o każdej nadpłacie. Musi być zgłoszona na infolinii banku z dyspozycją jak mają zmodyfikować plan na kolejne miesiące. Samo wpłacenie większej sumy nie wystarczy bo bez powiadomienia będą z niej pobierali po prostu tyle ile wynosi założona rata. Możliwości są dwie: nadpłata może pomniejszyć kolejne raty albo pomniejszy ich liczbę. Jako że mój plan zakłada jak najszybsze pozbycie się kredytu wybór jest raczej oczywisty.

Z innych doniesień finansowych mogę się na przykład pochwalić założeniem dodatkowego rachunku w banku austriackim. Teoretycznie jest to konto oszczędnościowe, ale oprocentowanie jest gdzieś w okolicach ułamków procenta rocznie więc gdzie mu tam do chociażby mBankowego eMaxa w euro (bodajże 1,6 % rocznie). Przeznaczenie konta jest inne: tam będę przechowywał kasę na opłaty z prąd. 100 euro co miesiąc odłożone zaoszczędzi mi gimnastyki przy kwartalnym przelewie do Wien Energie. Rachunek nie jest widoczny w bankomatach więc idealnie nadaje się do "ukrywania" kasy.

Drugim newsem jest to, że sztucznie powiększyłem sobie konto poprzez debet. Nie za duży, tylko 500 euro. Kilka razy musiałem za coś zapłacić kartą kredytową bo się okazało, że bankomatowa ma jakieś śmiesznie małe tygodniowe limity płatności. Ostatnio było to 2 tygodnie temu w Ikei gdzie nie mogłem zapłacić 210 euro chociaż miałem je na koncie. Kredytówkę rozliczają w okolicach 22 dnia miesiąca i tym razem obawiałem się, że może mi braknąć paru ojro. Jako, że mam ciekawe doświadczenia z niespłaconymi kartami kredytowymi wolałem ich uniknąć. I tak pojawił się debet i faktycznie zeszło z niego tylko 23 euro. Wypłata to wyrównała i po problemie. A kto to wie ile by mnie kosztował niespłacony kredyt na karcie?

Tak swoją drogą dostałem już od banku nową kartę bankomatową z rozsądniejszymi limitami. O ile dobrze pamiętam teraz mogę dziennie wypłacić z bankomatu 1100 euro i tygodniowo płacić w sklepach do 5000 euro. Ech, byłoby fajnie gdyby stan konta pozwalał na takie ekstrawagancje :)

poniedziałek, 31 października 2011

Październik 2011 - podsumowanie

W tym miesiącu było zabawnie, niestety z gatunku zabaw niezbyt wesołych. Z powodów osobistych moja ostatnia wizyta w Polsce przebiegała w niezbyt optymistycznych warunkach i oczywiście odbiło się to na moim portfelu kilkoma stówami. Można sobie teraz płakać nad czerwienią na wykresie, ale tylko kompletny młotek się cweli nad kosztami pomocy komuś bliskiemu.

Niewygodna atmosfera tamtego weekendu spowodowała że byłem zmęczony i w paskudnym nastroju i przed samym wyjazdem z Krakowa postanowiłem sobie nieco ubarwić życie. Wszedłem więc do iSpota i zakupiłem IPoda Touch 4G 32 GB za jedyne 1299 PLN. Uff, od razu zrobiło mi się lepiej, a i droga do pracy teraz upływa mi w rytmie przeróżnych rzeźni i chorych dźwięków.

Wypłatę dostaliśmy już w piątek więc od razu wyekspediowałem 900 euro do Polski na pokrycie moich ekstrawagancji i bieżących rachunków. Całkiem możliwe, że za kilka dni pójdzie drugi przelew na 100 lub 200 euro, zobaczymy jak wypadnie bilans naszych wydatków wiedeńskich.

Oczywiście zgodnie z planem powinienem w końcu zacząć nadpłacanie rat w Allianz, ale i tym razem nic z tego nie będzie. Przepraszam wszystkich zawiedzionych moimi wybrykami i olewaniem finansowych obietnic :)

Wielkie nadzieje pokładam w wypłacie listopadowej, która będzie zawierała bonusową pensję. O ile depresja nie doprowadzi mnie do zakupienia kolejnego sprzętu spod znaku jabłuszka to cała czternastka zostanie przesłana w prezencie do Allianz, z pozdrowieniami świątecznymi i życzeniem aby odpowiednio zmniejszyć ilość rat pozostałych do końca tego kredytu.

Tyle na dziś, życzę wszystkim wesołego dnia budzenia zmarłych :)

piątek, 30 września 2011

Wrzesień 2011 - podsumowanie

Kiedy wszystko wydaje się iść zgodnie z bardzo optymistycznym planem "to wiedz, że coś się dzieje". W moim przypadku diabeł objawił się pod postacią wiedeńskiej elektryki i nowego rachunku za prąd. Niestety oznacza to, że opłacenie należności odbyło się kosztem przelewu euro do Polski. A to z kolei wymusiło otwarcie kredytu odnawialnego na kwotę 2400 PLN. Błędne koło kredytów kręci się więc nadal.

A miało być tak pięknie. Kurs euro w okolicach 4.50 PLN znakomicie by się skomponował z pierwszą nadpłatą raty w Allianz. Na koncie w mBanku w końcu pojawiły by się jakieś cyferki po właściwej stronie zera. Po raz pierwszy od nie wiadomo kiedy bank nie miałby powodu pobierać odsetek od zadłużenia. Po prostu cudownie.

Rzeczywistość wygląda jednak inaczej. Ale czego się spodziewać skoro w banku zamiast oszczędności człowiek kolekcjonuje zadłużenia? Każdy większy rachunek czy niespodziewany wydatek, którego nie da się ominąć powoduje co najmniej zahamowanie procesu wychodzenia z kredytów. Jak zwykle pozostaje zacisnąć zęby i walczyć dalej. W końcu za miesiąc znowu będzie okazja aby podjąć wyzwanie Actimela i rzucić w kierunku Allianz większą ratą.

środa, 31 sierpnia 2011

Sierpień 2011 - podsumowanie

W tym miesiącu doleciałem do wypłaty praktycznie na oparach finansowych gdyż cały mój majątek przez kilka ostatnich dni wynosił około 20 euro. Wczoraj pensja dotarła do banku i po niemal natychmiastowym rozesłaniu przelewów zostało mi ok 1/3 wypłaty jako budżet na cały wrzesień. Nie jest to tak mało nawet jeśli brać pod uwagę, że poza normalnymi wydatkami na jedzenie muszę z tego opłacić bilet miesięczny, internet i być może rachunek za prąd (jeśli elektrownia się wyrobi z obliczeniami).

Z powodu permanentnego braku czasu - który chyba ktoś mi bezczelnie kradnie bo poza chodzeniem do pracy to niewiele konkretnego robię - nie udało mi się skontaktować z mBankiem w sprawie pozbycia się karty kredytowej. Trudno, trzeba będzie się tym w końcu zająć w najbliższych dniach i przy okazji zrezygnować z kredytu odnawialnego (o którym nieco niżej).

Co do bardzo uszczuplonej sakiewki pod koniec miesiąca to kilka spraw się przyczyniło do takiego stanu rzeczy.

Po pierwsze postanowiłem kupić sobie wygodne krzesło do siedzenia przy komputerze. Spędzam tak po parę godzin dziennie wieczorami i mój kręgosłup zaczął się buntować przeciwko używaniu normalnego krzesła podkradzionego z zestawu od stołu obiadowego. Jak zwykle pojechaliśmy do Ikei i znalazłem bardzo wygodne krzesło za 70 euro. Drogo, nie drogo - mniejsza z tym, teraz siedzenie przy kompie jest naprawdę komfortowe.

Inną przyczyną było nieco zbyt łapczywe dziabnięcie wypłaty na cele spłaty kredytu w poprzednim miesiącu. Nie ma w sumie w tym nic złego, ale mogłem sobie jednak zostawić 100 euro więcej do dyspozycji. To zawsze jest ciężkie do wyważenia bo z jednej strony człowiek chce jak najszybciej pozbyć się kredytowego cholerstwa a z drugiej trzeba brać pod uwagę możliwość jakiejś małej awarii wymagającej gotówki. Teraz się udało, ale muszę na przyszłość ostrożniej dobierać proporcje w tej kwestii.

Do powyższych powodów trzeba uczciwie doliczyć około 100 euro puszczonych w knajpach przy okazji spacerów po Wiedniu czy imprezy pożegnalnej jednego z moich polskich kolegów z pracy. Przypuszczam, że ktoś skomentuje to w stylu "płacze nad kredytami, a szasta setkami euro na chlanie" ale cóż mam powiedzieć? Sytuacja kredytowa znakomicie się poprawiła, a nieco radości z życia też mi się należy. Najważniejsze to nie tracić z oczu głównego celu jakim jest spłata długów do lutego lub najpóźniej marca 2012, reszta to tylko small bumps on the road.

Ok, spójrzmy na obecny stan finansów.

Po wymianie 750 euro w walutomacie powinienem mieć około 3100 PLN. Ta suma wystarczy na opłacenie raty kredytu w Allianz, polskich rachunków i zobowiązań oraz (uwaga, uwaga) wyzerowania salda kredytu odnawialnego w mBanku.

Tak, proszę państwa, w poniedziałek lub wtorek (zależy ile dni zajmie wędrówka kasy mBank -> walutomat -> mBank) będę posiadaczem (a raczej niewolnikiem) tylko jednego kredytu. Możecie być pewni, że odtrąbię ten fakt w osobnym wpisie :)

W Allianz saldo zmniejszy się o niemal o 800 PLN i dług będzie wynosił mniej więcej 17 700 PLN. Jako, że to mój ostatni kredyt do pokonania zamierzam w końcu skorzystać z opcji nadpłacania i zwiększyć ratę przynajmniej o 50% czyli mniej więcej w okolice 1500 PLN. To plus pieniądze z 14-tej pensji i całkowite spłacenie kredytu na początku marca 2012 robi się całkiem możliwe do osiągnięcia. Poczekamy, zobaczymy co z tego wyjdzie.

niedziela, 31 lipca 2011

Lipiec 2011 - podsumowanie

Ostatnio lubię pisać podsumowania bo zamiast kajać się w nich z głupich wyczynów albo płakać nad nowymi wydatkami wpędzającymi mnie w finansową ruinę mogę przekazywać nieco pozytywnej energii umiarkowanego optymizmu.

Na początku miesiąca spłaciłem kartę kredytową w mBanku. Odpowiadając na ostatni komentarz przy tamtym poście: nie, nie przeciąłem karty na pół i nie wyrzuciłem jej, przynajmniej na razie. Nie noszę jej na co dzień przy sobie, leży razem z bankowymi papierami w segregatorze i nie grozi mi jej „nieopatrzne” użycie. W przyszłym tygodniu planuję zadzwonić do mBanku i dowiedzieć się jak wygląda procedura pozbycia się karty kredytowej, ciachanie jej nożyczkami wydaje mi się nieco histerycznym aktem zemsty na bogu ducha winnym kawałku plastiku. Już większy sens miało by pieprznięcie się młotkiem w łeb.

Lipiec na szczęście udało się przeżyć spokojnie jeśli chodzi o finanse. Z poprzedniej wypłaty zostawiłem sobie 500 euro marginesu bezpieczeństwa, ale w czwartek po tym jak kasa z wypłaty pokazała się na koncie dorzuciłem tę kwotę do przelewu do Polski. W piątek na koncie walutowym w mBanku pojawiło się więc 1275 euro. Po przepuszczeniu tego przez walutomat powinienem otrzymać 5000 PLN z groszami. Niestety po drodze jest właśnie trwający weekend więc euro póki co leżą na rachunku i czekają na poniedziałek.

Tydzień temu odwiedziłem Polskę na dwa dni aby pozałatwiać sprawy związanie ze sprzedażą auta. Odwiedziny w Urzędzie Miasta i zgłoszenie sprzedaży odbyło się bez problemów natomiast wizyta w PZU ujawniła ciekawą rzecz. Być może pamiętacie, że PZU przysyłało mi zawiadomienia o zaległościach w opłaceniu polisy ubezpieczeniowej. Ostatnie koperty (zawsze przysyłali cztery) przyszły na mój polski adres zameldowania w maju i teraz w końcu postanowiłem to wyjaśnić osobiście. Telefoniczne zgłoszenie posiadania zaświadczenia o zapłaceniu polisy jakoś nie odniosło skutku.

Pani w PZU przeczytała listy, wyszukała moje dane w systemie i zapytała czy moja agentka ubezpieczeniowa to ktoś dla mnie bliski. Nieco zdziwiony odparłem, że nie bo to po prostu agentka, z której usług korzystał mój kolega i mi ją polecił, ale poza corocznymi rozmowami ubezpieczeniowymi nic nas nie łączy. Pani odparła, że w takim razie powinienem sobie zmienić agenta bo chyba tę agentkę czeka dochodzenie ze strony PZU. 

Otóż okazało się, że pieniądze za ową nieszczęsną polisę zostały zaksięgowane dopiero 14 maja 2011, prawie 4 miesiące po tym jak wystawiono zaświadczenie, że nie zalegam z płatnościami. Być może to skutek zmian w systemie i przenosin Działu Księgowości, ale ponoć coś w systemie wskazuje, że dziwnie sporo klientów mojej agentki miało zawirowania w płatnościach. No cóż, dla mnie to żaden problem bo i tak polskie polisy teraz mnie nie dotyczą, najważniejsze, że Dział Windykacji PZU się odczepi. Podziękowałem za wyjaśnienia i ucieszony załatwieniem sprawy poszedłem na Rynek.

Wizyta w Polsce kosztowała mnie 240 PLN za bilet autobusowy i dodatkowe 300 PLN, które się rozeszło na McDonalda, wizytę w Empiku, jakieś zakupy aptekarskie i łażenie po mieście. Pogoda była tak paskudna, że chyba przytulniej by było na szkockich klifach z wilkołakami na wrzosowiskach w tle. Naprawdę się cieszyłem wsiadając do powrotnego autobusu.

Powyższe wydatki wraz z opłaceniem moich prywatnych zobowiązań i przelewem raty do Allianz powiększyło deficyt na kredycie odnawialnym do kwoty 5458 PLN. Oznacza to, że jeśli euro nie skoczy po weekendzie o parę groszy do góry (w co wątpię pomimo paniki sianej przez me(r)dia co do bankructwa USA) braknie mi około 500 PLN aby całkowicie spłacić to zadłużenie. Nie zamierzam jednak bić się w piersi i żałować zestawu powiększonego w McDonaldzie albo kupionej książki (notabene „Opętani” potwierdzają moje zdanie, że Chuck Palahniuk jest skrzywiony psychicznie :). Zejście z niemal 14 tysięcy długu do 500 PLN w ciągu dwóch miesięcy to moim zdaniem zajebiście dobry rozwój sytuacji.

Czujecie już te pozytywne wibracje bijące z moich postów? :)

czwartek, 30 czerwca 2011

Czerwiec 2011 - podsumowanie

Tym razem dobre wiadomości.

We wtorek znalazł się kupiec na moje mondeo. Po odliczeniu "kosztów operacyjnych" związanych ze sprzedażą na konto trafiło 5800 PLN. Kasa posłużyła mi na opłacenie polskich zobowiązań i spłacenie połowy zadłużenia na karcie kredytowej w mBanku.

Czerwiec to w Austrii miesiąc trzynastej wypłaty więc na konto dostałem praktycznie dwu-krotność swojego obecnego netto. Od razu przelałem 420 euro dla właścicielki mieszkania, 169 euro rachunku za prąd, a 2000 euro poleciało w stronę konta walutowego w mBanku. Dziś euro pojawiły się na rachunku skąd powędrowały do Walutomatu. Pozostaje cierpliwie poczekać aż tam dotrą, dokonać wymiany i wrzucić je z powrotem do mBanku na eKonto. Wg kalkulatora na Walutomacie powinienem dostać około 7950 PLN co z powodzeniem wystarczy na całkowite ubicie długu na kredytówce oraz na spłaceniu przynajmniej połowy zadłużenia w kredycie odnawialnym.

Najfajniejsze jest to, że na austriackim koncie nadal mam ponad 1000 euro więc jest duże prawdopodobieństwo, że na koniec lipca zostanie z tego kilka stówek, które pomogą w dalszym niwelowaniu zadłużenia w mBanku. Na razie jednak nie podniecam się za bardzo tą perspektywą gdyż już nie raz życie pokazało, że nieprzewidziane wydatki zdarzają się kiedy mogą wyrządzić najwięcej szkody w finansach. Tak więc zobaczymy jak akcja się rozwinie, ale jakąś cichą nadzieję na pozytywy można mieć. Generalnie jest realna szansa na kompletne pozbycie się długów mBankowych w przeciągu dwóch miesięcy.

Przyjmując, że sprawy w mBanku są jako tako wyprostowane dokonałem pobieżnych obliczeń co do przyszłości kredytu w Allianz. Rata, którą wpłaciłem dziś rano spowoduje, że saldo tego kredytu będzie w okolicach 19 500 PLN. Do listopada powinienem spłacić jeszcze 2800 PLN z groszami w normalnych ratach czyli saldo powinno zmaleć do około 17 000 PLN.

Dlaczego liczę akurat do listopada? Ponieważ wtedy dostanę czternastą wypłatę, która będzie nawet nieco większa niż ta czerwcowa. Oczywiście plan jest taki aby bonusową kasę w całości wrzucić do Allianz co pozwoliło by na zbicie zadłużenia do jakiś 7-8 tysięcy PLN. Ach, cóż by to było za wspaniałe uczucie za rok o tej porze być wolnym człowiekiem! :)

Ok, dość tych marzeń, czas wracać do klepania kodu.

wtorek, 31 maja 2011

Maj 2011 - podsumowanie

Kończy się właśnie kolejny miesiąc, ale nie jest to byle jaki miesiąc albowiem dziś o północy minie kwartał odkąd podjąłem pracę na obczyźnie. Jeśli umieracie z niecierpliwości w oczekiwaniu doniesień o bogactwie jakie udało mi się zgromadzić z arbajtu dla cysorza to polecam szybkie looknięcie na paski moich zadłużeń...

Tak proszę Państwa, to nie jest usterka techniczna. W dziurze budżetowej nadal bez zmian pomimo rzeki euro jaka płynie przez moje konto. Cały problem właśnie w tym, że płynie przez konto i trafia na szerokie wody międzynarodowej finansjery. Mnie pozostaje wilgoć na ścianach i nadzieja, że w końcu uda się zatkać wyciek.

Ok, dość tych metafor.

sobota, 30 kwietnia 2011

Kwiecień 2011 - podsumowanie

Chociaż moje finanse wykazują coraz bardziej komunistyczną kolorystykę humor nie przestaje mi dopisywać. To chyba kwestia odległości jaka dzieli mnie od najbliższej placówki polskich banków. Niby systemy online znakomicie skracają wszelkie fizyczne dystanse, ale jednak coś w tym musi być, że od momentu wyjazdu jakoś nie bardzo płaczę nad dziurami w budżecie. Są i trzeba się starać je załatać, ale nie ma potrzeby spazmowania nad tym faktem.

Przy okazji świątecznej wizyty w Polsce znowu poszło trochę kasy. Właściwie to niewiele brakowało, żebym plastikiem zaskrobał o dno kredytowe. W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać czy wystarczy pieniędzy na minimalną ratę za kartę kredytową. Sprawdziłem, wystarczyło z kilkugroszowym zapasem.

Obecny stan jak zwykle możecie zobaczyć na wykresach. Allianz sukcesywnie maleje, reszta dobija do 100% pojemności.

Z bardziej istotnych zmian jakie przyniósł kwiecień to przede wszystkim pozostawienie samochodu w Polsce celem sprzedaży. Kto czyta wiedeński lajf ten już wie, że austryjackie przepisy wymusiły na mnie tę decyzję. Finansowo powinno mi to pomóc bo odpadną mi koszty utrzymania, a jak się już znajdzie kupiec to i trochę dodatkowej kasy wpadnie do skarbonki. Nie chcę w tym momencie deklarować co zrobię z pieniędzmi za auto bo z jednej strony trzeba by spłacić przynajmniej kredytówkę, a z drugiej przydało by się mieć jakiś mały kapitał na wszelki wypadek. Ale nie ma co dzielić skróry na niedźwiedziu, będzie kasa to będziem nad nią główkować, teraz szkoda pikseli na takie rozważania.

Zanim wpłynęła wczoraj kwietniowa pensja miałem na koncie niecałe 5 euro i w portfelu około 20. Dla zabawy drażnię swojego kumpla narzekaniem, że mnie ściągnął do kraju drożyzny, małych zarobków i chorych przepisów na co on mi odpowiada, że nie wie na co się żalę bo powinienem się czuć jak w domu :) I tak sobie właśnie tu humorystycznie człowiek oczekuje na każde święto matki boskiej pieniężnej.

czwartek, 31 marca 2011

Marzec 2011 - podsumowanie

Parę tygodni temu na Onecie czy innej WP był płaczliwy tekst o straszliwych skutkach emigracji. Mężowie wyjeżdżają i od razu popadają w rozpustę o rodzinie pamiętając tylko przy przelewie do Polski. Żony zadręczają się wyobrażaniem sobie co też mężus wyprawia skoro nie ma mu kto smyczy skrócić. Dzieci zapominają jak wygląda tatuś i wplatują się w ciężkie klimaty jednocześnie pragnąc aby miłość rodzicielska i spokój rodzinnego gniazda powrócił. A wszystkiemu winna ludzka zachłanność i pogoń za pieniądzem. O ile było by szczęścia w Polsce gdyby wszyscy pokornie klepali słodką biedę wzorem rodziny Zbawiciela...

W moim wypadku ofiarą emigracyjnego zamętu padł na przykład ten blog. Rozwijałem go od kilkunastu miesięcy, udało mi się zebrać całkiem fajną publiczność i wszystko poszło w piach gdy tylko dowiedziałem się, że wyjeżdżam z kraju. Shame on me...

Daleki jestem od usprawiedliwiania się przed kimkolwiek. Blog to hobby nie praca, nie muszę wyrabiać normy. Ciężko jednak wymagać aby czytelnik powracał jeśli raz, drugi, trzeci odświeża RSSa a tu nic nowego od grapkulca nie ma. Na szczęście chociaż podsumowania miesiąca pojawiają się regularnie. Dziś jednak postanowiłem połączyć wpis podsumowujący z odrobiną refleksji nad losem zadłużonego emigranta.

poniedziałek, 28 lutego 2011

Luty 2011 - podsumowanie

Miesiąc upłynął mi kompletnie na organizowaniu przeprowadzki do Wiednia. Oczywiście trzepnęło mnie to nieźle po kieszeni więc jest powód do płaczu. Mam nadzieję, że marcowa wypłata w euro nieco złagodzi ból.

Jako, że emigruję wraz z moją ukochaną trzeba było zadbać o masę rzeczy, które w przypadku wyjazdu samotnego i/lub krótkoterminowego w ogóle nie zaprzątały by mi głowy. Na przykład trzeba było zdjąć sobie simlocka z telefonów - 40 PLN albo kupić sporo rzeczy codziennego użytku, które i tak mieliśmy wymienić bo się zużyły typu sprane podkoszulki czy świeża kołdra. Właśnie te pierdółki pochłonęły najwięcej kasy. Ile dokładnie nawet mi się nie chce opisywać, kto jest ciekaw ogólnego stanu masakry portfela niech spojrzy na moje paski finansowe.

Przez całe zamieszanie wokół przeprowadzki totalnie wypadłem z obiegu jeśli chodzi o blogowanie i odpisywanie na Wasze komentarze. A teraz, kiedy już jestem w Wiedniu, ale jeszcze bez założonego internetu ten stan milczenia z mojej strony się utrzyma jeszcze przez kilka dni. Dziś odwiedziłem siedzibę UPC i modem mają mi podesłać w ciągu tygodnia więc jest nadzieja, że w weekend będę informował o postępach w asymilacji tubylczych obyczajów. Zresztą dokładniej opiszę wszystko na wiedeńskim lajfie siedząc już przy swoim laptopie w swoim mieszkaniu. Ten wpis powstaje na kompie mojego kumpla, który jakby mało było pomocy przy mojej emigracji to jeszcze mi użycza mieszkania jako kawiarenki internetowej :)

Z ciekawszych rzeczy to dziś w skrzynce mailowej zobaczyłem wiadomość z pytaniem czy jestem zainteresowany sprzedażą domeny rsstube.pl. Szczerze mówiąc nie wiem. Chyba od dwóch miesięcy nie zaglądałem w statystyki tej witryny, ale brak przelewów od google wskazuje, że jednak nie jest to żyła złota :) Może faktycznie warto by spieniężyć domenę? Z drugiej strony za rok domena może być już nieźle wypozycjonowana i przez to jeszcze więcej warta. Ach, te dylematy...

Z planów finansowych na marzec to przede wszystkim nie zostać zwolnionym i doczekać wypłaty :) Cała reszta bałaganu będzie musiała poczekać aż zadomowię się w nowym miejscu i znajdę chwilę aby spokojnie wszystko policzyć i pomyśleć.

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Styczeń 2011 - podsumowanie

Ostatni dzień miesiąca więc czas ponarzekać na dziury w budżecie. Jak zwykle pensja przyjdzie na konto i wyjdzie z niego w tempie ekspresowym w różnych kierunkach. Taki to już lajf etatowca z kredytami.

Jeśli ktoś spogląda na paski moich finansów to zauważył, że kredyt odnawialny i karta kredytowa pozostają bez zmian na minusie. Niestety ciągle nie udało mi się zasypać tych dołków i pewnie jeszcze chwilę tak zostanie.

piątek, 31 grudnia 2010

Grudzień 2010 - podsumowanie

Jeszcze parę godzin i będziemy mieli 2011 rok, ale póki co trzeba podsumować sobie dokonania tego miesiąca. A nieco się działo, niestety nie zawsze w pozytywnych aspektach.

Największym bólem jest to, że pewne sytuacje prywatne zmusiły mnie do sporych pożyczek z mBanku pod postacią karty kredytowej i kredytu odnawialnego. Co prawda nie skończyło się na wymaksowaniu obu limitów, ale i tak sumarycznie jestem 2800 PLN na minusie. No cóż, inaczej się nie dało więc nie ma co nad tym za bardzo płakać tylko czym prędzej spłacić i minimalizować koszty odsetkowe.

wtorek, 30 listopada 2010

Listopad 2010 - podsumowanie

Wczoraj śnieżyca, dzisiaj mróz, robić się nie chce, można zatem skrobnąć kilka słów o mijającym miesiącu. A trochę się działo chociaż na blogu od tygodnia martwa cisza. Częściowo powodem są moje prywatne sprawy, częściowo zawodowe, a częściowo moje grzebanie we flakach RSStube.pl. Całkiem też możliwe, że przez jakiś czas posty będą bardzo sporadyczne, jednak będę się starał informować o co istotniejszych postępach na froncie walki z kredytami. Być może przerzucę się na krótkie szczeknięcia na twitterze, a tutaj będę pisał tylko podsumowania. Zobaczymy co i jak się da zrobić.

A teraz do rzeczy.

niedziela, 7 listopada 2010

"fkin five a day" dobiło do 1000 PLN

Dziś jest 200 dzień mojego odkładania po 5 PLN dziennie. Na rachunkach oszczędnościowych w Eurobanku leży sobie uzbierany w ten sposób 1000 PLN. Pasek związany z tym "projektem" całkowicie się zazielenił, można więc oficjalnie ogłosić sukces i skrobnąć coś w temacie.

Zacznijmy od tego, że ta metoda oszczędzania czy też odkładania pieniędzy bardziej mi pasuje niż dorzucanie do skarbonki tych 150 PLN raz w miesiącu. Matematycznie suma ta sama, co więcej wrzucając to od razu do Eurobanku miałbym odsetki bez czekania aż piątaki się uzbierają aby najpierw dawać 1 grosz (ok 45 PLN), a potem 2 grosze (ok 135 PLN). Rzecz w tym, że ubytku tych 5 PLN jakoś nie dostrzegam, kasa na miesięczne wydatki nie maleje nagle tylko stopniowo, nie wymuszając przekalkulowań czy wystarczy do pierwszego. Oczywiście to wszystko złudzenie bo koniec końców te 150 PLN ubędzie, ale bawię się tu w chowanego ze swoją psychiką utracjusza więc skoro działa to po co przy tym bardziej kombinować?

niedziela, 31 października 2010

Październik 2010 - podsumowanie

Jakiś taki ten październik był nudny. I w sumie bardzo dobrze bo podobno pieniądze lubią ciszę i spokój. Zresztą dość już miałem "ciekawych" miesięcy kiedy to początki były lekkie jak piórko, a potem coś doczepiało się jako balast i poziom kasy na koncie leciał pod kreskę niczym kojot w przepaść na kreskówkach. Co prawda teraz też coś dodatkowego wypadło bo trzeba było wezwać speca od piecyka gazowego, ale na szczęście koszty jego interwencji nie doprowadziły mnie do ruiny. Jakbym był akcjami to nadal bym pokazywał zieloną strzałkę :)

Tyle podsumowania, teraz spójrzmy w przyszłość.

czwartek, 30 września 2010

Wrzesień 2010 - podsumowanie

Kampania wrześniowa była całkiem spokojna jeśli chodzi o mój portfel. Oczywiście wydatki zdrowotne spowodowane zapaleniem płuc przekroczyły to co prawdopodobnie wydałbym normalnie chodząc do pracy albo leniuchując na urlopie, ale obyło się bez ekstremalnych ubytków finansowych.

Datek na "wakacje pod gruszą", o którym wczoraj wspomniałem, dotarł już na konto więc można powiedzieć, że spłata sierpniowych długów na karcie kredytowej z jednej strony została sfinansowana przez socjalizm, a z drugiej przez kapitalizm (zysk na Kolastynie). A ponoć nie da się tego pogodzić ze sobą :)