piątek, 30 września 2011

Wrzesień 2011 - podsumowanie

Kiedy wszystko wydaje się iść zgodnie z bardzo optymistycznym planem "to wiedz, że coś się dzieje". W moim przypadku diabeł objawił się pod postacią wiedeńskiej elektryki i nowego rachunku za prąd. Niestety oznacza to, że opłacenie należności odbyło się kosztem przelewu euro do Polski. A to z kolei wymusiło otwarcie kredytu odnawialnego na kwotę 2400 PLN. Błędne koło kredytów kręci się więc nadal.

A miało być tak pięknie. Kurs euro w okolicach 4.50 PLN znakomicie by się skomponował z pierwszą nadpłatą raty w Allianz. Na koncie w mBanku w końcu pojawiły by się jakieś cyferki po właściwej stronie zera. Po raz pierwszy od nie wiadomo kiedy bank nie miałby powodu pobierać odsetek od zadłużenia. Po prostu cudownie.

Rzeczywistość wygląda jednak inaczej. Ale czego się spodziewać skoro w banku zamiast oszczędności człowiek kolekcjonuje zadłużenia? Każdy większy rachunek czy niespodziewany wydatek, którego nie da się ominąć powoduje co najmniej zahamowanie procesu wychodzenia z kredytów. Jak zwykle pozostaje zacisnąć zęby i walczyć dalej. W końcu za miesiąc znowu będzie okazja aby podjąć wyzwanie Actimela i rzucić w kierunku Allianz większą ratą.

4 komentarze:

pomylsynabiznes.pro pisze...

Ostro jedziesz z koskem, jak to się stało, że się tak zadłużyłeś ?

bilancio pisze...

Dlatego moim zdaniem w trakcie nadpłaty, lub większej ilości gotówki powinno inwestować się w poduszkę bezpieczeństwa.
Bez tego daleko nie ujedziesz... Powodzenia!

grapkulec pisze...

@bilancio

zgadzam się w zupełności, samo spłacanie kredytów nie jest wystarczające bo wystarczy małe potknięcie i znowu wpadamy w długi.

z drugiej strony ciężko jest wykombinować na tyle dużą nadwyżkę finansową żeby być bezpiecznym na obu frontach. przynajmniej w mojej sytuacji na razie to jest niemal niemożliwe.

na szczęście zbliża się czas czternastej pensji co pozwoli mi na nieco więcej elastyczności. zgodnie z planem całą bonusową kasę wrzucę w Allianz a to co normalnie idzie na kredyty przeznaczę na mBank i moje konto w Austrii. tym sposobem kredyt w Allianz powinien spaść poniżej 8 tysięcy, na eKoncie powinno być nieco poduszki, a i finanse lokalne zyskają nieco zapasu.

taki przynajmniej jest plan, a co z tego wyjdzie zobaczymy. paniki nie ma bo miesiąc w tę czy we wtę nie robi różnicy jeśli spojrzeć na nieco bigger picture i docenić, że w rok od rozpoczęcia pracy w Wiedniu mam dużą szansę wyzwolić się od kredytów na dobre.

Adam pisze...

Szkoda że nie udało się jeszcze wyjść z bankowych długów całkowicie, ale uważam że to kwestia czasu i trzymam kciuki.

Prześlij komentarz