niedziela, 25 października 2009

Tydzień oszczędzania, tydzień do wypłaty - refleksje

Tydzień minął od kiedy zacząłem pisać tego bloga i powiedzmy że będę tę datę uznawał za oficjalny początek świadomego oszczędzania i kontroli wydatków. Tych parę dni to pikuś wobec czasu pozostałego do spłacenia wszystkich zadłużeń, ale wystarczająco abym mógł doświadczyć pierwszych wpadek i wyciągnąć z nich mam nadzieję naukę na przyszłość.

Tak więc, oficjalnie oszczędzam od 17 października. Wtedy to spisałem swoje cele, sporządziłem listę wydatków, opracowałem sobie arkusz kalkulacyjny, itp. Wszystko wyglądało całkiem składnie, dawało i możliwość utrzymania dotychczasowego poziomu życia jak i perspektywę zbudowania funduszu awaryjnego. Jednak kilku rzeczy nie dopatrzyłem planując budżet na resztę miesiąca:

wtorek, 20 października 2009

I schodzimy na peryskopową...

Pojawiła się konieczność pewnego wydatku, którego spodziewałem się dopiero w przyszłym miesiącu. Oczywiście wpłynie to na moje dzienne limity, które będą teraz oscylowały w okolicach 10 PLN na dzień. W sumie się cieszę bo to będzie pierwszy poważniejszy test mojego systemu i siły woli. Na szczęście do końca miesiąca pozostało tylko 11 dni, a 10 PLN to w dalszym ciągu wystarczająco na paczkę fajek :)

poniedziałek, 19 października 2009

Dlaczego nie rzucam palenia skoro chcę oszczędzać

Może się to wydawać dziwne, wręcz idiotyczne, ale uważam, że rzucanie palenia w celu zaoszczędzenia dodatkowej kwoty miało by w moim przypadku skutek zgoła odwrotny.

Dlaczego tak myślę?

Po pierwsze, dopiero się oswajam z planowaniem, ustalaniem założeń, tworzeniem arkusza w Excelu obliczającego moje dzienne limity. Bawi mnie pisanie notek na bloga o swoich planach, cieszę się tą małą kwotą już przelaną na poczet funduszu awaryjnego. Jestem podniecony tym, że w końcu widzę jakieś realne szanse na uwolnienie się od spłacania kredytów. W tej sytuacji niemożność zapalenia sobie papierosa byłaby przysłowiową łyżką dziegciu w beczce miodu. Wiem, to głupie żeby odmawianie sobie trucizny zabijało przyjemność dbania o swoją przyszłość, ale tak jest. To nie jest logiczne, nie jest racjonalne, ale myślę, że każdy palacz mnie zrozumie.

niedziela, 18 października 2009

Pierwsze kroki

Różne są sposoby radzenia sobie z kredytami. Można je znaleźć na blogach, portalach, w gazetach. Mają mniej lub więcej punktów, jedne pasują do polskiej rzeczywistości inne są możliwe do zastosowania na przykład tylko w USA ze względu na wykorzystanie specyficznych dla danego kraju przepisów prawa. Zresztą sposób nie jest ważny o ile prowadzi do pozbycia się kredytu. No i sam sposób nie wystarczy, trzeba go zastosować, zacząć działać, przestać tylko czytać.

A zatem, oto jak ja rozpocząłem swoje zmagania.

Stałe zobowiązania

Tak nazwałem listę wydatków, z których nie mogę zrezygnować. Zawiera wszystko to co muszę płacić każdego miesiąca czyli: czynsz, raty (każdy kredyt oddzielnie), karta MPK, abonament za internet, itp. Odejmując sumę tych wydatków od mojego dochodu od razu widzę jaką kwotę mam do dyspozycji na cały miesiąc. Z niej muszę wydzielić część na oszczędności, a resztę na tak zwane "życie".