środa, 17 lutego 2010

Tani kredyt to Yeti bankowego świata

Wczoraj APP Funds w notce o rankingu tanich kredytów napisał: "Na pytanie o to, gdzie znajdziesz tani kredyt, najkrótsza odpowiedź brzmi "nigdzie"". I to jest święta prawda. Nie istnieje coś takiego jak tani kredyt, co najwyżej lichwa z nim związana może być mniej pazerna od hieny cmentarnej.

Wiadomo, że każdy widzi co podpisuje, ale idę o zakład, że prawie nikt do końca nie zdaje sobie sprawy z tego co tak naprawdę oznaczają te wszystkie procenty i drobne maczki ogwiazdkowane jak flaga EU. Dotyczy to zwłaszcza biorących kredyty czysto konsumpcyjne gdy zaskoczą ich święta lub inne trudne do przewidzenia okazje wymagające gotówki. Wiem jak to jest bo sam takim sposobem wykopałem sobie kredytowy wilczy dół i ochoczo nadziałem się na bambusowe paliki wbite w dno.


Żeby nie być gołosłownym powrócę do mojego nieszczęsnego kredytu odnawialnego w Polbanku. Zaciągnąłem go w czerwcu 2008 roku w celu uzyskania kasy na zakup samochodu i jako sposób na konsolidację moich poprzednich kredytów. Miałem ich już kilka, każdy z niewielkimi ratami, ale jednak w sumie wychodziło ponad 1200 PLN na miesiąc. Tak to właśnie wygląda. Biorąc coś na raty myślisz sobie "to tylko 50 złotych",  "to tylko stówka miesięcznie", "co to jest przy moich zarobkach? pikuś!". I tak się zadłużamy to na telewizor, to na lodówkę, to na mebelki. Dodajmy do tego jeszcze kartę kredytową używaną w idiotyczny sposób i nagle okazuje się, że z wypłaty, która wydawała nam się taka duża musimy oddać bankom pokaźny kawałek naszej krwawicy.

Tak więc zaciągnąłem kredyt odnawialny, spłaciłem tamte kredyty, sfinansowałem z niego zakup samochodu i wszelkie koszty z tym związane i poczułem ulgę. Nagle danina dla banku przestała być kamieniem u szyi, życie nabrało kolorów. Było to jednak złudzenie. Kasa dostępna jeszcze w ramach limitu zaczęła wyciekać na pierdoły, rata zaczęła rosnąć, dług nie chciał maleć, a ja znowu miałem etat w kieracie kredytowym.

Teraz proszę spojrzeć na pasek dotyczący tego kredytu. Po 20 miesiącach okazuje się, że spłaciłem zaledwie 1000 PLN. To jest zaledwie 3% zadłużenia w przeciągu niemal 2 lat! Gdybym przez ten czas odkładał to co muszę płacić obecnie jako ratę minimalną miałbym 12 000 PLN. Całkiem fajny fundusz awaryjny albo kapitał do inwestycji. A przecież oprocentowanie kredytu nie było jakieś wygórowane, w umowie wszystko jest napisane, czytałem tabele opłat i prowizji, nic nie ukryte. Czytałem, ale nie rozumiałem co tak naprawdę to oznacza. I to jest źródło wszelkich problemów związanych z kredytem.

Bardzo łatwo wydaje się pieniądze, których tak naprawdę nie posiadamy. Dlatego karty kredytowe, zakupy ratalne, wszelkie kredyty okazjonalne i sezonowe sprawiają, że drzwi w bankach rzadko kiedy się zamykają. Ludzie chętnie się zadłużają, a bankierzy chętnie pożyczają. Kredyty nie są złe, jeśli potrzebujesz to bierz. Są sytuacje kiedy nie możemy pozwolić sobie na czekanie aż odłożymy daną kwotę. Ale rzadko kiedy białe kozaczki czy nową komórkę można zaliczyć do takich okoliczności.

3 komentarze:

matipl pisze...

Święta prawda!
Niestety coraz więcej ludzi się zadłuża, szczególnie młodych uważając, że mogą sobie pozwolić na kredyt/pożyczkę a reklamy jeszcze uświadamiają ich w tym myśleniu.

Z kredytem odnawialnym jest ten problem, że go nie widać dopóki nie dotkniemy dna :/ Jest powiązany z naszym kontem i często patrzymy na dostępne środki jarając się ile się ma..niczego

grapkulec pisze...

@matipl

akurat kredyt odnawialny w Polbanku jest oferowany jako oddzielny rachunek z własną kartą płatniczą więc niestety nie mogę się tłumaczyć, że nie widziałem gdzie kończy się moja wypłata a zaczyna kredyt. ale już np w mBanku gdzie kredyt jest dokładany do salda podstawowego rachunku takie nieopatrzne wejście "za miedzę" może się łatwo przydarzyć.

a z tymi młodymi ludźmi to też nie ma co demonizować. większa jest szansa, że młody trafi jakimś cudem na jeden z blogów o kredytowym piekiełku i może mu się zaświeci jakaś lampka ostrzegawcza. a osobiście znam starszych ludzi mających po 50 lub 60 lat biorących chwilówki i inne providenty bo trzeba mieć na wigilijną wyżerkę albo na iPoda dla wnuczka. a potem przychodzą kwadraty i zabierają telewizor i jest płacz, że kredyty są złe. ale ci ludzie wiedzę o kredytach czerpią tylko z reklam puszczanych w czasie emisji "m jak miłość" i innych gówien no to jakim cudem mają mieć świadomość, że ładują się pod walec.

matipl pisze...

Ooo, to ciekawy pomysł w Polbanku wymyślili.
Ale czy lepszy nie wiem, wszystko zależy od świadomości klienta.

Co do dziadków, to niestety prawda, że dają sobie wciskać "pożyczki" i się okradać realnie.
Ale może taka ich mentalność

Prześlij komentarz