środa, 2 czerwca 2010

fkin five a day

O odkładaniu 5 PLN dziennie można poczytać na przykład na blogu APP Funds lub też na dedykowanym temu pomysłowi blogu o wszystko mówiącym tytule "Projekt 5 zł dziennie". W tym drugim przypadku autor bloga w marcu tego roku osiągnął po 11 miesiącach cel uzbierania w ten sposób 2000 PLN (no nie do końca bo dopłacił sobie tu i tam kilka groszy poza planem, ale i tak gratulacje).

Generalnie nie ma co tu pisać wielkich filozofii bo chodzi po prostu o odkładanie piątaka dziennie. Nie patrząc na wydatki, na zachcianki, na promocje i wszelakie "okazje" trzeba codziennie wrzucić 5 PLN do skarbonki. Jak łatwo wyliczyć robiąc tak przez okrągły rok uzbieramy 1825 PLN (dla skrupulatnych w latach przestępnych będzie to 1830 PLN  - tylko co jak zaczniemy od 1 marca roku przestępnego? :).

Podstawą tego pomysłu jest założenie, że każdy powinien bez większego problemu znaleźć te 5 złociszy. Jeśli to jednak za dużo to pewnie obniżenie stawki do 1 PLN też zda egzamin bo te 365 PLN uzbierane rocznie też pewnie takiemu ludzikowi się przyda. Zresztą niech każdy sobie wyznaczy taką kwotę na jaką go stać. Ważne jest aby trzymać się raz ustalonej wielkości i nie odpuszczać sobie z byle powodu. Najlepiej nie odpuszczać sobie wcale niezależnie od okoliczności, no ale wiadomo jak to bywa w realnym świecie.

Moja implementacja (heh, skrzywienie zawodowe :) tego pomysłu nosi kodową nazwę "fkin five a day" i działa na zasadzie stałego zlecenia przelewu 5 PLN na jeden z rachunków oszczędnościowych w Eurobanku. Przelewy idą z rachunku w dbNET czyli z pieniędzy przeznaczonych na codzienne wydatki. Złośliwie określam to sobie przelewaniem z pustego w próżne, ale faktem jest, że w sumie bez wysiłku i niemal zupełnie poza moją świadomością uzbierało mi się 165 PLN (stan z dzisiejszego poranka).

Gdybym musiał wrzucać prawdziwą monetę do świnki to pewnie bym tego nie robił bo "mam tylko 4,50", bo "potrzebuję na colę", bo to, bo tamto. Gdybym nie mógł robić codziennych przelewów to tygodniowo 35 PLN wydawałoby mi się zbyt dużym poświęceniem bo na przykład mam na koncie 80 PLN, wykonuje się przelew na 35 PLN i zostaje mi 45 PLN i już nie mogę tego wybrać z 99% bankomatów i jest tragedia (wiem, to idiotyczne bo przecież wychodzi na to samo, ale jakoś po piątce łatwiej).

Póki co nie wliczam do swoich oszczędności tego co się uskładało z tych codziennych piątek. Wolę je trzymać jako coś osobnego żeby mnie nie kusiło do łatania tym byle dziury w finansach. Niech się składają na tym jednym koncie, bez żadnych optymalizacji, bez dotykania, bez ingerencji. Być może gdy będzie z tego 500 PLN czy więcej to dorzucę je do głównej sakiewki, ale teraz lepiej żebym nawet na nie za często nie patrzył bo jeszcze mi coś głupiego strzeli do łba.

18 komentarzy:

Alvaroo pisze...

Dobry wpis, prosty i trafiający.

Ja mam swoją 'piątkową' metodę – do skarbonki wrzucam każde '5zł' jakie mam w portfelu. Rzeczywiście żal d** ściska, kiedy pani w sklepie wyda tak 50pln, ale... umowa to umowa (z samym sobą).

Dla mnie ważny psychologicznie jest sam fakt 'fizycznego' odkładania pieniędzy. Z czasem zrozumiałem (nie dziwcie się – jestem kinestetykiem, trochę to wygląda inaczej niż w standardowych przypadkach), że do skarbonki płacę sam sobie i kompulsywne wydawanie pieniędzy zamieniło się w kompulsywne oszczędzanie. Wieczorny rytuał wyglądał tak, że żal było mi nie włożyć 'papierka' do skarbonki. I regularnie trafiają tam już 'dziesiątki' i 'dwudziestki'.

Najbardziej cierpi na tym moja dziewczyna i zdrowie (jedzenie tanizny nie zawsze jest zdrowe...) :P. Ale ja jestem zadowolony, miesięcznie wychodzi mi około 300 złotych odłożonych tą metodą. Żeby sprawa była jasna – jestem studentem i odkładam z 'dotacji' rodziców...

Pozdrawiam i życzę sukcesów! :c)

Magdalaena pisze...

Dla mnie pomysł jest totalnie absurdalny. I tak wszelkie oszczędzanie sprowadza się przecież do niewydawania tu i teraz (plus trochę inwestowania, żeby ugrać coś na odsetkach) i nie da się tego w żaden sposób obejść.
Nie widzę żadnej różnicy między odkładaniem codziennie po 5 zł, a odkładaniem co miesiąc 150 zł. Przecież to są te same pieniądze !
Jestem też przeciwna nakładaniu sobie samej sztywnych reguł i ograniczeń - tak jakby się rozliczało z pięcioma agendami unijnymi ;-)
Przecież nie będę odmawiać sobie kupienia pewnej rzeczy jednego dnia, żeby kupić ją następnego - dla mnie liczy się tylko ogólny bilans i wyjście na plus.

I jeszcze jedno - fizyczne gromadzenie monet jest utrudnianiem życia współobywatelom, bo bilonu bije się za mało i w handlu zawsze brakuje.

grapkulec pisze...

whatever floats your boat :)

Kamil pisze...

Magdalena - eee tam każdy powinien robić tak jak jest dobrze dla niego, tutaj działa czynnik psychologiczny i przy okazji uczy to regularności, inicjatywa nie jest zła ;)

ja należe do takich ludzi jak Ty, jak oszczedzam to odrazu przelewam duza kwote i problem z głowy, z tym ze przez ostatnie dwa miesiace to wiecej wydaje niż zarabiam hehe ;)

scholastyk pisze...

Ja mam inny pomysł a mianowicie odkładanie z każdego dochodu 10% przy jednoczesnym lokowaniu uzbieranej kwoty na najwyżej oprocentowane konta i lokaty - uzbierałem w ten sposób już 10 000 zł. Od 2 lat - gdy tylko na konto przychodziła pensja albo wpadła mi jakaś premia, od razu 10% leciało na osobne konto oszczędnościowe.

Od przyszłego miesiąca zmieniam jednak strategię i 10% lecieć będzie do mBanku - w fundusze inwestycyjne - a uzbierane już 10 000 będzie sobie leżeć jako fundusz awaryjny.

wolfe pisze...

idea tego pomysłu jest fajna. Sprawa prosta, a jednak chodzi o to "mentalne" przestawienie się na oszczędzanie.

Ile ludzi wydaje 3 razy w tygodniu kasę na lotto (teraz jedno skreślenie 3 zł a często skreślają więcej). Kumpel ojca skreśla jeden zestaw już chyba 30 lat :P Konsekwencji odmówić mu nie można, ale gdyby to regularnie odkładał, to niemiałby na co narzekać ;)

mariusz74.74 pisze...

Każdy powinien znaleźć swoją własną metodę oszczędzania. Ja kiedyś odkładałem monety 2 zł, ale w końcu dopadło mnie podobne myślenie jak pisze Magadalaena i pewnie domyślacie się jaki był finał mego odkładania... Tiaaa...

Anonimowy pisze...

Ja sobie założyłem 2-3 miesiące temu odkładanie 3,5 zł dziennie - równowartość puszki piwa w sklepie (miałem taki zwyczaj że wieczorem podczas spacerku lubiłem sobie jedno wypić)
Raz w miesiącu co się uzbiera przelewam na fundusz obligacji - co z tego wyjdzie - zobaczymy

PS : abstynentem nie zostałem ograniczyłem się do weekendu :)

Magdalaena pisze...

mariusz74.74 "Ja kiedyś odkładałem monety 2 zł, ale w końcu dopadło mnie podobne myślenie jak pisze Magadalaena i pewnie domyślacie się jaki był finał mego odkładania... Tiaaa..."
Ja zakładam, że zamiast idiotycznego odkładania dwuzłotówek do skarbonki, po prostu zmniejszyłeś wydatki i więcej pieniędzy zostawało Ci w portfelu czy na RORze.

mariusz74.74 pisze...

Magdalaena - powiem nawet więcej, tak się władowałem w kredyty dwa lata temu, że w moim przypadku nie było mowy o "tylko" zmniejszeniu wydatków - tu już w grę mogły wchodzić wyłącznie ostre oszczędzanie i ostry minimalizm. Jeśli chciałabyś zobaczyć jak na własne życzenie można władować się po uszy w długi to zapraszam Cię na mój blog (wpis z 26 maja). Grapkulec sorry, że się tak bezczelnie reklamuję, ale od dawna Cię czytam i czuję się jakbyśmy byli "braćmi" w wielkiej rodzinie "zadłużonych" :) Pozdrawiam wszystkich serdecznie.

grapkulec pisze...

@mariusz

nie mam nic przeciwko twojej małej prywacie w komentarzach, zwłaszcza że nie jest bezczelna :)

@scholastyk

niestety w moim przypadku odkładanie 10% zarobków nie jest możliwe (przynajmniej na razie) więc muszę się obejść mniejszymi kwotami.

Kuba pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Kuba pisze...

Pomysł bardzo inspirujący i sam na jego temat mam zamiar wspomnieć o nim niebawem u siebie:)
Cóż mogę powiedzieć, projekt 5 pln u APPFunds to jeden z moich pierwszych "poważniejszych" inicjatyw finansowych. Legł w gruzach przez mój brak determinacji w okresie semestru zimowego, a Ty doskonale opisałeś to w swoim poście;)
Myślę, że zlecenia stałe to świetny pomysł - thanks for advice.

Bless!

Marek pisze...

@grapkulec
ja Twoim przykładem zleciłem sobie przelew 1 € miesięcznie na k.o. się namęczyłem bo w moim banku przelew na k.o. może być cykliczny tylko jeżeli jest co miesiąc, więc zleciłem 31 przelewów po 1 € na każdy dzień tygodnia:)

Poza tym mam włączoną opcję świnki, czyli że każdy zakup kartą zaokrągla do 1,5, czy 10€ i wartość zaokrąglenia przelewa na k.o.

Kamil pisze...

@Marek

a co to za opcja swinki? ;) domyslam się, że to Twoj bank to oferuje bo z tego co kojarze, w PL chyba czegos takiego nie da się zrobić ;)

ympl pisze...

Damn, opcja świnki byłaby bardzo przydatna.
Ja zrobiłem tak, że na początku każdego miesiąca stówa leci na fundusz akcji. Bywa ciężko, kiedy trzeba czasem wstrzymać się od zakupów, bo na koncie zostaje 5 zł. :D

grapkulec pisze...

@Kuba

bierzcie i korzystajcie z tego wszyscy :)

@Marek

podziwiam cierpliwość do konfigurowania tych przelewów :) a ta twoja opcja świnki to ciekawy gadżet, szkoda że mBank albo db czegoś takiego nie mają bo pewnie parę groszy (czy eurocentów) można sobie uzbierać przez miesiąc

Elżbieta pisze...

Pomysł jest bardzo dobry, jak sam piszesz bez wysiłku i poza świadomością coś się zbiera dodatkowo, ja kiedyś odkładałam do skarbonki monety : 1zł, 2zł, 5zł -tylko takie oraz 10zł, aby nie było za dużej drobnicy i to codziennie na koniec dnia a czasami nawet w trakcie, bo akurat miałam więcej. W ten sposób niezauważalnie nazbierała mi się spora kwota na prezenty gwiazdkowe (było tego ponad 1500 zł w 3 miesiące ). Teraz tego nie robię bo od ponad roku prowadzę budżet w Excelu więc każdy ruch gotówki widzę i to psuje zabawę. Przetestowałam na sobie rózne metody oszczędzania i najlepiej mi się sprawdza stałe zlecenie na rachunek oszczędnosciowy - jednorazowe, 2 dni po wpływie wynagrodzenia na konto, przyzwyczaiłam się do niższego wynagrodzenia które mam do dyspozycji. Ale faktycznie kazdy musi sam znaleźć metodę, która pomaga mu w oszczędzaniu i żaden sposób nie jest absurdalny.

Prześlij komentarz