piątek, 6 listopada 2009

Mądrość przychodzi z wiekiem...

... zazwyczaj z wiekiem trumny :)

Do napisania tej notki zainspirował mnie wpis na Finansach Domowych. Możecie tam poczytać o niewesołej aczkolwiek niezaprzeczalnej prawdzie: nasze priorytety życiowe zmieniają się wraz z kolejnymi krzyżykami na karku. Dotyczy to w sumie każdej płaszczyzny naszej egzystencji, ale skoro tematem przewodnim tego bloga są oszczędności to skupię się na nich.

Czemu zacząłem oszczędzać

Powodów jest kilka. Po pierwsze, zarabiam całkiem nieźle, a od kilku lat nie mogłem domknąć miesiąca na finansowe zero, nie mówiąc już o jakimś plusie. Tu rata, tam druga i trzecia, a to jakaś impreza, a to jakaś okazja, i tak się pieniądze rozłaziły na kij wie co. Faktem jest, że głównie to nieprzemyślane zakupy na raty skurczyły mi zasoby wolnej gotówki na tak zwane życie no ale jakieś 25% pensji zostawało po wszystkich obowiązkowych płatnościach tylko na moje własne wydatki, a to jest ponad 1000 PLN. I to właściwie do wydania tylko na przyjemności. W końcu stwierdziłem, że ktoś mnie tu robi na grubą kasę i chyba to jestem ja sam. Więc przykręciłem sobie śrubę i już są efekty, które opisałem we wcześniejszych notkach.


Po drugie, oszczędzam żeby nie zostać bez środków do życia w przypadku jakiegoś losowego zdarzenia. Czy to awaria samochodu, czy choroba czy utrata pracy czy jeszcze coś innego wymagającego nakładów finansowych. Oczywiście suma 5 czy nawet 50 tysięcy to jest pikuś na dłuższą metę, ale od większości życiowych szykan nie kończących się utratą zdolności do pracy można się już tym obronić. Niezależnie od wysokości bufora bezpieczeństwa lepiej go mieć niż nie mieć.

Po trzecie, widzę jaka jest sytuacja w starszych pokoleniach mojej rodziny. Niestety, nie jest różowo. Zero oszczędności, zero bezpieczeństwa, zero jakiejkolwiek asekuracji. To jest wręcz ekstremalne życie tu i teraz. A przecież ci ludzie pracowali po 50 lat! Fakt, że była komuna, ale odkładać na książeczki mieszkaniowe czy nawet do skarpety nikt człowiekowi nie zabraniał. Fakt, były po drodze denominacje, inflacja czasem szalała no ale jednak zawsze coś by było. A teraz na starość lub starsze lata przychodzą problemy ze zdrowiem, a nie ma z czego brać poza jałmużną od państwa czyli emeryturą. Ja tak nie chcę, więc oszczędzam.

Na co oszczędzam

Na razie oszczędzam na potencjalną, ale w miarę małą awarię. Stąd 5000 PLN jako cel mojego funduszu awaryjnego. To powinno wystarczyć na wypadek niemiłych niespodzianek ze strony samochodu, sprzętu domowego czy nagłej potrzeby odwiedzin u chirurga szczękowego.

Dalszy plan zakłada gromadzenie zapasu finansowego w wysokości jednej, trzech, sześciu i w końcu dwunastu pensji.Przypuszczam, że wcześniej niż za dwa lata nie przejdę do tej fazy bo najpierw chcę pospłacać kredyty. Potem uwolniona gotówka pójdzie właśnie na to konto.

Pomiędzy tymi dwoma ekstremami muszę sobie wypracować skarbonkę na gadżety. Wiem, że to głupio brzmi w ustach trzydziestolatka no ale nie jestem jeszcze tak zramolały żeby mnie nie cieszyło słuchanie mp3 albo czytanie e-booków. Miałem wczoraj w ręce iPoda Touch i już wiem, że to jest coś czego chcę. Przed "reformą mentalną" po prostu poszedłbym i kupiłbym to na jakieś raty 0% albo nawet za gotówkę. A teraz chcę poczekać aż uda mi się uzbierać na ten cel pieniądze nie naruszając założeń budowania FA czy spłacania rat większymi kwotami. I szczerze mówiąc nie obchodzi mnie czy jak już uzbieram te pieniądze to dalej będę chciał iPoda. Może tak, może nie. Niezależnie od tego będę miał świadomość, że potrafię się kontrolować, że potrafię zaoszczędzić i że mam kasę którą mogę wydać na ten gadżet, a równie dobrze mogę ją zainwestować albo dorzucić do funduszu awaryjnego. Skutki psychologiczne takiego postępowania moim zdaniem są bezcenne.

Na co nie oszczędzam

Nie oszczędzam na emeryturę. Wg mnie to nie jest dobry cel. Mam co prawda jakiś tam program w Aegonie, który mnie kosztuje 100 PLN miesięcznie, ale wcale o tym nie myślę. Jak przyjdzie czas i będę potrzebował tych pieniędzy to bardzo fajnie jeśli będą stanowiły dodatek do tego co mi litościwie (jeśli w ogóle) da państwo. Ale nie zamierzam ustalić sobie emerytury jako celu oszczędzania. To zbyt abstrakcyjne. Poza tym może będę miał szczęście i umrę zanim po wizycie listonosza poczuję się jakbym dostał w twarz.

Nie oszczędzam też na tak zwaną edukację dzieci. Szczerze mówiąc nie wiem czy chcę mieć dzieci, no ale pewnie chociaż jedno trzeba będzie mieć. Ale odkładać pieniądze na ich edukację? Nie, dziękuję. Dlaczego? Bo nasze kochane państwo ani trochę nie przestaje być socjalistyczne, a socjaliści kształcą dzieci za darmo. Poza tym szkoły publiczne nie są wcale gorsze od prywatnych, to jest mit dla nowobogackich snobów. Tabliczka mnożenia i ortografia jest taka sama, globus też nie będzie bardziej kulisty jeśli tatuś sypnie groszem na czesne. A że wokół szkoły rodzą się inne koszty typu książki, wycieczki czy jakieś imprezy? Wierzę, że porządek w moich finansach pozwoli mi po prostu za to zapłacić bez robienia planów. A studia? Jak się nie dostanie na dzienne to znaczy, że ma dość czasu żeby iść do pracy. Koniec, kropka.

Końcowe refleksje

Jak napisał autor Finansów Domowych, priorytety się zmieniają i ciężko zbierać na auto skoro nie wiadomo czy będziesz je chciał kupić jak już uzbierasz. Ale to nie znaczy, że nie należy oszczędzać. Tak myśląc to generalnie nic nie warto robić bo i tak wszyscy zdechniemy, a Ponury Żniwiarz nie da się przekupić pakietem akcji czy nowym mercedesem. Warto jednak pracować nad sobą, zmieniać się na lepsze. I tu oszczędzanie może okazać się pomocne. Oczywiście możemy się zmienić w totalnego sknerę, ale przy zachowaniu zdrowego rozsądku możemy wzbogacić swoje życie. I to nie tylko o te zgromadzone złotówki, ale także o nowe spojrzenie na własne możliwości i dojrzalszą osobowość. Czego i Wam i sobie życzę z całej siły.

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Bardzo fajny wpis, stronka również bardzo mi się podoba, na pewno będę często tutaj zaglądać :) Pozdrawiam serdecznie autora

Integralny pisze...

Serdecznie zapraszam do wymiany linkami :)

matipl pisze...

To z pokoleniem rodziców to chyba większość tak ma, że teraz 50-60 lat na karku i zero oszczędności, albo dopiero zbieranie od kilku lat. Smutne to.

Co do oszczędzanie jak najbardziej popieram :) Wydaje mi się, że to wina rodziców, braku przykładu ze swojej strony. Rodzice brali na krechę to ja też ;)

Anonimowy pisze...

Cieszę się, że tu trafiłam. Może jednak mi też się uda...

Anonimowy pisze...

tu gdzie mieszkam (Anglia) popularnym pomyslem jest kupienie mieszkania na wynajem, zeby w ten sposob miec dodatkowe zrodlo dochodu na emeryturze.

Prześlij komentarz