sobota, 16 stycznia 2010

Kiyosaki na żywo jest całkiem zabawny

Obejrzałem dziś nagranie jednego z wykładów Roberta Kiyosaki. Nosi ono tytuł "60 Minutes to Getting Rich" i jest jakby uzupełnieniem tego co zawarł w książkach z serii "Biedny ojciec, bogaty ojciec". Przyznaję się szczerze i bez bicia, że żadnej z jego książek nie przeczytałem od deski do deski więc całkiem możliwe, że to co opowiada słuchaczom i widzom jest w nich zawarte tylko umknęło mi gdy przerzucałem strony znudzony ciągłymi powtórzeniami tych samych haseł. Niemniej jednak wrażenia po godzinie oglądania i słuchania mam o wiele bardziej pozytywne niż po 10 minutach czytania. Idealne streszczenie bez przynudzania chociaż i tym razem Kiyosaki nie zdradza szczegółów swej drogi do milionów i bogactwa. Tak więc ten wpis jest relacją z tego co usłyszałem podczas tego godzinnego wykładu jednak nie będę tu przytaczał każdego słowa, a raczej przekazywaną ideę.

piątek, 15 stycznia 2010

Skleroza nie śpi, na szczęście automatyczne przelewy też nie

Kiedyś bardzo dawno temu, w jednym wpisie wspomniałem, że zamierzam od razu zapłacić za 3 miesiące abonament za nTV. Te 3 miesiące to był okres wypowiedzenia umowy, dekoder już oddałem, umowa rozwiązana, można było spłacić i zapomnieć o sprawie. Ale okazało się, że te pieniądze akurat były mi potrzebne na jakiś inny wydatek więc później stwierdziłem, że skoro tak to zostawię automatyczny comiesięczny przelew z datą ważności do stycznia 2010 i spokojnie dopłacę sobie do końca normalnymi kwotami.

Na swoje konto w mBanku loguję się prawie codziennie tak dla sprawdzenia na ile akurat są wycenione moje jednostki w funduszu inwestycyjnym, albo czy przypadkiem bank mi nie policzył jakiejś transakcji kartą podwójnie (zdarzyło mi się to w Polbanku i wtedy spędziłem cały weekend na infolinii bo akurat wyczyściło mi kasę do zera, a musiałem zrobić tygodniowe zakupy). No i codziennie, tak w sumie bez potrzeby, przy okazji klikam sobie w listę operacji zaplanowanych i za każdym razem widziałem tam ten przelew dla nTV więc cały czas miałem świadomość, że ta kwota 15 dnia każdego miesiąca mi znika z konta. Dziś postąpiłem tak samo, zalogowałem się, wyświetliła się lista moich rachunków i przez moment zamarłem bo kwota na eKoncie była mniejsza niż wczoraj, a na pewno za nic nie płaciłem kartą ani nie wyjmowałem kasy z bankomatu. Po chwili jednak zajarzyłem, że przecież dziś jest 15 stycznia więc wykonał się ostatni przelew do nTV. Ufff....

czwartek, 7 stycznia 2010

Kredyt bezpieczny w Polbanku - plan spłacania

Jak bóg da, a partia pozwoli to od marca, po spłaceniu karty kredytowej, zacznę ostre spłacanie kredytu w Polbanku (albo w mBanku jeśli uda się do tego czasu załatwić przeniesienie). Tak czy inaczej trzeba się zastanowić po ile płacić żeby dług zauważalnie malał. Niby jeszcze trochę czasu na to jest, ale skoro mam urlop i dużo wolnego czasu to czemu tego nie wykorzystać mądrzej niż sprawdzanie torrentów co 5 minut :)

Obecnie, jak widać na pasku po prawej stronie bloga, zadłużenie na kredycie wynosi 29 141 PLN. Rata minimalna to 2% zadłużenia i na ostatnim wyciągu widnieje kwota 600 PLN. Według tabelki na stronach Polbanku roczne oprocentowanie do kwoty 50 tys. PLN wynosi 15,90%, ale jak się można doczytać drobnym drukiem realna roczna stopa procentowa to 22,46%. Jednak patrząc na wysokość tego co bank pobiera sobie jako odsetki, oprocentowanie wychodzi mi w okolicach 19%. Jak sami widzicie mamy trzy różne oprocentowania, żeby przypadkiem nie było za jasno i za łatwo.

środa, 6 stycznia 2010

Moja karta kredytowa to wcielone zło - czyli idiota z kawałkiem plastiku

Od razu wyjaśniam: "idiota" to nikt inny jak autor tego bloga, czytelników proszę o nie obrażanie się. No chyba, że ktoś bardzo chce albo moja historia wyda mu się znajoma :)

Moja przygoda z kartami kredytowymi zaczęła się chyba około 7 lat temu. Miałem wtedy konto w PKO SA na które wpływała mi wypłata i kartę dostałem chyba jakoś tak ze dwa lata po założeniu RORa. Szczerze mówiąc nie używałem jej w ogóle, ale posiadałem. Nie używałem bo zawsze bałem się, że wydam za dużo i z wypłaty mi braknie na dożycie do końca miesiąca. Gdybym tylko pozostał taki mądry... Przy rozwiązywaniu umowy z PKO SA i likwidowaniu rachunków i kredytu gotówkowego, karta jako jedyna nie wymagała ode mnie niczego więcej poza podpisaniem papierka i oddaniem karty pani, która od razu ją przecięła nożyczkami.

W czerwcu 2008 otwarłem konto w Polbanku, wziąłem kredyt odnawialny na konsolidację innych kredytów no i oczywiście kartę kredytową. Akurat kupowałem wtedy samochód i potrzebowałem gotówki na gwałt. Kredyt miał się otwierać jeszcze dzień lub dwa więc co zrobiłem? Wsadziłem kartę kredytową do bankomatu w placówce banku i wypłaciłem sobie 3000 PLN w gotówce...

wtorek, 5 stycznia 2010

David Bach "Start Over, Finish Rich" - czyli kotlet odgrzany po raz milionowy

Amerykanie powinni mieć jeden zawód narodowy: motywacyjne gaduły. Od każdego tematu znajdzie się u nich trener, przewodnik i duchowy doradca, zupełnie jakby zatracili umiejętność myślenia i zdobywania informacji na własny rachunek. Wolą wydać kilkadziesiąt dolców na książkę albo pogadankę niż samodzielnie pogrzebać w sieci i dowiedzieć się tego samego za darmo. Jak spłacić kartę kredytową? Kup książkę. Jak zaciągnąć kredyt hipoteczny? Kup książkę. Za chwilę pojawi się pytanie jak kupować książki motywacyjne i odpowiedź jest jasna: kup książkę.

Z jednej strony jest to dla mnie śmieszne bo osobiście jak czegoś nie wiem to wolę szukać informacji konkretnych i dogłębnych więc sięgam do materiałów ściśle związanych z danym tematem. Kiedy uczyłem się C++ to przeczytałem "Symfonię C++" Grębosza, a potem grzebałem w MSDNie za konkretnymi wiadomościami. A potem buszowałem po mnóstwie innych stron. Nie chciałem dotrzeć "od zera do gier kodera", chciałem być programistą. Niekiedy przeglądam książki "dla opornych", nawet te z zakresu programowania, ale bardziej żeby popatrzeć na zabawne obrazki albo po spisie treści wiedzieć czego szukać na "poważnych" stronach.

Z drugiej jednak strony te miliony książek z cyklu "for dummies" czy "do it yourself" schodzą jak ciepłe bułeczki więc widocznie potrzeba na rynku istnieje potężna. O ile ciężko zaprzeczyć głodowi informacyjnemu to jednak moim zdaniem takie książki to fastfood, a nie prawdziwe jedzenie. W szybkiej pigułce dostajemy odpowiedzi, ale za tę samą cenę moglibyśmy zejść 10 poziomów głębiej w temat i wiedzieć wystarczająco dużo żeby samemu napisać takie "for dummies". Zresztą jest powiedzenie, że kto nie umie to uczy, a kto umie to robi.

Po tym okrutnie długim i kompletnie skrzywionym wstępie w końcu napiszę o najnowszej książce pana Davida Bacha. Dotarłem do niej dzięki informacji na blogu APP Funds, któremu dziękuję za linka do książki bo samemu na pewno nie chciałoby mi się tego szukać choćby to był jeden klik z wyników google'a :). Podtytuł książki brzmi "10 steps to get you back on track in 2010". Osobiście myślę, że po niewielkich zmianach kosmetycznych pan Bach może ją sprzedać także w roku 2011, 2012, 2013 i nawet dzień po zakończeniu ostatniej Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, która jak wiadomo gra do końca świata i o jeden dzień dłużej. Cóż jednak znajdziemy zagłębiając się w owo dzieło?