piątek, 12 marca 2010

Zwrot opłaty za kartę kredytową mBanku

Dawno nic nie pisałem, ale w sumie nic się nie działo ani pozytywnego ani negatywnego. Dziś wszedłem sobie na konto w mBanku żeby sprawdzić co tam słychać i ze zdziwieniem zobaczyłem, że na karcie kredytowej limit dostępny jest większy niż limit karty. Szybki rzut okiem na historię operacji ujawnił pochodzenie nadprogramowych pieniędzy: mBank zwrócił mi opłatę za wydanie karty.

Szczerze mówiąc jestem tym pozytywnie zaskoczony bo odkąd spłaciłem zadłużenie to raczej przy kasach nie wyjmuję tego plastiku z portfela. Wspomagając się wyciągiem z lutego odświeżyłem sobie pamięć i faktycznie było kilka transakcji, które przyczyniły się do tego, że spełniłem warunek promocji związanej z przeniesieniem karty do mBanku. A warunek ów stanowi, że jeśli podczas pierwszych trzech miesięcy posiadania karty zrobię transakcje na łączną sumę minimum 500 PLN to opłata za kartę zostanie mi zwrócona. Tak się akurat złożyło, że w lutym wypadły i walentynki i musiałem kupić kilka droższych leków na krtań i samochód w końcu dostał pełen bak BP ultimate. Do tego jakieś okazyjne piwko w Tesco i się zebrało 507 PLN z groszami.

Zadłużenia nie mam bo całość spłaciłem z lutowej wypłaty od razu nawet nie czekając na grace period. Więc wygląda na to, że z karty korzystam tak jak każdy logicznie myślący człowiek powinien i właściwie nie ma powodu do paniki. Ale zastanawia mnie fakt, że pomimo iż większość tych transakcji to były spore kwoty i towarzyszyły im raczej pamiętne sytuacje - walentynkowy prezent i wyjście z tej okazji drugą połówką na miasto czy też zapalenie krtani i zakupy medykamentów - to jednak nie byłem sobie w stanie od razu uzmysłowić ile wydałem. Pamiętałem o tym w dniu wypłaty, wykonałem przelew i zapomniałem. Przejmować się jakoś strasznie tym nie zamierzam, ale myślę że nie zaszkodzi raz na tydzień kontrolować bilansu finansowego. W końcu nigdy nie wiadomo kiedy zaatakuje ten Niemiec co mi wszystko kradnie :)

4 komentarze:

Marek pisze...

To bardzo ładnie. Szkoda że z KK masz to że tej kasy nie wypłacisz bez żadnych dodatkowych opłat (chyba że likwidujesz kartę), a na karcie nie masz jej oprocentowanej.
Jedyne co mi przychodzi do głowy to kupić coś w castoramie, potem oddać a oni zwracają kwotę w gotówce (przynajmniej tak kiedyś miałem).
I wtedy możesz tą kasę wepchnąć polbankowi do gardła aby się udławił:)

Ksob pisze...

Takie nawarstwiające się wydatki, i drobne i większe, często zaskakiwały mnie w taki sam sposób ("jak ja tyle wydałem?"). Zwłaszcza przy korzystaniu właśnie z KK.
Rozsądne budżetowanie (bez rozbijania na sto kategorii) pozwala mi teraz całkiem fajnie kontrolować ten efekt :)

niktwazny pisze...

osobiście spłacam polbankową kartę kilka dni przed terminem poprzez polbank24 a do tego czasu kasa na spłatę leżakuje na koncie mocno oszczędzającym 6,5% (dla nowych 5,35%) .

PS:Klasyfikacja klientów kart kredytowych :
1. trup - spłaca kartę w grace period
1.1 trup skąpy - dodatkowo nie płaci za wznowienie/wydanie
2. frajer - spłaca kwotę minimalną
2.1 hojny frajer - spóźnia się ze spłatą minimalną i/lub wypłaca gotówkę z rachunku karty kredytowej.

Cheed pisze...

A ja właśnie w środę zaniosłem do CF wypowiedzenie umowy o kartę kredytową. Dostałem ją w promocji "karta za podpis". Bardzo mi się spodobała (funkcjonalnie i wizualnie), ale niestety po wycofaniu promocji o zwrocie opłaty rocznej przy dokonaniu 10 transakcji na miesiąc, stała się ona dla mnie nieopłacalna. Teraz, jak uaktualni mi się wpis w BIK, zapoluję na KK Open Finance.

Pozdr.

Prześlij komentarz